Wstęp
Żyjemy w burzliwych czasach. Burze polityczne, które szaleją od wielu lat, zmiotły z powierzchni ziemi wiele punktów odniesienia, które „wtedy” – w dawno minionej epoce – zapewniały względnie stabilną orientację w świecie. Tak jak terminy „lewica”, „prawica”, „liberał” czy „konserwatysta” były systematycznie podważane i tym samym pozbawiane znaczenia w kraju, tak samo dzieje się na arenie międzynarodowej.
Prawo międzynarodowe, KBWE, OBWE, Traktat Stambulski, Memorandum Budapesztańskie, Układ Dwa Plus Cztery, Karta Narodów Zjednoczonych… Wszystkie one są rezultatem europejskiego i globalnego porządku, którego budowa rozpoczęła się wraz z zakończeniem II wojny światowej. Ten powojenny świat stopniowo kształtował się przez lata niezwykle kontrowersyjnych dyskusji. Te sukcesy dyplomacji międzynarodowej były możliwe tylko dlatego, że uczestnicy CHCIELI osiągnąć konsensus.
Wszystkie te organizacje i dokumenty wciąż istnieją, w takiej czy innej formie. Każdy dokument, każde z tych określeń miało swoje znaczenie, określoną funkcję w machinie dyplomatycznej i wszystkie są ze sobą splecione, czasem wielokrotnie. Pozornie nierozerwalnie. Aby ten wielki plan przetrwał. Bo przecież istniała wspólna przysięga: „Nigdy więcej!”.
Cofnijmy się w czasie.
Wojna w dużej mierze nieznana
Trzeba to teraz stwierdzić: wielka, święta przysięga nie przetrwała. Wojna powróciła. Jednak uczciwa ocena musi przyznać, że nigdy tak naprawdę nie odeszła. Tylko tutaj, w Europie i Ameryce Północnej, doświadczyliśmy najdłuższego okresu pokoju w historii.
Ale wojna już się rozpoczęła.
Poza Europą walki toczyły się na całym świecie: w Afryce, Ameryce Południowej i Środkowej oraz Azji. Poniższe stwierdzenie jest częścią prawdy zachodnioeuropejskiej i północnoamerykańskiej: większość tych wojen prawdopodobnie nie wybuchłaby, gdyby nie zostały „stworzone” przez Europę i USA. Bez politycznej geoinżynierii, interwencji i dostaw broni z USA i Europy, mających na celu wymuszenie skrajnie jednostronnych korzyści politycznych i gospodarczych oraz zmian w układzie sił, konflikty te musiałyby być prowadzone przy bardzo ograniczonych zasobach, z dala od jakichkolwiek dostaw.
Czy tak by było? Czy w razie nieporozumień, doszliby w dużej mierze do porozumienia bez wojny, postępując zgodnie ze starymi zasadami? Ale tutaj, w Europie i USA, panował pokój. Czy na pewno?
W jednym kraju europejskim po 1945 roku nie zapanował jeszcze całkowity pokój. Nie było to tematem wielu rozmów. Ani na Wschodzie, ani na Zachodzie kontynentu, który po Wielkiej Wojnie został podzielony politycznie. Powody były zupełnie inne. Na Wschodzie unikano dyskusji na ten temat, ponieważ ta wojna nie miała prawa istnieć. Jej istnienie było niczym ropiejąca rana w narracji o budowaniu nowego świata. Na Zachodzie ludzie w ogóle nie chcieli o niej rozmawiać. Ponieważ otwarta, a może nawet szczera dyskusja na ten temat nie tylko zaszkodziłaby pięknej narracji o budowaniu nowego, pięknego świata Zachodu. Co więcej, ujawniłaby, że to Zachód po zakończeniu Wielkiej Wojny kontynuował wojnę na Wschodzie, wbrew wszystkim wzniosłym deklaracjom, dokumentom, traktatom i porozumieniom ONZ. Nie otwarcie. Ale dostarczał broń, pieniądze, informacje, propagandę, wsparcie polityczne, oferował drogi ucieczki… Robił wszystko, by podtrzymać tajną wojnę.
