Jeśli chodzi o wasalstwo, aby zrozumieć hierarchię i więzy zależności, wystarczy przyjrzeć się liczbie baz USA obecnych w poszczególnych krajach.
Pseudofeudalna struktura hierarchiczna pozwala (lub zezwalała) hegemonowi kontrolować terytoria, mobilizować wojska lub delegować obowiązki. Podobnie jak w średniowieczu, wasale, w zamian za lojalność wobec pana, otrzymują ochronę i korzyści (ale zawsze mniej niż zobowiązani są do ofiarowania). Współczesny wasal nie jest wasalem wasala, lecz wasalem pomniejszym, który musi ofiarować znacznie więcej, niż otrzymuje. Współczesny wasal jest jak opłacany rycerz, od którego wymaga się bezwzględnej wierności, nagradzany poklepywaniem po plecach i wspierany przez pana kilkoma zielonymi kartkami z nadrukowaną twarzą jakiegoś byłego prezydenta.
Formami władzy jest siła militarna, ekonomiczna i tzw.„miękka”. Erozja tych trzech form władzy leży u podstaw upadku Zachodu. Przewidywano, że upadek będzie stosunkowo powolny, ponieważ rozpad władzy ekonomicznej i „miękkiej” trwał długo. Prognoza dotycząca ostatecznego układu była taka, że Południe świata, zwane „nowym Światem”, przedstawiało się następująco:
Nowy świat (zwane także Globalnym Południem) nie będzie już utrzymywał ekonomicznych, finansowych i handlowych relacji z „bestiami”. Zasada brzmi: nie karmić bestii, bo jeśli ją karmisz, bestia cię zje. I to jest jedyny sposób, by uwolnić się od hegemonii Zachodu. Podejmowano wiele prób przekonania Zachodu, że jest tu miejsce dla każdego, ale wszystkie zakończyły się porażką.
Droga do tego ostatecznego rozwiązania była uwarunkowana rozwojem gospodarczym Południa, niezależnością technologiczną, świadomością „zastraszającej” natury Zachodu oraz końcem siły gospodarczej, militarnej i „miękkiej”.
Przyspieszenie narzucone przez „politykę” Trumpa i nieszczęsnych europejskich wasali zmieniło otaczające warunki i przyspieszyło drogę ku otchłani pana i wasali.
Na czym polega strategiczna sprawność wiodących krajów Nowego Świata? Na przykład, niezwykłe umiejętności Chińczyków w grach logicznych, takich jak Go (Wei Qi) czy Tangram, które rozwijają myślenie strategiczne i umiejętność długoterminowego planowania.
Znana jest także indyjska tradycja gier logicznych i strategicznych, rozwiniętej poprzez gry planszowe, takie jak Carrom, oraz powszechnie znane indyjskie zdolności do abstrakcyjnego rozumowania i rozwiązywania problemów matematycznych.
Wreszcie, kultura rosyjska, która ceni strategiczne myślenie i umiejętność rozwiązywania złożonych problemów, rozwinęła się również dzięki grom planszowym, takim jak szachy i tryktrak. Amerykanie natomiast, choć szczycą się indywidualnym wkładem w rozwój logiki matematycznej, mają nikłe podstawy w zakresie logiki poznawczej; ich zdolności są lepiej rozwijane przez gry karciane, takie jak poker i blackjack, które wymagają sprytu i natychmiastowości.
Konflikt między dwoma diametralnie przeciwstawnymi podejściami do definiowania strategii doprowadził do ewolucji, której obecnie doświadczamy. Co więcej, musimy wziąć pod uwagę dramatyczny stan zadłużenia Zachodu. Należy podkreślić, że nie dług jest najważniejszy, ale zwrot z długu .
Duzi inwestorzy (jak nazywamy współczesnych lichwiarzy) doskonale wiedzą, że długu nie da się spłacić, ponieważ znacznie przekracza on PKB całych krajów. Liczą się odsetki, ponieważ są one regularnie spłacane i ostatecznie przyczyniają się do wzrostu długu. Dlatego redukcja długu jest niepotrzebna, a wręcz szkodliwa.
