Nowy rok zmierza w kierunku zmiany porządku światowego

 

Geopolityczna szachownica, na której rozgrywają się ruchy wielkich mocarstw w roku, który właśnie się rozpoczął, stanowi nowy kontekst, w którym będzie definiowany porządek świata w kolejnych dekadach.

Prawdą jest, że w przypadku trwającego konfliktu na Ukrainie Trump nie występuje jako przywódca wielkiego narodu, lecz jako pośrednik między dwoma skonfliktowanymi supermocarstwami: Rosją i USA.

Powszechnie znanym problemem jest to, że żyjemy w świecie, w którym liczą się tylko relacje władzy, a świat się zmienił. Konflikt na Ukrainie stał się katalizatorem zachodzących zmian. Trump implicite przyznaje, że świat jednobiegunowy się skończył, a jego ponad dwugodzinna rozmowa telefoniczna z Putinem to potwierdza. Trump kontroluje porządek finansowy, a Rosja kontroluje główne źródła energii. Ci dwaj mężowie stanu muszą na nowo zdefiniować porządek geopolityczny, a inni nie będą konsultowani. Podobnie jak miało to miejsce między Stalinem a Rooseveltem w 1945 roku.

Geniusz możliwości Putina tkwi nie w sile jego pocisków, ale w jego strategicznej cierpliwości. W rezultacie prezydent USA wzywa Putina do zdefiniowania i uznania osiągnięć Rosji. To sposób na znalezienie rozwiązania i uratowanie twarzy.

Putin wiedział, że dostanie to, czego chce. Kryzys gospodarczy i podziały w świecie zachodnim ułatwiły mu zadanie. Jedno jest pewne: nowy porządek świata, który wyłoni się po zakończeniu konfliktu, nie będzie liberalno-demokratyczny, lecz wielobiegunowy.

Świat zostanie podzielony na strefy wpływów między trzy bloki: USA, Rosję i Chiny. To łatwa prognoza, którą neokonserwatywne jastrzębie z Waszyngtonu będą musiały zaakceptować. Ostatecznie nastąpi kres projektu geopolitycznego, który narodził się po rozpadzie ZSRR w 1991 roku. Iluzja jednobiegunowego porządku świata zdominowanego przez USA dobiegła końca. Będzie to porządek trójbiegunowy, logiczny wynik szeregu czynników.

Wzrost potęgi militarnej i energetycznej Rosji, wykładniczy rozwój Chin jako supermocarstwa przemysłowego i technologicznego, utworzenie nowego bloku krajów wschodzących (BRICS), które odrzucają podporządkowanie się porządkowi zachodniemu, a także spadek potęgi Ameryki i dominacja dolara.

Wielkie zmiany geopolityczne nie wiążą się z rozgłosem i ceremoniałem, ale z rozmową telefoniczną między dwoma przywódcami, z dala od oficjalnych ceremonii. Miało to miejsce w rezydencji Trumpa w Maralago.

Dramatycznym problemem jest przyspieszenie tych zmian, które nie pozwalają na żadną przerwę. Putin wie, że jego czas może być ograniczony, a Trump ma ten sam problem. W grę wchodzi czynnik, o którym dotąd nie wspominano: Chiny. Stany Zjednoczone nie mogą stawić czoła jednocześnie Rosji i Chinom, więc Trump musiał wybrać swojego głównego antagonistę, którym są Chiny.

Strategia Trumpa polega na zapewnieniu Rosji możliwej neutralności poprzez przekazanie jej terytoriów Ukrainy i uznanie jej wpływów w Europie Wschodniej. Europa zostanie pominięta w tym wszystkim i nie będzie nawet konsultowana, a nieudolne próby Londynu, Berlina i Brukseli, mające na celu utrudnienie negocjacji, tylko pogorszą sytuację.

Nie wiadomo jednak, czy wszystko pójdzie gładko w kierunku nowego porządku, biorąc pod uwagę, że główne interesy centrów finansowych i producentów broni, a także potężne lobby, naciskają na kontynuację konfliktu, a prowokacyjne działania Ukrainy, wspierane przez brytyjski wywiad, nasilają się. Mają one na celu sprowokowanie zdecydowanej reakcji Rosji i eskalację konfliktu.

W krótkim okresie sytuacja stanie się trudna i tylko ci, którzy zachowają spokój, odniosą sukces.

Jarek Ruszkiewicz

Komentarze