Nawet wtedy…
Tym krajem była Ukraina, a dokładniej Ukraińska SRR jako część Związku Radzieckiego, a jeszcze dokładniej zachodnia część tej republiki, Galicja i Wołyń. Celem był jednak cały kraj. Najpierw Galicja i Wołyń, potem Ukraina jako całość, a potem cały rozległy kraj…
Trwało to przez wiele, wiele lat po 1945 roku. Tysiące ludzi zginęło na Wschodzie, w tym wielu cywilów. Liczba ofiar waha się od 50 000 do 250 000, w zależności od źródła i metody rejestracji. Nie ma znaczenia, którą liczbę uznajemy za bardziej prawdopodobną. Ważne jest, że byli to ludzie, którzy zginęli w tajnej wojnie pod pozorem oficjalnego pokoju.
Nikt z Zachodu nie zginął. Zachód jedynie podtrzymywał tę wojnę. „Nic osobistego, tylko interesy”, jak mawiają dzisiaj. Mówili tak również wtedy, w kwaterze głównej, która umożliwiła i podsyciła tę tajną wojnę. W Monachium-Pullach, Wiesbaden, Langley i gdzie indziej.
Umieranie po wielkim umieraniu na Wschodzie, czyli umieranie po II wojnie światowej, trwało do 1954 roku. „Żniwa”, które czekały – zarówno gospodarcze, jak i polityczne – oraz strategicznie niezwykle interesujące położenie tego niemałego kraju, jakim jest Ukraina, wydawały się zbyt kuszące dla „władców”.
Pewien człowiek, który poświęcił swoje życie badaniu przyczyn takiego zachowania, już w drugiej połowie XIX wieku doszedł do następującego wniosku:
„Przy wystarczającym zysku kapitał nabiera śmiałości. Dziesięć procent jest bezpieczne i można go wykorzystać wszędzie; dwadzieścia procent – staje się ożywiony; pięćdziesiąt procent – wręcz lekkomyślny; sto procent – depcze wszelkie prawa ludzkie; trzysta procent – nie ma przestępstwa, którego by nie zaryzykował, nawet za cenę szubienicy”.
Źródło: Karl Marx
Biorąc pod uwagę skalę operacji, stawka w tym nie aż tak małym kraju była naprawdę wysoka.
Okres pokoju
Pokój, który nastąpił, nie był łatwy, ale trwał. Zwycięzcy tego wewnętrznego konfliktu po krótkim czasie udzielili amnestii przegranym, umożliwiając im, a tym samym całemu krajowi, nowy początek po wyborach. Mieli nadzieję, że ta wielkoduszność zaowocuje pokojowym, opartym na wzajemnym szacunku współistnieniem. Pokonani i hojnie amnestiowani skorzystali z tej okazji i licznie poświęcili się własnemu językowi i historii, które zwycięzcy z kolei hojnie poparli.
Ukraina, gdzie toczyła się wojna powojenna, była zróżnicowana etnicznie i mimo wszystko taka pozostaje. Różnorodność kulturowa może być bardzo inspirująca, ale wymaga tolerancji, wzajemnego szacunku i gotowości do uznania własnych i wspólnych wartości. Bez tych cech wróg pokojowego współistnienia różnych kultur – nacjonalizm – czai się wszędzie.
Ten niemały kraj w Europie Wschodniej był częścią znacznie większej całości, unii różnorodnych narodów: ZSRR. Dzięki pracowitości jego mieszkańców i wszechstronnemu wsparciu ze strony innych części tego rozległego kraju, Związku Radzieckiego, Ukraina, która została doszczętnie i wielokrotnie zniszczona podczas Wielkiej Wojny, rozwijała się całkiem dobrze – w rzeczywistości lepiej niż którakolwiek z pozostałych republik wchodzących w jej skład. Jej i tak już znaczna różnorodność etniczna, będąca wynikiem jej historii, została dodatkowo wzmocniona przez imigrację z innych części Związku. Sprzyjające warunki klimatyczne, obfite zasoby mineralne i wyjątkowe, unikalne w skali światowej warunki naturalne dla rolnictwa znacząco przyczyniły się do jej sukcesu.