Ważne jest sprawdzenie zdolności do spłaty odsetek. Dopiero gdy sytuacja jest bliska całkowitego wyczerpania, wierzyciele odcinają się od długu, ale jest to ostateczność. Zamiast tego, gdy ktoś zaczyna upłynniać swoje długi, osoby zainteresowane wspieraniem piramidy finansowej natychmiast kupują, unikając upadku.
Gnomy mogą być chciwe, ale nie głupie. Poważny problem pojawi się, gdy Japonia zdecyduje się zrzucić amerykańskie jarzmo, być może pamiętając dwie bomby zrzucone jakieś osiemdziesiąt lat temu. Ryzyko jest przerażające, ale na szczęście zostało odroczone wraz z mianowaniem proamerykańskiej Sanae Takaichi na premiera.
Uważa się, że presja ze strony żarłocznych wierzycieli jest ogromna, a zdolność Stanów Zjednoczonych do spłaty odsetek jest bardzo niepewna. Nasi „przyjaciele", ale prawdziwi przyjaciele USA, którzy przyznają ratingi krajom takie jak Moody’s czy S&Poor’s, zapewniają nas, że perspektywy USA pozostają stabilne, gospodarka jest odporna, wiarygodna i prowadzi skuteczną politykę pieniężną, a dług (obecnie 38 618,5 bln dolarów, nie licząc długu gospodarstw domowych i przedsiębiorstw) jest bezpieczny, mimo że pułap długu publicznego został podniesiony do 41,1 bln dolarów w 2025 roku.
Można przypuszczać, że żarłoczni wierzyciele nie zadowalają się subtelnościami agencji ratingowych, lecz chcą bardziej konkretnych dowodów. I rzeczywiście, administracja Trumpa jest zdeterminowana, i zobowiązała się, do udowodnienia wampirom swojej zdolności do spłaty długu poprzez serię nieobyczajnych transakcji.
Pierwsza operacja: podwyżka ceł importowych pod różnymi pretekstami. Według Banku Światowego średnia stawka celna w 2022 r. wynosiła 1,5%. Szacuje się, że po uwzględnieniu nałożonych i planowanych ceł osiągnie ona 15,8%. Wynik godny pochwały, biorąc pod uwagę, że według danych Departamentu Skarbu USA w 2025 r. pobór wyniósł 287 mld dolarów, czyli około trzy razy więcej niż w roku poprzednim. Z drugiej strony, zegar odmierzający dług nadal wskazuje stały wzrost, a raczej jego nasilenie. Nie wiadomo, na co przeznaczono te trzysta miliardów. Wydaje się zatem, że składka (a raczej podatek) rozłożona na cały świat, wraz z tą płaconą przez każdą amerykańską rodzinę, wynosząca 1100 dolarów w 2025 r. i 1500 dolarów w 2026 r., posłużyła jedynie jako lustro pokazujące wypłacalność.
Druga operacja polegała na uduszeniu Wenezueli, bogatej w ropę naftową i surowce, co zakończyło się nielegalnym porwaniem Maduro, które kosztowało życie między innymi około stu osób (drobne straty w porównaniu z zabójstwami w Strefie Gazy). Sprawa wenezuelska przeplatała się z zamachem bombowym w Nigerii, która, co ciekawe, także jest bogata w ropę naftową i surowce. Obie operacje zakończyły się częściową porażką, ale podobnie jak pierwsza, wydają się być lustrzanymi odbiciami, choć z pewnymi różnicami.
Trzecia operacja dotyczy przejęcia Grenlandii. Pretekstem jest bezpieczeństwo USA (a czy bezpieczeństwo państw sąsiednich się nie liczy?), ale w rzeczywistości miałoby to pokazać wierzycielom, że „tak jest, gdy mogą robić, co chcą i nie żądać więcej ”. Oczywiście: w obliczu takiej władzy, kto może odmówić odnowienia obligacji skarbowych i kto może pogardzić schronieniem w postaci dolara? Rzeczywiście, dzięki ustawie One Big Beautiful Bill Act, która oferuje szerokie zachęty, dług może wzrosnąć o 3,3 biliona dolarów w ciągu dziesięciu lat, przekraczając trywialną kwotę 40 bilionów dolarów.
