Dlaczego Iran już wygrał wojnę?

 


„Bóg stworzył wojnę, aby Amerykanie mogli uczyć się geografii”. Mark Twain

Od początku konfliktu w sobotę 28 lutego analitycy tacy jak Alastair Crooke, Larry C. Johnson, Douglas Macgregor, John Mearsheimer, Scott Ritter i Lawrence Wilkerson skrupulatnie scharakteryzowali zagrożenia i problemy, jakie niesie ze sobą ta trwająca wojna. Stany Zjednoczone nie mogą jej wygrać, Iran nie może jej przegrać; ale konsekwencje konfliktu sprawią, że wszystkie kraje regionu staną się przegranymi, nie wspominając o światowej gospodarce, która w różnym stopniu ucierpi z powodu napięć w Zatoce Perskiej i poza nią. Wiele powiedziano o bezsensie tej wojny, która opiera się na niemal niewiarygodnym braku zrozumienia Iranu: braku jasno określonych celów, nieplanowanej i bezprawnej agresji, niepokojącym stanie nieprzygotowania militarnego oraz bezmyślnym ataku bez wyjścia. Kłamstwa użyte do uzasadnienia ataku na Iran, fałszywie oskarżany o stwarzanie bezpośredniego zagrożenia i bycie o krok od zdobycia broni jądrowej, przypominają te, które skłoniły Stany Zjednoczone do inwazji na Irak w 2003 roku i pogrążyły region w niestabilności, która trwa do dziś. Różnica jest jednak uderzająca: Iran to nie Irak, a kontrast między realiami wojny a retorycznymi sztuczkami prezydenta Donalda Trumpa i jego otoczenia sięga poziomu schizofrenii bezprecedensowego w najnowszej historii. Mówiąc szerzej, konflikt ten jest niezwykłym objawem globalnego kryzysu dyplomacji, rozbitego porządku międzynarodowego i dysfunkcyjnego lub toksycznego systemu medialnego.

Dla każdego, kto zna Iran, ta wojna jest wynikiem dziesięcioleci błędnych interpretacji i niewiedzy na temat tamtejszej sytuacji. Dwunastodniowa wojna (13–24 czerwca 2025 r.) pokazała już, że klęska Izraela, która zmusiła go do wystąpienia o zawieszenie broni, wynikała nie tyle z braku potencjału militarnego, co z braku zrozumienia Iranu, jego uwarunkowań społeczno-kulturowych i siły militarnej. Można by pomyśleć, że z tej wojny, której byłem świadkiem na własne oczy w Teheranie, wyciągnięto wnioski. Tak się jednak nie stało. Media, a nawet „eksperci”, nadal utrwalają szereg uprzedzeń krążących od dziesięcioleci, które każdy poważny iranolog może łatwo obalić lub sprostować: „Iran jest osłabiony”, „reżim mułłów chyli się ku upadkowi”, „Republika Islamska straciła legitymację”, „społeczeństwo irańskie pragnie wolnego i świeckiego kraju”.

W kontekście faktu, że zachodni aktorzy biorący udział w tym konflikcie wykazują się ogólnie alarmującym brakiem wiedzy historycznej, niniejszy artykuł ma na celu podkreślenie podstawowych elementów niezbędnych do zrozumienia Iranu.

„Reżim mullahów” i inne uprzedzenia

Po pierwsze, Irańczycy nie są Arabami. Pierwotnie byli Indoeuropejczykami, podobnie jak ludy Zachodu, co oznacza, że ​​współcześni Irańczycy są bliżsi mieszkańcom Zachodu niż Arabom czy Turkom. Indoeuropejczycy, przodkowie ludów irańskich (Medów i Persów), przybyli na Wyżynę Irańską między końcem II a początkiem I tysiąclecia p.n.e. Od założenia Imperium Achemenidów przez Cyrusa w VI wieku p.n.e., Irańczycy stali się dominującą kulturą na Bliskim Wschodzie, który zawsze był mozaiką ludów, religii i kultur.

Tysiącletnia historia sprawiła, że ​​dzisiejszy Iran charakteryzuje się potrójną tożsamością:

  • Przede wszystkim irański, którego początki sięgają starożytności i który napędza współczesny nacjonalizm;

  • Muzułmanie od VII wieku, muzułmanie szyiccy od XVI wieku;

  • Zachodu, zwłaszcza od XIX wieku, kiedy wpływy europejskie stawały się coraz silniejsze.

Ta złożoność kulturowa znajduje odzwierciedlenie na wszystkich poziomach. Poza jednością narodową stworzoną przez dynastię Pahlawich (1925–1979), Iran jest krajem fundamentalnie wieloetnicznym i wielokulturowym. Podczas gdy około połowę populacji stanowią Persowie, drugą połowę stanowią różne grupy tureckie lub mówiące po turecku, Arabowie oraz ludy odlegle spokrewnione z Irańczykami, takie jak Kurdowie i Beludżystan. Iran używa trzech kalendarzy (irańskiego, muzułmańskiego i zachodniego). Kultura codzienna łączy tradycje irańskie, wartości muzułmańskie i elementy kultury zachodniej. Nawet Republika Islamska jest systemem hybrydowym: jest jednocześnie państwem narodowym i demokracją w stylu zachodnim, republiką dziedziczącą dziedzictwo rewolucji konstytucyjnej z 1906 roku, mocarstwem imperialnym zakorzenionym w tysiącletniej tradycji rządzenia oraz systemem przywództwa religijnego (imamokracja zamiast teokracji) o starożytnych korzeniach.