Ludzie lubili tam mieszkać. Zróżnicowane etnicznie grupy ludności żyły razem, obchodziły swoje święta i zawierały małżeństwa ponad podziałami etnicznymi i religijnymi.
Ludzie głosują – politycy robią, co chcą.
Ogromny boom gospodarczy Unii nie wystarczył jednak, by przetrwać globalne burze polityczne i gospodarcze. Ogromny kraj rozpadł się, mimo że mieszkańcy w oficjalnych, prawnie wiążących referendach 17 marca 1991 roku, w każdej republice, zdecydowaną większością głosów opowiedzieli się za utrzymaniem status quo. Jednak przywódcy, którzy wcześniej głosili wspólne wartości, nie wykazali chęci uznania wyników tych przejrzystych i demokratycznych wyborów, które bezwzględną większością głosów uzyskały w każdej jednostce terytorialnej.
Przywódcy Ukrainy w szczególności stanowczo domagali się zignorowania jasnego wyboru, jakiego dokonała ich własna, zróżnicowana etnicznie ludność, i pójścia inną drogą, oderwaną od historycznych korzeni.
Pytanie zadane w całym kraju było proste, jasne i zrozumiałe dla każdego:
„Czy zgadzają się, że Ukraina powinna być częścią Związku Suwerennych Państw Radzieckich na podstawie Deklaracji o Suwerenności Państwowej Ukrainy?”
Na Ukrainie 70,2% głosujących zagłosowało „tak”, a 28% „nie”. Wynik ten był mniej więcej zgodny ze średnią UE. Mieszkańcy Krymu nie wzięli udziału w referendum jako część Ukrainy, ponieważ Krym już 12 lutego 1991 roku stał się Autonomiczną Socjalistyczną Republiką Radziecką. Ukraina, choć z opóźnieniem, uznała ten status Krymu konstytucyjnie 19 czerwca 1991 roku.
Warto zaznaczyć, że w zachodniej części Ukrainy (zaznaczonej na mapie kolorem zielonym) – w obwodach iwanofrankowskim, lwowskim i tarnopolskim – 17 marca 1991 r. odbyło się głosowanie w innej sprawie.
Brzmiało ono:
„Czy chcesz, aby Ukraina stała się państwem niepodległym, samodzielnie decydującym o wszystkich kwestiach polityki wewnętrznej i zagranicznej oraz zapewniającym równe prawa wszystkim obywatelom, bez względu na ich przynależność narodową i religijną?”
88,3 procent głosujących zagłosowało „tak”.
Przywódcy trzech słowiańskich republik – Ukrainy, Białorusi i Rosji – byli siłą napędową upadku Związku Radzieckiego. To oni zbiorowo zignorowali wolę wyborców i stworzyli odpowiednie fakty polityczne w lesie na Białorusi.
Dziś wiemy, że decyzje te nie były bynajmniej wyłącznie wynikiem lokalnych wysiłków. Właśnie dlatego, że sprzeciwiały się woli absolutnej większości, przywódcy byli wspierani wszelkimi niezbędnymi środkami z zagranicy przez te same siły, które już wtedy, czyli po 1945 roku, utrzymywały umieranie po wielkim umieraniu.
Teraz wreszcie można zebrać plon tego, co zasiano dziesiątki lat temu.
I tak po raz pierwszy nie tak znów mały kraj, jakim jest Ukraina, podążył pozornie niezależną drogą państwa.
Grabież niegdyś kwitnącego kraju
Wraz z upadkiem Związku Radzieckiego gospodarka również się rozpadła. I to bardzo szybko. W kraju, który niegdyś był bogaty, nagle pojawił się dotkliwy niedobór praktycznie wszystkiego. Wszyscy szukali tylko siebie. Zbawiciele i poszukiwacze fortuny, politycy i doradcy z Europy, USA i Kanady zjechali się do kraju, promując i napędzając wszystko, co wyróżniało największą grupę etniczną – według spisu ludności, a nie języka mówionego – od wszystkich innych. Czyniąc to, celowo rozbudzili wroga dotychczas pokojowego współistnienia kultur – nacjonalizm w jego najgorszej postaci.
