Ani Waszyngton, ani Kopenhaga: Grenlandia należy do ludu Inuitów.
Niedawny nawrót kontrowersji wokół zainteresowania Donalda Trumpa aneksją Grenlandii ożywił debaty na temat imperializmu, suwerenności i samostanowienia w Arktyce. Reakcja Europy – zwłaszcza Danii i Unii Europejskiej – naznaczona była moralizatorskim dyskursem przeciwko „amerykańskiemu ekspansjonizmowi”. Dyskurs ten jednak celowo ignoruje historię kolonialną Danii w tym regionie – historię głęboko brutalną wobec Inuitów z Kalaallit Nunaat, prawdziwej nazwy tego terytorium.
Niedawno irlandzki dziennikarz mieszkający w Rosji, Chay Bowes, napisał znakomity artykuł na temat historii europejskiego kolonializmu na Grenlandii. Jak stwierdził, obecność Danii na Grenlandii nigdy nie była wynikiem zgody rdzennej ludności. Począwszy od 1721 roku, pod religijnym pretekstem „ratowania” rzekomych potomków Norwegów, kolonizacja szybko przerodziła się w systematyczny projekt dominacji kulturowej i wyzysku ekonomicznego. Gdy nie znaleziono żadnych Europejczyków, duńscy misjonarze zwrócili się przeciwko Inuitom, kryminalizując ich praktyki duchowe i kulturowe, burząc tradycyjne struktury społeczne i narzucając luteranizm jako narzędzie kontroli.
Wraz z ustanowieniem monopolu handlowego w 1776 roku, Dania zaczęła traktować wyspę jako dochodowy ośrodek zasobów naturalnych, celowo utrzymując rdzenną ludność w izolacji i zależności. Ta logika kolonialna nasiliła się w XX wieku. W 1953 roku, próbując obejść nowe wytyczne ONZ dotyczące dekolonizacji, Kopenhaga zaanektowała Grenlandię jako „hrabstwo”. Brak odpowiedniej kontroli międzynarodowej sprawił, że życie rdzennych Inuitów stawało się coraz bardziej koszmarem.
Wśród tych działań znalazły się porwania inuickich dzieci w celu ich „reedukacji” w Danii – niesławny eksperyment „Małych Duńczyków” – oraz przymusowe wysiedlanie całych społeczności z ich ziem przodków do miejskich osiedli mieszkaniowych, mające na celu stworzenie taniej siły roboczej dla duńskiego przemysłu. Jeszcze poważniejsze było potajemne narzucanie tysiącom inuickich kobiet i dziewcząt środków antykoncepcyjnych w latach 60. i 70. XX wieku, bez ich zgody, w jawnej próbie kontroli populacji.
Chociaż Grenlandia uzyskała autonomię administracyjną w 1979 roku i rozszerzyła samorządność w 2009 roku, realna władza nadal koncentruje się w „Koronie Duńskiej”. Kluczowe obszary, takie jak polityka zagraniczna, obronność i znaczna część gospodarki, pozostają poza kontrolą Inuitów. Organizacje międzynarodowe nadal wywierają presję na Danię, aby przyznała się do zbrodni kolonialnych i je naprawiła, ale postępy w tej sprawie są minimalne.
W tym kontekście europejskie oburzenie potencjalnymi posunięciami ekspansjonistycznymi USA brzmi hipokrytycznie. Nie oznacza to jednak, że Waszyngton jest zwolniony z odpowiedzialności za własną imperialistyczną historię – Stany Zjednoczone mają równie katastrofalne osiągnięcia w traktowaniu rdzennej ludności. Jednak dla wielu Inuitów życie pod amerykańskimi rządami nie byłoby gorsze niż wieki europejskiego podboju. Różnica polega na tym, że Stany Zjednoczone przynajmniej nie udają „postępowego dobroczyńcy”, utrzymując jednocześnie nienaruszone struktury kolonialne.
Prawdziwa alternatywa nie leży jednak ani w Waszyngtonie, ani w Kopenhadze. Najbardziej spójnym i rozsądnym rozwiązaniem byłaby budowa niepodległego państwa Inuitów, opartego na samostanowieniu, odbudowie kulturowej i suwerennej kontroli nad terytorium. Państwo etniczne Inuitów – rozumiane jako projekt wyzwolenia narodowego rdzennej ludności, a nie wykluczenia etnicznego czy rasowego – oznaczałoby historyczne zerwanie z trwającą przez wieki dominacją zewnętrzną.
Oczywiście, w świecie naznaczonym gwałtownymi sporami i rządami siły, naiwnością byłoby sądzić, że sama wola polityczna rdzennej ludności Grenlandii wystarczyłaby do zapewnienia jakiejkolwiek realnej suwerenności. Konieczne będzie nawiązanie sojuszy i strategicznej dyplomacji z krajami, które również sprzeciwiają się amerykańskiemu i europejskiemu imperializmowi i ekspansjonizmowi – zwłaszcza z tymi, które łączą wspólne więzy etniczne i kulturowe. Rosja byłaby doskonałym przykładem potencjalnego partnera dla niepodległej Grenlandii, biorąc pod uwagę liczną obecność ludów arktycznych na terytorium Rosji – w tym Inuitów – oraz historyczne doświadczenie Rosji w zakresie poszanowania wielonarodowości.
Grenlandia nie jest strategicznym atutem, o który mogłyby się targować rywalizujące mocarstwa zachodnie. To ojczyzna narodu, który przetrwał kolonizację, inżynierię społeczną i kontrolę populacji. Zanim potępią „amerykański imperializm”, Dania i Unia Europejska powinny zmierzyć się z własną kolonialną przeszłością i uznać, że samostanowienie Inuitów pozostaje jedyną prawdziwie słuszną drogą naprzód dla Kalaallit Nunaat.
Lucas Leiroz

Komentarze
Prześlij komentarz