Od XVI wieku Irańczycy byli w przeważającej mierze szyitami, ale irański islam jest złożony historycznie i zróżnicowany w doświadczeniu życiowym. Praktyki muzułmańskie leżą na skrzyżowaniu szyizmu, ruchów mistycznych i sufickich, których idee od wieków są rozpowszechniane w poezji perskiej (Nezami, Attar, Rumi, Sa’di, Hafez, Dżami), wspieranego przez państwo islamu bojowego i ideologicznego, a także zróżnicowanych interakcji między religią a kulturą, w zależności od regionu i przynależności etnicznej. Wbrew sekularyzującym i projekcyjnym uprzedzeniom, obecność religii w życiu politycznym jest wielowiekową, a nawet tysiącletnią tradycją, która reprezentuje irański archetyp polityczny: pod tym względem rewolucja islamska z 1979 roku jedynie sformalizowała starą zasadę strukturalną w ramach nowoczesnej architektury politycznej.

Jednakże błędem jest sprowadzanie Republiki Islamskiej do „reżimu mullahów”, ponieważ chociaż duchowni znajdują się na różnych szczeblach władzy, prowadzona polityka jest przede wszystkim związana z tradycją imperialną. Od czasów Imperium Achemenidów (VI wiek p.n.e.) Iran był potęgą regionalną i przez wieki budował swoją pozycję polityczną w oparciu o imperialną strukturę polityczną, ustawodawczą i administracyjną. Nawet po przybyciu islamu w VII wieku to irańscy wezyrowie, obok kalifów Abbasydów lub tureckich sułtanów, zarządzali imperiami lub królestwami. Doprowadziło to do powstania tradycji rządzenia, które, choć częściowo zislamizowane po rewolucji, w rzeczywistości są zakorzenione w przednowoczesnej, a nawet przedislamskiej formie rządów, podejściu strategicznym i horyzoncie tożsamości. Polityka Republiki Islamskiej jest pod wieloma względami mniej zależna od religii niż w Izraelu, gdzie ultraortodoksyjni Żydzi uzasadniają swoje ambicje kolonialne mitami historycznymi i mesjanizmem, lub w Stanach Zjednoczonych, których obecna polityka pro-izraelska jest przesiąknięta syjonistycznym mesjanizmem ewangelików.

Iran ma również wielowiekowe tradycje wojskowe zakorzenione w wartościach religijnych (męczeństwo imama Husajna w Karbali) i heroicznych (epicka opowieść poety Ferdowsiego, zatytułowana „Księga Królów ”). Gwardia Rewolucyjna, utworzona w 1979 roku w celu ochrony nowo powstałej Republiki Islamskiej, przez dziesięciolecia zdobywała rozległą wiedzę specjalistyczną w zakresie rewolucji i kontrrewolucji, wojny konwencjonalnej oraz wojny asymetrycznej.

W okresie islamskim Iran był centralnym ośrodkiem kulturowym Bliskiego Wschodu, sięgając aż po Azję Środkową i północne Indie. Nic więc dziwnego, że spośród wszystkich krajów regionu, z wyjątkiem Turcji, Iran posiada najbogatsze i najbardziej zróżnicowane dziedzictwo kulturowe, które do dziś pozostaje żywe i wpływowe. Choć silna hybrydowość kraju jest źródłem konfliktów tożsamościowych i kryzysów politycznych, stanowi również jego siłę i jeden z powodów jego dominacji kulturowej w regionie. Ze względu na złożoność kulturową Iranu, irańskie społeczeństwo jest równie zróżnicowane kulturowo, co podzielone politycznie. Tak było podczas rewolucji islamskiej w 1979 roku i tak jest do dziś. Podczas gdy wielu opłakuje śmierć Najwyższego Przywódcy, inni obwiniają go za stagnację polityczną Iranu w ostatnich latach, cenzurę kulturową i decyzje geopolityczne, które zmarginalizowały kraj na arenie międzynarodowej.

Istnieje również przepaść między elitami a społeczeństwem, która ma kilka przyczyn. Historycznie rzecz biorąc, zawsze istniał pewien dystans między władcami (królewskimi przez tysiąclecia) a silnie zorientowanym na rodzinę, korporacjonistycznym lub plemiennym społeczeństwem. Jak każde współczesne państwo, Iran doświadcza względnej przepaści między społeczeństwem a elitami, chociaż, w przeciwieństwie do monarchii Pahlawich, która ustanowiła absolutną władzę jednego człowieka, Republice Islamskiej udało się lepiej zintegrować społeczeństwo z procesem politycznym i budowaniem narodu.