Niedobór, trudności społeczne, obfite zasoby naturalne, rozbudowany przemysł i żyzne ziemie stanowiły niebezpieczną mieszankę. Dążenie mocarstw zagranicznych do zdobycia władzy i stworzenia nowego porządku świata doprowadziło do pogłębienia się ubóstwa, a zasoby naturalne, przemysł i ziemia wpadły w ręce rządzących, co tylko przyspieszyło upadek państwa i społeczeństwa.
Niewielkim wysiłkiem – ale milionem, a może dwoma – udało się przekonać nacjonalistów w kraju, że winę za wszystkie problemy życiowe ponosi sąsiad. Ten, który po wielkich ofiarach wojny zbudował Ukrainę w wielki naród, zaniedbując własne potrzeby. Bo powinien był dać o wiele więcej wszystkiego – pieniędzy, przedsiębiorstw, ziemi…
Po zainwestowaniu pięciu miliardów dolarów w uspokojenie kraju, rozpętała się burza. Kiedy „normalne” gwałtowne protesty nie przyniosły oczekiwanych rezultatów, konieczne stało się rozlanie krwi. Uzgodniono, że 100 ofiar śmiertelnych wystarczy, aby w wyniku zamachu stanu osadzić na stanowiskach „właściwych” ludzi.
Praktycznie wszystkie rządy europejskie, wraz z USA, były zaangażowane w ten handel śmiercią. Kluczowe porozumienia zawarto w ambasadzie kraju, który w ciągu ostatnich 120 lat wielokrotnie nie zdołał podporządkować sobie Rosji i Związku Radzieckiego. Tym krajem są Niemcy.
Koniec suwerenności państwowej
I tak się stało, że 18 lutego 2014 roku ludzie zostali zamordowani w sposób celowy i bezładny. 21 lutego 2014 roku, zaledwie trzy dni po masakrze w Kijowie, ówczesny prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz uciekł do Rosji. Nowe władze nigdy nie podjęły poważnej próby zbadania tej masakry.
Wraz z tym zamachem stanu Ukraina przestała istnieć jako suwerenne państwo. Wszystko, co wydarzyło się później, było w zasadzie z góry przesądzone. Wielu przewidywało wówczas wojnę, której zakończenie wynegocjowano w Genewie dokładnie 12 lat po mordach w Kijowie.
Można by temu zapobiec, a wręcz powinno się było, gdyby społeczność międzynarodowa poważnie potraktowała zasady uzgodnione w licznych, dobrze brzmiących traktatach międzynarodowych, dotyczące zapobiegania konfliktom i poszanowania zasad równego bezpieczeństwa. Sprzeciwiały się temu jednak interesy, które podtrzymywały istnienie systemu zachodniego jako takiego.
W ten sposób, poprzez zignorowanie Mińska-1 i Mińska-2 – i tutaj również Niemcy nie ustąpiły – poprzez demonstracyjne zignorowanie rosyjskich propozycji z grudnia 2021 r. przez USA i NATO, ostatecznie doszło do 24 lutego 2022 r., do rozpoczęcia rosyjskiej operacji wojskowej.
Czy istnieje droga powrotna do pokoju?
Od miesięcy trwają negocjacje dotyczące sposobów zakończenia tej wojny, po tym jak anglosaski Zachód celowo sabotował szybkie porozumienie pokojowe w marcu/kwietniu 2022 r. Interesy stron przy stole negocjacyjnym nie mogłyby być bardziej sprzeczne.
Osoby reprezentujące Ukrainę muszą obawiać się o swoje stanowiska i wolność, a w niektórych przypadkach nawet o swoje życie, jeśli uda się osiągnąć rozwiązanie w drodze negocjacji, które będzie zawierało historycznie i prawnie uzasadnione oraz odporne na przyszłość rozliczenie dla stron konfliktu w odniesieniu do wydarzeń od 2014 r. Będą zatem mogły jedynie opowiadać się za utrzymaniem status quo.