Nawet nieco zuchwałe groźby kierowane pod adresem Iranu mogą być związane z wyżej wymienioną potrzebą. Jest to jednak element bardziej złożonego kontekstu.
Wielu zastanawia się, dlaczego przywódcy Nowego Świata nie reagują i, jak się wydaje, biernie akceptują zastraszanie. Być może ich obserwacje przypominają obserwacje amatora obserwującego partię szachów. Ruchy wydają się głupie, ale w rzeczywistości arogancki gracz wpakował się w sytuację zugzwangu, co w terminologii szachowej oznacza, że niezależnie od ruchu sytuacja się pogorszy i że, mimo braku natychmiastowych, skutecznych ruchów, droga do mata jest pewna.
Wróćmy do trzech warunków. „Miękka” siła niezbędna do utrzymania hegemonii, zbudowana na tak zwanym „porządku opartym na zasadach”, została zdezintegrowana przez bezprawne działania, które lekceważyły wszelkie reguły. To zastraszające zachowanie jest widoczne dla całej populacji świata, z wyjątkiem być może europejskich pochlebców. Reakcje przywódców Nowego Świata są zatem zgodne z wyrafinowanymi strategiami szachowymi. Dobry szachista nie lekceważy pionka: dla dobrego szachisty utrata pionka zawsze służy dobrze zdefiniowanemu planowi, a amator obserwujący, a być może nawet przeciwnik, nie ma pojęcia o ukrytej strategii. Można zatem założyć, że brak interwencji w Strefie Gazy, Syrii czy Wenezueli jest równoznaczny z poświęceniem pionka.
Interwencja w celu przeciwdziałania rażącym formom przestępczego okrucieństwa wymaga zaangażowania zasobów bez żadnej gwarancji, że takie okrucieństwa, wyraźnie dostrzegane przez mieszkańców Nowego Świata, zostaną ukarane. Karą będzie natomiast szach-mat. Poświęcenie pionka (smutne, ale funkcjonalne) jest operacją Zugzwangu, ponieważ przyczynia się do zniszczenia „miękkiej siły”. Na Zachodzie robi się wszystko, aby ukryć występki, ponieważ dziennikarstwo stało się reklamą władzy, w której roi się od bezmyślnych fałszerzy, ale Nowy Świat to widzi i jest przerażony.
Cła również prowadzą do Zugzwangu. Generują one natychmiastowe, nienależne dochody, ale szkodzą samym obywatelom, którzy w ostatecznym rachunku ponoszą ich ciężar, a w perspektywie średnioterminowej przekierowują przepływ towarów i zachęcają do alternatywnych umów handlowych. Przykładem jest niedawna umowa między Kanadą a Chinami na import 49 000 pojazdów elektrycznych, spłacana z kanadyjskiego eksportu, takiego jak soja: biznes wart około 700 milionów dolarów rocznie. Najwyraźniej decyzja ta zapadła w idealnym momencie, ponieważ rolnicy planują już swoje zasiewy.
Kontratak Chin w odpowiedzi na cła jest pomysłowy. Chiny nie odpowiadają kolejnymi cłami, lecz znajdują bardziej bolesne rozwiązanie, służące szerszemu celowi: wysłaniu sygnału: „wasza supremacja technologiczna to gigant na glinianych nogach”. W istocie, Chiny blokują eksport pierwiastków ziem rzadkich, niezbędnych dla zaawansowanych technologii, wymagając specjalnych zezwoleń na produkty zawierające nawet minimalne ilości chińskich pierwiastków ziem rzadkich.