Nacjonalizm jest jednak siłą jednoczącą Irańczyków ponad wszelkimi podziałami. Tak było podczas wojny iracko-irańskiej (1980-1988), kiedy Irańczycy, pomimo podziałów społeczno-politycznych, które mogły doprowadzić do wojny domowej, zjednoczyli się, by bronić swojego kraju przed agresją z zewnątrz. Dziś Irańczycy podobnie prezentują się jako zjednoczony front przeciwko narzuconej wojnie. Nacjonalizm, motywy religijne, imperialna siła i ideał oporu: w obliczu tej infrastruktury mentalnej, równie istotnej jak rakiety balistyczne, Izrael i Stany Zjednoczone już przegrały wojnę i mogą nigdy nie osiągnąć pokoju.

Dlaczego idea „zmiany reżimu” nie ma sensu

Eksperci ze wszystkich stron zauważyli już, że zamachy bombowe, pomijając bezprawność izraelsko-amerykańskiej agresji, nigdy nie doprowadziły do ​​zmiany reżimu. Co gorsza, w przypadku Iranu, drobne i nieodpowiedzialne zabójstwo ajatollaha Chameneiego jedynie wzmocni antyamerykański nacjonalizm w całym kraju, suwerenność i antyzachodnią postawę, która stanowi rdzeń irańskiego systemu, a także podsyci gniew szyitów i muzułmanów, szerzej rzecz biorąc, skierowany przeciwko Zachodowi w całym świecie islamskim.

Należy również zauważyć, że zabójstwo jednego człowieka, nawet Najwyższego Przywódcy, nie niszczy systemu, a tym bardziej idei politycznej; że Ali Chamenei, który zmarł w wieku 86 lat, od ponad dekady podnosił kwestię swojej sukcesji, a próżnia władzy była rzeczywiście nie do pomyślenia; że Najwyższy Przywódca nie jest osamotniony, lecz otoczony przez rzeszę sojuszników i postaci, zarówno jawnych, jak i ukrytych, tworzących głęboki i dalekosiężny aparat; że zabójstwo Alego Chameneiego uczyniło go męczennikiem i ikoną, tak że jego śmierć uczyniła go jeszcze potężniejszym niż jego żywa obecność. Co więcej, jak możemy uwierzyć choćby przez sekundę, że śmiercionośne i niszczycielskie bombardowania mogłyby doprowadzić do powstania irańskiego rządu, który nie jest wrogi bezprawnym i pozbawionym skrupułów agresorom? I jak ktokolwiek mógłby uwierzyć, że populacja licząca ponad 90 milionów ludzi współpracowałaby z reżimem narzuconym z zewnątrz po wojnie, której pierwszym aktem była masakra uczennic?

Organizacja polityczna Iranu to zarówno pionowy schemat organizacyjny, jak i mandala. System republikański, z hierarchią parlamentu, ministrów i prezydenta, jest nadzorowany przez Najwyższego Przywódcę, autorytet religijny, będący jednocześnie widoczną twarzą państwa głębokiego, zasadniczej i centralnej osi władzy. Ten ostatni prawdziwie reprezentuje imperialno-religijną tradycję Iranu, która pod względem praktyk politycznych i administracyjnych sięga starożytności, a pod względem obecnego powiązania między pionową władzą a duchowieństwem, które jest zarówno hierarchiczne, jak i policentryczne, sięga epoki Safawidów (XVI wiek).

Zarówno a priori, jak i z perspektywy retrospektywnej, Pahlawi wydają się być modernizacyjną i świecką fazą pośrednią we współczesnej historii. Rewolucję islamską interpretowano jako fundamentalistyczny powrót do islamu, podczas gdy stanowi ona przede wszystkim reorientację polityki Pahlawich, która była jednolicie i jednostronnie prozachodnia i proiranofilska. Tak jak Pahlawich nie udało się w pełni zwesternizować Iranu, tak Republika Islamska również nie zdołała w pełni zislamizować tego kraju. Co więcej, westernizacja zapoczątkowana przez Pahlawich była kontynuowana w Republice Islamskiej na wiele sposobów, często pośrednio, pomimo polityki islamizacji i wbrew rewolucyjnym intencjom. Paradoksalnie, dla tych, którzy opierają się wyłącznie na dualistycznych modelach historycznych, Iran pod rządami Republiki Islamskiej może wydawać się bardziej nowoczesny niż w epoce Pahlawich, kiedy powierzchowna amerykanizacja nadała pseudomodernistyczny pozór w dużej mierze archaicznemu reżimowi dyktatorskiemu.

Przez ponad 20 lat nacjonalizm, zakazany podczas rewolucji za sprzeczność z ponadnarodowym ideałem Ummy (wspólnoty muzułmańskiej), stał się spoiwem spajającym Irańczyków. Nawet Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej przez lata przedstawiano nie jako gwardię pretoriańską broniącą rewolucyjnej ideologii czy ideału, lecz jako siłę narodową chroniącą naród irański. Choć ten nacjonalizm jest historycznie młody i inspirowany Europą, w rzeczywistości ma starożytne korzenie: jest to irańska tożsamość oparta na terytorium, na którym Irańczycy dominowali politycznie i kulturowo od VI wieku p.n.e.

