Wojna i pokój - sinusoida świata

 


Amerykanie wycofali się z Traktatu INF (2019): układu o całkowitej likwidacji pocisków rakietowych pośredniego i krótszego zasięgu, powołując się na irańskie zagrożenie rakietowe, niszcząc tym samym architekturę globalnej stabilności strategicznej. Dlaczego teraz mieliby wysoko cenić mniej znaczące regionalne porozumienia ugodowe? Co więcej, historia Iranu jest w tym względzie wymowna: porozumienie podpisane za czasów Obamy , zobowiązujące Iran do zaprzestania wzbogacania uranu w zamian za złagodzenie sankcji, nigdy nie zostało w pełni wdrożone przez Stany Zjednoczone i zostało całkowicie odrzucone przez Trumpa w trakcie jego pierwszej kadencji. Teraz jednak Stany Zjednoczone, grożąc Iranowi inwazją, domagają się bezwarunkowego zrzeczenia się nie tylko programu nuklearnego, ale także rakietowego.

Nie jest to oczywiście autonomiczna i suwerenna decyzja USA bo irański program rakietowy nie zagraża bezpośrednio Amerykanom lecz Izraelowi. Nikomu nie trzeba chyba tłumaczyć jaki wpływ na politykę USA, a w szczególności na samego Trumpa, ma syjonistyczne, ludobójcze państewko chwilowo ulokowane w Palestynie. Dobitnie pokazała to tzw. 12-dniowa wojna w czerwcu 2025r. Niczym niesprowokowany atak izraelskich sił "obronnych" na Iran zakończył się wybłaganym przez syjonistów rozejmem gdy wyszło na jaw, że osławiona "stalowa kopuła" okazała się dziurawym durszlakiem. Żydowskie, ludobójcze państewko, jednak nie odpuszcza i znowu popycha USA do kolejnej awantury wojennej na Bliskim Wschodzie. Oczywiście w imieniu Wielkiego Izraela.

Amerykańską (a właściwie uSSraelską) koncepcję stosunków międzynarodowych można opisać w dwóch tezach:
1. Stany Zjednoczone mają prawo zrobić wszystko.
2. Nikt nie ma prawa tworzyć broni, która mogłaby go chronić przed Stanami Zjednoczonymi (w domyśle Izraelem), ponieważ ograniczałoby to prawo Amerykanów (tzn. syjonistów) do działania.
Dlaczego więc w ogóle negocjować z USA? Dotyczy to obecnie nie tylko kryzysu irańskiego ale przede wszystkim konfliktu na Ukrainie.

Historia ludzkości składa się z naprzemiennych okresów wojny i pokoju. Okresy wojny następują, gdy obecny system stosunków międzynarodowych przestaje satysfakcjonować wszystkich jego uczestników. Z powodu zmieniających się okoliczności, jeden lub więcej z nich zaczynają odczuwać niedobory (terytorium, ludności, surowców dla przemysłu, rynków, finansów, bezpieczeństwa – lub wszystkich tych elementów, a nawet czegoś zupełnie innego). Jeśli problem można rozwiązać, atakując peryferie „cywilizowanego świata”, rozpoczynają się wojny kolonialne; jeśli nie, wybuchają wojny o nowy podział świata (regionalny lub globalny). Istnieją również wojny ideologiczne, ale stanowią one szczególny podzbiór wojen o nowy podział świata.

W pewnym momencie zwycięzca i przegrany nowej serii wojen stają się znani. Kiedy pokonana strona wyczerpie wszystkie możliwości kontynuowania walki lub, uznając klęskę za nieuniknioną, zdecyduje się na zaprzestanie oporu, oszczędzając zasoby i zyskując możliwość wynegocjowania korzystniejszego pokoju, pod groźbą kontynuacji bezsensownej wojny, zawierany jest traktat – zazwyczaj nie jeden, lecz system porozumień, który ustanawia nową globalną równowagę sił. Gwarancją przestrzegania tych porozumień jest nowo osiągnięta równowaga sił, stanowiąca podstawę nowego systemu międzynarodowego, tymczasowo odpowiadającego wszystkim uczestnikom.

Bazy wojskowe za granicą, samozwańcze prawo do interwencji prewencyjnej, różne systemy kontroli, w tym tworzenie protektoratów – wszystkie te elementy, choć zalegalizowane traktatowo, obowiązują tylko tak długo, jak długo zachowana jest równowaga sił i dopóki większość stron woli ją utrzymać, zamiast próbować ją przechylić na swoją korzyść. Zainteresowanie utrzymaniem stosunków traktatowych zapewnia system gwarancji wojskowo-politycznych i handlowo-gospodarczych, który chroni interesy wszystkich stron (przynajmniej w niezbędnym minimum) lepiej niż kontynuowanie konfliktu zbrojnego lub rozpoczynanie nowego.

Mówiąc wprost, jeśli handel jest dziś bardziej opłacalny niż wojna, to handlujesz; jeśli nie, to walczysz. Ważne jest, aby zrozumieć, że pozorna prostota tej tezy przeczy prawdziwej złożoności wielostronnych relacji, powiązań oraz interesów zbiorowych i indywidualnych, które skłaniają państwa do podejmowania decyzji na rzecz wojny lub pokoju. Należy również zauważyć, że pojedyncza decyzja jednej strony wystarczy do wywołania wojny, podczas gdy trwały pokój wymaga uwzględnienia interesów wszystkich stron. Dlatego pokój jest bardziej złożony niż wojna.