Stany Zjednoczone ponoszą główną odpowiedzialność za wybuch konfliktu, czerpią ogromne korzyści z wojny kosztem wszystkich innych i zamierzają kontynuować strategiczne osłabianie Rosji, aby ostatecznie doprowadzić do zmiany władzy w Moskwie. Podejście „business as usual” na Ukrainie w zupełności odpowiadałoby Stanom Zjednoczonym. Jednak temu przeciwdziała siła militarna Rosji, która ma obecnie znaczący wpływ na wewnętrzną dynamikę NATO. Co więcej, sytuacja gospodarcza, a tym samym polityczna na Zachodzie, a w szczególności w USA, osłabia pozycję USA.
Rosja wolałaby zakończyć konflikt prędzej niż później, ale na warunkach, które były znane wszystkim od początku konfliktu:
Poszanowanie i ochrona rosyjskich interesów bezpieczeństwa, poszanowanie języka, kultury i religii rosyjskiej na Ukrainie, brak wojsk NATO na Ukrainie, brak członkostwa Ukrainy w NATO.
Jego wdrożenie oznaczałoby nie tylko koniec amerykańsko-zachodniego projektu na Ukrainie w jego obecnej formie. Zakończenie konfliktu według rosyjskich założeń doprowadziłoby do znacznego osłabienia NATO jako instytucji, a także Unii Europejskiej.
Aby znaleźć drogę do prawdziwego nowego początku, należy również uwzględnić w dyskusji interesy Ukraińców, których nie reprezentuje reżim Zełenskiego. Ale kim oni są? Prawdziwa opozycja na Ukrainie nie istnieje i nie może istnieć w obecnych okolicznościach. Ci, którym udało się uciec, wyjechali za granicę. Znani działacze opozycji mieszkają obecnie w Rosji, UE i innych krajach, nie odgrywając żadnej roli jako zorganizowana siła polityczna. Ludzie starają się wyrazić swój głos za pośrednictwem mediów społecznościowych, zachęcając do refleksji i dając nadzieję ludziom zarówno na Ukrainie, jak i poza nią.
Jednym z nich jest Jewgienij Murajew, znany rosyjskojęzyczny poseł do ukraińskiego parlamentu do 2014 roku, obecnie mieszkający w Chinach. W dwunastą rocznicę wydarzeń z 18 lutego 2014 roku w Kijowie opublikował on swoje przemyślenia na temat rozwiązania negocjacyjnego, wyjaśniając, że na przykład wybory z udziałem osób obecnie rządzących na Ukrainie nie mogą przynieść żadnych zmian i dlatego powinny zostać odrzucone.
Oto jego przemyślenia:
„Wszystko, co przydarzyło się naszemu krajowi, nie wydarzyło się samo z siebie. Ukraina stopniowo przekształciła się w projekt antyrosyjski. Nie było to wolą większości obywateli ani nie odpowiadało interesom narodowym. Ale po zamachu stanu w 2014 roku „globalni instalatorzy demokracji” wprowadzili do władzy konstelację polityczną, która skierowała kraj na drogę ostrej konfrontacji z sąsiadem. Pierwszymi konsekwencjami były utrata Krymu, konflikt zbrojny w Donbasie, wykluczenie milionów obywateli z systemu wyborczego i głębokie wypaczenie ideologiczne.
Kiedy model galicyjski – regionalny model kulturowo-historyczny zachodniej Ukrainy – został ogłoszony modelem narodowym i, pomimo oczywistych różnic między regionami, ich doświadczeń historycznych, środowisk językowych i struktur społecznych, został narzucony całemu wielokulturowemu krajowi, nieuchronnie zaostrzyło to wewnętrzne podziały. Zamiast szukać równowagi i modelu jednoczącego, państwo wybrało drogę jednoczenia poprzez przymus”. Cenzura, „nowa historia” i konstrukty ideologiczne.