Rewolucję islamską można postrzegać jako zerwanie z przeszłością, ale w rzeczywistości pod wieloma względami kontynuowała ona erę pahlawicką, czerpiąc z wielowiekowej tożsamości politycznej – imperialnej i religijnej. Republika Islamska kontynuowała rozwój przemysłu, infrastruktury, szkół i uniwersytetów zapoczątkowany przez pahlawiców. Chociaż Iran zintegrował program muzułmański z niektórymi stanowiskami i orientacjami strategicznymi, jego polityka w praktyce jest bardziej imperialna niż ideologiczna, bardziej nacjonalistyczna niż panislamska i bardziej pragmatyczna niż ideologiczna. Przez około 10–15 lat po rewolucji islamskiej w polityce dominowały ideały religijne i rewolucyjne, ale dziś Republika Islamska zasadniczo pozycjonuje się na osi nacjonalistyczno-imperialistycznej, która była cechą definiującą okres pahlawicki i w rzeczywistości reprezentuje zasadniczą ciągłość irańskiej obecności od czasów starożytnych.

To sprawia, że ​​idea zmiany reżimu jest problematyczna. Czy chcemy wymienić przywódców? Zostaną oni zastąpieni zgodnie z regulacjami przewidzianymi w systemie politycznym (wybory lub nominacje). Czy chcemy zmienić sam system? Możemy niewątpliwie zmienić pewne zapisy w strukturze organizacyjnej lub mechanizmy systemu politycznego, ale nie możemy zachwiać głębokim państwem, fundamentalną strukturą irańskiej władzy, zakorzenioną w historii. Czy chcemy więcej demokracji w Iranie? Nie powinniśmy sobie wyobrażać powrotu króla lub przeciwników, którzy, aby kontrolować rozległy i heterogeniczny kraj, niewątpliwie byliby równie autorytarni jak poprzednie rządy. Czy nie byłoby bardziej stosowne i zgodne z rozwojem społecznym i debatami w samym Iranie, rozważenie wzmocnienia republikanizmu Republiki Islamskiej, wyeliminowania politycznych wpływów niewybieralnych instytucji i redefinicji prerogatyw Najwyższego Przywódcy w kategoriach moralnych, a nie politycznych? Czy chcemy bardziej liberalnego społeczeństwa, mniej podatnego na cenzurę publiczną? Od czasów reformatorskiego prezydenta Chatamiego i wraz z pojawieniem się nowych pokoleń, dzięki internetowi, w następstwie ruchu „Kobieta, Życie, Wolność” (2022), w Iranie dokonała się liberalizacja – często połowiczna i nieciągła, ale jednak rzeczywista – którą obecnie utrudniają środki bezpieczeństwa wynikające z wojny i jej skutków.

Nie ma jednak wątpliwości, że Iran przez długi czas będzie miał ściśle hierarchiczny i wiążący system polityczny, ponieważ ta forma rządów jest zakorzeniona w patriarchalnej strukturze irańskich rodzin, tradycjonalistycznej mozaice kraju oraz zasadzie religijnego lub mistycznego przywództwa. Tendencje autorytarne są powszechne w całym spektrum politycznym, od reformatorów po konserwatystów, którzy dążą do narzucania odgórnie programów nacjonalistycznych, populistycznych, prorozwojowych lub islamistycznych.

Co więcej, ci, którzy postrzegają zachodnią liberalną demokrację jako ostateczny ideał i „koniec historii”, powinni zdawać sobie sprawę, że liberałowie w Iranie są i zawsze byli mniejszością, a dyskurs liberalny jest przede wszystkim charakterystyczny dla irańskiej diaspory, zbyt zwesternizowanej, by zrozumieć kraj, o którym często wie bardzo niewiele, i który nie ogranicza się do zamożnych dzielnic północnego Teheranu. Dla wielu Irańczyków, którzy są dość krytyczni wobec Republiki Islamskiej, to niekoniecznie i nie zawsze nasze zachodnie rozumienie wolności i nacisk na liberalizm są decydujące, lecz raczej tradycyjne, kulturowe, religijne i oparte na tożsamości wartości. Co więcej, wolność na Zachodzie jest względna, a ludzie Zachodu, pod wpływem mediów głównego nurtu i komercyjnych algorytmów, często nie zdają sobie sprawy, jak warunkowa jest ich wolność i jak bardzo sformalizowana może być ich perspektywa. Długowieczność Republiki Islamskiej opiera się na połączeniu zmiany społecznej i odrodzenia kulturowego: umożliwiła ona awans społeczny jednostkom i grupom społecznym, które zostały wykluczone lub zmarginalizowane w epoce Pahlawiego, a obecnie stanowią polityczny, administracyjny i intelektualny kręgosłup kraju; broniła również wartości, z którymi grupy społeczne, które nie mogły utożsamiać się z selektywną westernizacją i modernizacją Pahlawich, mogą się lepiej identyfikować.