Równowaga sił może zostać zniszczona w sposób niezamierzony, po prostu z powodu różnic w postrzeganiu rzeczywistości przez różne państwa. Na przykład Stany Zjednoczone uważały rozszerzającą się współpracę energetyczną Europy, najpierw z ZSRR, a następnie z Rosją, za niedopuszczalną od lat 60. XX wieku. Waszyngton obawiał się, że ostatecznie da to Moskwie kontrolę nad europejską gospodarką i pozwoli jej wypchnąć Stany Zjednoczone z ich europejskiego przyczółka politycznie i militarnie. Ostatecznie, walcząc z tą współpracą energetyczną, Stany Zjednoczone uciekły się do wojny zastępczej na Ukrainie i sankcji. Jednak gdy tylko uznały, że zadanie zostało wykonane, a współpraca energetyczna między Rosją a Europą bezpiecznie pogrzebana, Biały Dom, nawet za rządów Bidena, zaczął sugerować gotowość do zawarcia pokoju.

Ale jest jeszcze kilka niuansów:
Stany Zjednoczone i Rosja mają sprzeczne interesy w Azji, przy czym Waszyngton chciałby w szczególności zerwania współpracy gospodarczej między Moskwą a Pekinem. Stany Zjednoczone nie chcą uznać prawa Rosji do stworzenia pasa bezpieczeństwa składającego się z krajów neutralnych, podlegających rosyjskiej kontroli politycznej, wojskowej i gospodarczej na jej zachodnich i południowych granicach (prawo do swego „podwórka” ma tylko Waszyngton);

Stany Zjednoczone chcą zachować swoje „prawo do interwencji” gdziekolwiek na świecie, ale tylko tymczasowo, z powodu braku sił, wstrzymuje się od zastosowania go wobec Rosji.
Europa i Ukraina, uczestnicy wojny zastępczej, której celem jest zmiana systemu stosunków międzynarodowych i redystrybucja stref wpływów na świecie, nie chcą nawet tymczasowo zapewnić sobie statusu jedynych przegranych w amerykańsko-rosyjskiej wojnie zastępczej i dlatego nalegają na kontynuowanie konfliktu, utrudniając wszelkie negocjacje.

Jak wspomniano powyżej, porozumienia są wdrażane tylko wtedy, gdy satysfakcjonują wszystkie zaangażowane strony. Dlatego też interesy Europy i Ukrainy muszą być albo uwzględnione, co jest niemożliwe, ponieważ są sprzeczne z interesami Rosji i Stanów Zjednoczonych. Albo też działania wojenne muszą być kontynuowane, aż wyczerpanie doprowadzi do złagodzenia żądań lub aż ci, którzy są zbędni i ich żądania znikną z mapy politycznej. Innymi słowy, strony albo zawężają swoje interesy, albo redukują liczbę uczestników do poziomu umożliwiającego kompromis.

Istnieje jednak jeszcze jeden niuans, który uniemożliwia zawarcie długoterminowego porozumienia w obecnych okolicznościach: Stany Zjednoczone nie są gotowe na kompromis z Rosją i Chinami w sprawie całkowitego rozwiązania globalnych sprzeczności. Dlatego na tym etapie trwałe, długoterminowe porozumienie jest niemożliwe – Stany Zjednoczone są gotowe jedynie na tymczasowe, częściowe zawieszenie broni, które zerwą w momencie, jaki uznają za dogodny, biorąc pod uwagę obecny układ sił.

Co takie zawieszenie broni może dać i dlaczego prowadzi się negocjacje, rozumiejąc nieuchronność tymczasowego rozwiązania?

Już w 2014 roku rozwój istniejącego globalnego systemu polityczno-gospodarczego, którego beneficjentem jest Zachód, osiągnął ślepy zaułek. Nie przynosi on już zysków Zachodowi; zamiast tego wymaga coraz większych nakładów ograniczonych zasobów, aby się utrzymać. W czasie pokoju Zachód wydaje zasoby, a Rosja je zyskuje, ponieważ nie będąc beneficjentem systemu, nie wydaje na niego pieniędzy. W czasie wojny koszty ponoszą obie strony, więc degradacja Zachodu postępuje. W ten sposób każdy okres pokoju przyspiesza nadejście katastrofy dla Zachodu, po której możliwe staje się osiągnięcie stabilnych (na kilka dekad) porozumień w sprawie nowego porządku świata.

Co więcej, Zachód posunął się za daleko w kierunku eskalacji i jest bliski bezpośredniego konfliktu z Rosją, który może łatwo przerodzić się w wojnę nuklearną. Okres pokoju, choć krótki, który tymczasowo łagodzi napięcia, pozwala na częściową deeskalację, zwiększając pole manewru przed kolejną eskalacją.

Jednak wszystkie te względy nie wystarczają, by Rosja zgodziła się na zawieszenie broni za wszelką cenę (przynajmniej na razie). Negocjacje toczą się równolegle z działaniami wojskowymi, w oczekiwaniu i nadziei, że pogorszenie ogólnej pozycji strategicznej Zachodu, w tym w wyniku nieuniknionej katastrofy na Ukrainie, uczyni je bardziej konstruktywnymi i umożliwi zawarcie tymczasowego pokoju (zawieszenia broni). W przeciwnym razie eskalacja będzie trwała, dopóki ktoś nie ulegnie pogorszeniu morale lub nie przerodzi się w realny, pełnoskalowy konflikt. Jeśli cokolwiek przetrwa ten konflikt, podpisany pokój będzie dość stabilny przez sto lat, a nawet dłużej.

Jarek Ruszkiewicz

Komentarze