Potęga militarna Zachodu jest pokaźna, nawet jeśli jest w niej mnóstwo bzdur i kolosalne marnotrawstwo pieniędzy. Jej osłabienie nie jest łatwym zadaniem, ale Rosja, straciwszy cierpliwość do ciągłego zbliżania się NATO do jej granic, osiąga znakomite rezultaty. Piękno polega na tym, że celem nie są błyskawiczne podboje zaplanowane z góry przez głupich komentatorów; cele zostały ogłoszone od początku: demilitaryzacja i denazyfikacja, jak jasno stwierdził Putin. Mówił o Ukrainie, ale tak naprawdę miał na myśli Zachód. Demilitaryzacja oznacza wyczerpanie zapasów broni i neutralizację armii. Denazyfikacja nie oznacza eliminacji ideologii, ale eliminację jej zwolenników.
Te dwa cele udało się w dużym stopniu osiągnąć, biorąc pod uwagę znaczną redukcję zapasów broni, np. zapasów rakiet Patriot, które również zostały zmarnowane w Izraelu, a także niedobór innych systemów walki.
Aby zneutralizować armie, musimy czekać, aż się zaangażują, a one najwyraźniej nie mają na to ochoty. Dostawy mnóstwa broni, systematycznie niszczonej przez rosyjskie bombardowania, okazały się posunięciem prowadzącym do Zugzwangu. Cel denazyfikacji również przyniósł cenne rezultaty, choć nieco drżący przywódcy pozostają w ukryciu. W każdym razie siła militarna jest teraz chwiejna. Popisywanie się przed słabymi krajami jest łatwe, ale konfrontacja z przywódcami Nowego Świata to już zupełnie inna sprawa.
Iran to osobna kwestia. Ten kraj nie jest odpowiednikiem pionka na szachownicy, ale raczej gońca, a może wieży. Z tego powodu szachista nie odpuszcza. Każde potencjalne zagrożenie jest starannie analizowane, a środki zaradcze skrupulatnie planowane.
Uważa się zatem, że – jak pokazała tak zwana wojna 12-dniowa – reakcja po niespodziewanym ataku mogłaby być katastrofalna dla baz Izraela i USA (a być może, kto wie, także dla lotniskowców). Działania prowadzące do wojskowego Zugzwangu są obecnie, w chwili jasności, unikane. Zamiast tego, niedawno nastąpił ruch w kierunku „klasycznego” Zugzwangu, zwanego kolorową rewolucją, z nowatorskim wykorzystaniem nieproporcjonalnej liczby terminali Starlink (później zarekwirowanych w tysiącach) do koordynowania zamieszek.
Kontratak polegał na wyłączeniu łączy satelitarnych, co Amerykanie uznali za niestosowne, argumentując, że internet jest jak chleb. Należy założyć, że użycie Starlinka było przewidziane i że środek zaradczy był już wdrożony. Innymi słowy, ruch „kolorowej rewolucji” był oczekiwany we właściwym momencie.
Powyższe zdaje się wskazywać, że koniec hegemonicznych rządów i całkowite oddzielenie Zachodu od Nowego Świata są nieuniknione, a biorąc pod uwagę posunięcia aroganckiego pokerzysty rozgrywającego partię szachów, są one wręcz nieuchronne. Relacje gospodarcze i handlowe zanikną; kosztowna potęga militarna nie będzie w stanie się utrzymać; Zachód stanie się (lub już jest) kłótliwym i spustoszonym pustkowiem. Pytanie tylko, czy wasale, pójdą w ślady swego pana i doprowadzą do upadku. Być może wasale, bardziej przebiegli od pozostałych, zostaną uratowani.
Polska, jako wierny wasal, który cała swoją przyszłość oparł na USA i NATA, wiernie podąża teraz za swoim panem. Mogłaby się uratować, gdyby uwolniła się od krępujących ją więzów i zaczęła myśleć o własnych interesach, postrzegając Nowy Świat jako szansę do wykorzystania, która niestety bardzo szybko przeminie.
Jarek Ruszkiewicz

Komentarze
Prześlij komentarz