Jeśli chodzi o Rezę Pahlawiego, następcę tronu, nie ma on żadnych wpływów politycznych, powiązań w Iranie ani doświadczenia. Niektórzy sugerują scenariusz inspirowany przez króla Juana Carlosa w Hiszpanii lub ajatollaha Chomeiniego z 1979 roku. W obu przypadkach porównanie jest nietrafne. Juan Carlos zapewnił demokratyczną transformację w Hiszpanii, ponieważ Franco zmarł, a kwestia przyszłości politycznej była otwarta. W Iranie wszyscy żyją i mają się dobrze. Chociaż Najwyższy Przywódca Ali Chamenei został zamordowany, rada tymczasowo go zastąpi, dopóki Zgromadzenie Ekspertów nie wyznaczy następcy. Jeśli prezydent umrze, wiceprezydent zastąpi go do czasu wyboru nowego w głosowaniu powszechnym.

Chomeini zdołał przejąć władzę w 1979 roku dzięki sieci duchownych w Iranie, projektowi politycznemu zdefiniowanemu już w 1970 roku, oraz charyzmie, która stanowiła jaskrawy kontrast z nepotystycznymi machinacjami dworu Pahlawiego. Reza Pahlawi opuścił Iran 47 lat temu, więc on i jego otoczenie dosłownie nie znają swojego kraju. Co ważniejsze, w oczach wielu Irańczyków Reza Pahlawi jest kojarzony z imperializmem amerykańskim, który dąży do podporządkowania Iranu i przekształcenia go w satelitę interesów izraelsko-amerykańskich. Współpraca z mocarstwami zagranicznymi jest w pewnym sensie częścią historii rodziny Pahlawich: Reza Szach doszedł do władzy dzięki Brytyjczykom; w 1941 roku został zdetronizowany przez aliantów, którzy osadzili na tronie jego syna, Mohammada Rezę; a Mohammad Reza zawdzięczał swój powrót do władzy po zamachu stanu przeciwko Mossadeghowi w 1953 roku Stanom Zjednoczonym i Brytyjczykom. W przeciwieństwie do swojego dziadka i ojca, którzy roztropnie naprowadzili Iran na niezbędną ścieżkę modernizacji przemysłu, Reza Pahlawi wezwał do wojny przeciwko swoim „współobywatelom”, aby zaspokoić izraelsko-amerykańskie ambicje, w których był jedynie pionkiem.

Na koniec, nie możemy zapomnieć o zwróceniu uwagi na kulturowy podział między Irańczykami w Iranie a Irańczykami w diasporze. Choć istnieje między nimi pewna interakcja, ich odmienne ścieżki życiowe oznaczają, że choć mówią tym samym językiem, to (koniecznie) nie mówią tym samym. Byłoby zatem niebezpiecznym złudzeniem sądzić, że Irańczycy w Iranie, którzy cierpieli przez dziesięciolecia, powitaliby z otwartymi ramionami diasporę, która pod rządami narzuconego z zewnątrz marionetkowego rządu odebrałaby im pracę i stanowiska oraz wymusiła na nich polityczną i kulturową reorientację.

Sukces rewolucji islamskiej, mierzony ponad czterdziestoletnią wrogością Stanów Zjednoczonych wobec Iranu, polega na stworzeniu państwa odpornego na ingerencję zagraniczną. Trzeba przyznać, że Republika Islamska zapłaciła za to wysoką cenę: wewnętrznie, poprzez często paraliżujące napięcia ideologiczne i polityczne między izolacjonistami, dążącymi do maksymalnego ograniczenia stosunków dyplomatycznych, ograniczając je do wymiany gospodarczej lub naukowej, a realistami, pragnącymi normalizacji stosunków międzynarodowych z Zachodem; zewnętrznie, poprzez presję ze strony Izraela i Stanów Zjednoczonych, które za wszelką cenę chcą doprowadzić Iran z powrotem do stanu (geo)politycznego podporządkowania.

Większa gra

Wielką grą była rywalizacja Wielkiej Brytanii i Rosji w Azji Środkowej. Obecna sytuacja wymaga szerszej perspektywy, obejmującej Eurazję i Azję. Aby to zrozumieć, musimy cofnąć się do XVI wieku. Hiszpanie i Portugalczycy zapoczątkowali powstawanie europejskich imperiów kolonialnych, a Portugalczycy przybyli do Zatoki Perskiej w 1507 roku. W następnym stuleciu Anglicy, Francuzi i Holendrzy utworzyli własne imperia kolonialne, a Anglicy wyparli Portugalczyków z Zatoki Perskiej na początku XVII wieku. Persja (Iran) stopniowo stała się areną ingerencji zagranicznej, głównie Wielkiej Brytanii i Rosji, która nasiliła się w XIX wieku. W 1907 roku Brytyjczycy i Rosjanie podzielili się między sobą swoimi wpływami nad Iranem, przy czym pierwsi rościli sobie prawa do południa, a drudzy do północy.