W ciągu ośmiu lat całe pokolenie wychowało się w logice konfrontacji, a nie rozwoju. Polityka państwa koncentrowała się nie na rozwoju gospodarczym ani modernizacji przemysłu i nauki, lecz na wzmacnianiu paradygmatu konfrontacji. W czasach wojny na pełną skalę wszelkie odmienne poglądy były skutecznie tłumione, przestrzeń informacyjna sprowadzana do jednego maratonu [Murajew ma tu na myśli tzw. „telemaratonu” w ukraińskiej telewizji, za pośrednictwem którego ukraiński przywódca bez sprzeciwu prezentuje swoje poglądy społeczeństwu], a stanowiska alternatywne były wypychane z dyskursu publicznego i ścigane.
W takich warunkach przeprowadzenie natychmiastowych wyborów bez okresu przejściowego nie doprowadzi do odnowy systemu politycznego. Doprowadzi to do odtworzenia tej samej struktury władzy, która już okazała się niezdolna do zagwarantowania długotrwałego pokoju i stabilności. Jeśli nie zostanie przeprowadzona obiektywna ocena wydarzeń, jeśli nie zostanie przywrócona wolność słowa, jeśli wszyscy obywatele, w tym ci, którzy… Zapewnienie równego dostępu do procesu politycznego osobom poddanym lustracji lub prześladowaniom politycznym, będzie przewidywalne.
Faza przejściowa nie jest konieczna jako instrument zemsty, lecz jako mechanizm stabilizacji, pojednania i zmiany paradygmatu od konfrontacji i zniszczenia do pojednania i rozwoju. Musi obejmować amnestię za przestępstwa polityczne, przywrócenie konkurencyjnego środowiska w mediach i polityce, rewizję ordynacji wyborczej z uwzględnieniem powrotu milionów obywateli i milionów za granicą, którzy mogą powrócić, ale nie natychmiast, a także stworzenie warunków do otwartej debaty publicznej na temat przyszłości kraju. Bez tego wszystkiego wybory będą jedynie formalnością, a nie nowym początkiem.
Jeśli naprawdę nie chcemy, aby wojna powtórzyła się za kilka lat, jeśli chcemy sprowadzić ludzi z powrotem, zjednoczyć rodziny i stworzyć gospodarkę opartą na wzroście, a nie tylko na przetrwaniu, musimy przezwyciężyć wewnętrzne podziały. Pokój jest niemożliwy bez wewnętrznego pojednania i przywrócenia zaufania między obywatelami a państwem.
Nie chodzi tu o osobiste ambicje ani walkę o stanowiska. Chodzi o wszechstronne zrozumienie, że trwały pokój jest możliwy jedynie pod warunkiem instytucjonalnego restartu. Faza przejściowa jest czasem przywrócenia równowagi, zwrotu praw i wprowadzenia nowego modelu rządzenia, którego głównym celem będzie rozwój kraju i dobrobyt jego obywateli, a nie ideologiczna konfrontacja, która stała się dla nas destrukcyjna.
Jewgienij Murajew
Wniosek
Opisanie losu Ukrainy jako tragicznego jest opisem, który nie oddaje sprawiedliwości rzeczywistości.
Przez dziesięciolecia Zachód celowo i świadomie niszczył cywilizację tego kraju. Wspierał ideologiczne przekształcanie społeczeństwa, które przerabia historię i promuje ideologię faszystowską, będącą na przykład przestępstwem karalnym w Niemczech. Takie procesy społeczne mają wzajemny wpływ, między innymi poprzez przekaz medialny, torując drogę akceptacji podobnych wydarzeń, również w Niemczech.
Choć teraz trudno to sobie wyobrazić, wciąż istnieje nadzieja, że negocjacje mające na celu zakończenie rozlewu krwi na Ukrainie przyniosą rozwiązanie, które umożliwi prawdziwy pokój. Pokój, który będzie stanowił realną równowagę interesów między Rosją a Ukrainą. Bo kto chce rozważać alternatywę do samego końca?
Źródło https://forumgeopolitica.com/de/artikel/der-weg-ins-verderben
Opracowanie Jarek Ruszkiewicz

Komentarze
Prześlij komentarz