Pod rządami dynastii Pahlawich, pozostającej pod wpływem Zachodu, Iran osiągnął względną suwerenność, ale Brytyjczycy zachowali znaczne wpływy aż do II wojny światowej, a do 1979 roku Amerykanie masowo ingerowali w administrację, a nawet politykę Mohammada Rezy Pahlawiego. Wspierane przez CIA obalenie premiera Mossadegha w 1953 roku pozostaje dla Irańczyków symbolem konfiskacyjnej kontroli Stanów Zjednoczonych nad Iranem. Antyzachodnie nastroje rewolucji islamskiej miały zatem na celu uwolnienie Iranu spod politycznej, gospodarczej, a nawet kulturowej ingerencji mocarstw zachodnich, co najmniej od początku XIX wieku. Ta oś suwerenności stanowi rdzeń systemu irańskiego i fundament jego protekcjonistycznej i niepodległościowej polityki: rządy mogą się zmieniać, ale ten strukturalny czynnik pozostaje.

Demonizowanie Iranu przez Zachód od 1979 roku można zatem postrzegać również jako kontynuację imperialistycznej polityki i wizji, która, nie będąc już w stanie wpływać na Iran jak wcześniej, próbuje kontrolować narrację (Iran jako siła negatywna) i uzasadniać środki (sankcje, presja, operacje wywrotowe, a obecnie wojna) mające na celu jego powstrzymanie. Zatem pragnienie kontrolowania irańskiego programu nuklearnego, sięgające czasów Mohammada Rezy Pahlawiego, można również rozumieć jako kontynuację wielowiekowej polityki imperialistycznej w regionie, która stworzyła z natury wypaczoną grę dyplomatyczną. W tym sensie irański program nuklearny jest jedynie pretekstem: elementy negocjacyjne i zasady gry są stronnicze, a europejscy dyplomaci są albo zaślepieni zachodnim nastawieniem i nieznajomością historii, albo są współwinni lub wykorzystywani przez izraelsko-amerykańską manipulację. Wrażliwość Iranu na kwestię palestyńską, którą kraje zachodnie z powodu swoich uprzedzeń chcą sprowadzić do ideologii, wpisuje się w wyraźną świadomość Iranu dotyczącą zachodniego imperializmu, pod którego jarzmem kraj ten cierpi od ponad dwóch stuleci.

Z drugiej strony, od I wieku p.n.e. Iran był ważnym ogniwem tzw. „Jedwabnych Szlaków”, szlaków lądowych łączących Morze Śródziemne z Dalekim Wschodem. Geograficznie pozostaje kluczowym ogniwem w nowym chińskim Jedwabnym Szlaku, uruchomionym w 2013 roku. W zglobalizowanym świecie Iran ponownie stał się celem amerykańskiego neoimperializmu, który reaktywuje pięciowiekową zachodnią agendę imperialistyczną i realizuje co najmniej sześć głównych celów:

  • Kontrola nad Bliskim Wschodem poprzez destabilizację i osłabienie centralnej części regionalnej układanki geopolitycznej, gdyż Iran, jako spadkobierca imperium, jest jedynym bezpiecznym i stabilnym krajem w regionie;

  • Ochrona interesów finansowych Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Arabii Saudyjskiej, znajdujących się pod kontrolą Stanów Zjednoczonych, poprzez osłabienie jedynego kraju – Iranu – który mógłby być zdecydowanym rywalem i zająć pozycję hegemoniczną, marginalizującą wszystkie kraje i gospodarki Zatoki Perskiej;

  • Przerwanie połączeń Wschód-Zachód (Morze Śródziemne-Azja) i Północ-Południe (Rosja-Iran-Indie) poprzez uderzenie w kraj – Iran – który stanowi ich skrzyżowanie i fundamentalne ogniwo;

  • Atak na interesy chińskie poprzez uderzenie w kluczowego dostawcę ropy naftowej i istotne połączenie na nowych chińskich szlakach;

  • Zwalczanie wpływów Rosji poprzez osłabianie partnera odgrywającego kluczową rolę w kształtującym się nowym porządku geopolitycznym, tworzonym przez kraje BRICS.

  • Kontrola nad zasobami kraju, który posiada ogromne złoża ropy naftowej (trzecie co do wielkości potwierdzone złoża na świecie) i gazu ziemnego (drugie co do wielkości potwierdzone złoża na świecie).

Historia starożytna uczy nas obecnie, że Iran jest i pozostanie świecką potęgą regionalną w tym regionie. Kiedy islam przybył w VII wieku, Wyżyna Irańska była już iranizowana od ponad tysiąca lat przez imperia irańskie (Achemenidów, Partów, Sasanidów). Na zislamizowanym Wschodzie kultura irańska ugruntowała swoją pozycję jako kultura centralna, autorytatywna i wpływowa, mimo że władcami byli głównie Arabowie lub Turcy. Rewolucja islamska stwarzała wrażenie kraju niespokojnego i kruchego, ale mogło to być złudzenie optyczne: rewolucja zmieniła formy władzy, nie zmieniając archetypów politycznych, praktyk władzy świeckiej ani podstawowych osi tożsamości. Polityczna i religijna struktura władzy irańskiej jest nowoczesna w swej formie, ale starożytna w swej istocie: od starożytności władza królewska była wspierana przez autorytet religijny. Zsekularyzowane rządy Pahlawich są względnym wyjątkiem, ponieważ Mohammad-Reza Pahlawi odznaczał się mistyczną wrażliwością, wspólną dla wielu irańskich władców.

W konsekwencji Iran, centralna cywilizacja Bliskiego Wschodu, nie upadnie. Po pierwsze, jest zbyt duży, by upaść. Po drugie, jest zbudowany wokół fundamentalnej tożsamości: niezależnie od zmian w organizacji politycznej czy rewolucji pałacowych, tożsamość ta pozostaje kluczową osią, tworząc tysiącletnią ciągłość i gwarantując stabilność irańskich tradycji (duchowości, praktyk władzy, rodziny, tradycyjnej wiedzy itd.). Wreszcie, Iran jest władcą swojego regionu od 2600 lat. Jedynym krajem, który może z nim konkurować, jest Turcja, spadkobierca imperium (Imperium Osmańskiego), ale mniej starożytnego. Turcy osiedlali się w Azji Mniejszej od XI wieku n.e., podczas gdy Indoeuropejczycy przybyli na Wyżynę Irańską już w II tysiącleciu p.n.e. Gdyby trzeba było obstawiać przyszłość kraju, niewątpliwie byłby to ten z najstarszymi korzeniami i najsilniejszym dziedzictwem kulturowym. Z wyjątkiem Turcji, wszystkie pozostałe państwa regionu są nowymi tworami, charakteryzującymi się chroniczną niestabilnością i słabościami strukturalnymi.

Dlaczego Zachód nie rozumie Iranu

Każdy, kto zna Iran, jest zdumiony nieadekwatnością, jałowością i brakiem inteligencji zachodniej dyplomacji w tej kwestii. Niewątpliwie, rewolucja islamska zrodziła nieufność, nieporozumienia, a nawet systemową wrogość między Iranem, krajami europejskimi, Stanami Zjednoczonymi i Izraelem. Czterdzieści siedem lat po tej rewolucji, pomimo głębokiej transformacji irańskiego społeczeństwa, a nawet pewnych aspektów politycznych Republiki Islamskiej, ludzie Zachodu wciąż postrzegają Iran przez pryzmat szeregu uprzedzeń, które w najlepszym razie są nieadekwatne, a w najgorszym – urojeniowe. Poza erą reformatorskiego prezydenta Chatamiego (1997–2005), jedynym godnym uwagi wyjątkiem był okres od 2015 do 2017 roku, kiedy podpisanie JCPOA otwierało perspektywę lukratywnych inwestycji w Iranie. W tym czasie europejskie media tymczasowo porzuciły demonizowanie lub karykaturowanie Iranu i zaczęły promować kraj, jego kulturę i potencjał, aby utorować drogę do gospodarczego zbliżenia.

Przypadek Iranu stanowi doskonały przykład zrozumienia, jak media konstruują rzeczywistość oderwaną od realnego świata, a także pozwala zbadać epistemologiczne ograniczenia badań akademickich i analiz dyplomatycznych. W istocie, badania uwzględniające Iran w całej jego złożoności i oferujące zrównoważoną, wielostronną i obiektywną perspektywę są niezwykle rzadkie. Kraj tak złożony jak Iran wymaga multidyscyplinarnego i holistycznego podejścia, a jednak analizy prowadzone przez think tanki, kręgi dyplomatyczne, a nawet uniwersytety, w różnym stopniu ulegają wpływom unilateralizmu, korporacjonizmu, myślenia resortowego lub ideologii.

Mówiąc ogólnie, w zachodnim postrzeganiu Iranu dominują trzy poziomy uprzedzeń:

  • Orientalistyczne uprzedzenia, które Edward Said trafnie opisał w odniesieniu do świata arabskiego, a które w dużej mierze odnoszą się również do Iranu, głęboko zakorzeniły się w podświadomości społeczeństwa i mediów, kreując pogardliwy obraz narodów Wschodu jako nieracjonalnych, podstępnych, okrutnych, wojowniczych, leniwych i oderwanych od historii.

  • Islamofobia, której korzenie sięgają średniowiecza i która postrzega islam jako zagrożenie religijne, kulturowe i militarne, nieustannie dążące do podboju świata i doprowadzenia do „wielkiej wymiany” chrześcijan przez muzułmanów;

  • Iranofobia, wywołana przez rewolucję islamską i podsycana od tamtej pory przez przeciwników Republiki Islamskiej (rojalistów, mudżahedinów itp.), lobby izraelskie i amerykańskich polityków, którzy wciąż są pod wrażeniem kryzysu z zakładnikami w ambasadzie USA (4 listopada 1979 r. – 20 stycznia 1981 r.).

Do tych trzech uprzedzeń dochodzi paradygmat neokolonialny lub neoimperialny, który całkowicie ignoruje historię dekolonizacji w XX wieku i zakłada, że ​​w porządku światowym kraje zachodnie lub będące pod wpływem Zachodu są normą cywilizacji i arbitrami dobra i zła. Kraje, które nie podzielają tego paradygmatu, są dewaluowane pod względem legitymizacji, ich suwerenność jest minimalizowana, a im odmawia się pełnego głosu i pełnego statusu. Ta asymetria była widoczna w negocjacjach między Iranem a krajami zachodnimi od lat 2010. Donald Trump wycofał się z porozumienia z 2015 roku (JCPOA), następnie Europejczycy nie przestrzegali porozumienia, mimo że twierdzili, że je popierają, a wreszcie Iran został zaatakowany militarnie w 2025 i 2026 roku. Jednak to Iran jest systematycznie oskarżany o zdradę zobowiązań, odmowę negocjacji i działanie jako czynnik destabilizujący.

Zebrane dane o danym kraju stanowią jedynie ramy, które należy wypełnić praktyczną i aktualną wiedzą o regionie. Niezależnie od ich zakresu, informacje są bezużyteczne bez odpowiednich narzędzi do ich interpretacji. Znajomość języka perskiego jest bezcelowa, jeśli nie rozumie się, co jest powiedziane i dorozumiane. Niestety, obecnie w Iranie mieszka bardzo niewielu specjalistów od Iranu lub ma tam bezpośrednie, długoterminowe i różnorodne doświadczenie. Rzadko się z nimi konsultuje, a nawet są wykluczani z mediów głównego nurtu, ponieważ przeszkadzają politykom i lobbystom, którzy bardziej interesują się ich fantazjami niż rzeczywistością. Badania i raporty na temat Iranu są w większości pisane przez osoby, które nie znają tego kraju bezpośrednio, mają czysto teoretyczne lub przestarzałe poglądy na jego temat, lub są Irańczykami zorientowanymi na Zachód, którzy mają „neoorientalistyczne” spojrzenie na swój kraj i kulturę.

Irańska diaspora często prezentuje nam stereotypy „dyktatorskiego reżimu mułłów”. Z socjologicznego punktu widzenia diaspora ta składa się jednak z rojalistów, członków opozycji, uchodźców i migrantów ekonomicznych, którzy często, z różnych powodów, przyjmują krytyczną postawę wobec kraju, który znają jedynie częściowo, którego wyidealizowany, a czasem nierealistyczny obraz tworzą i który łatwo oceniają wyłącznie na podstawie własnych, nieuchronnie osobistych doświadczeń. W mediach i kulturze popularnej stale cytowane są również dzieła, takie jak „Czytanie Lolity w Teheranie” Azar Nafisi (2003) czy powieści graficzne Marjan Satrapi „Persepolis” (2000–2003), które jednak przedstawiają Iran w latach 80. i na początku lat 90., tak jakby Iran nie zmienił się od trzydziestu lat.

Rezultatem jest kraj, o którym wszyscy mówią, ale nikt poza Iranem tak naprawdę go nie zna. Konsekwencje tej ignorancji są niezwykle poważne, a zwycięstwo Iranu w 12-dniowej wojnie jest również porażką izraelsko-amerykańskiego wywiadu, a szerzej – wiedzy kulturowej o Iranie. Cztery fundamentalne błędy ostatecznie zmusiły Izrael do wezwania do zakończenia konfliktu:

  • Pod względem militarnym: niedocenianie potęgi i potencjału organizacyjnego Iranu, co ujawnia zachodnią arogancję, umniejszającą lub minimalizującą możliwości innych;

  • Strategicznie: Irańczycy nie wahali się odpowiedzieć gwałtownym atakiem, stosując niezwykle przemyślane i uzasadnione podejście strategiczne, które jednocześnie świadczy o „orientalistycznej” pogardzie, polegającej na niedocenianiu przeciwnika;

  • Politycznie: Wbrew przewidywaniom ignorującym głęboko zakorzenione struktury Iranu, państwo irańskie nie upadło.

  • Kulturowo: Irańczycy zjednoczyli się w walce z wrogiem zamiast zbuntować się przeciwko swojemu rządowi, co pokazuje brak zrozumienia mechanizmów psychokulturowych w kraju.

Obecna wojna, jak już stwierdziliśmy, ujawnia dokładnie te same błędy i można się zastanawiać, czy historia i doświadczenie nie są jak latarnia wisząca za naszymi plecami: oświetlająca jedynie to, o czym zapomnieliśmy, a nie rzeczywistość, którą mamy przed oczami. To samo nieporozumienie leży u podstaw embarga wobec Iranu, prawdziwej wojny gospodarczej, która trwa już 47 lat.

Od czasu rewolucji islamskiej Iran podlega sankcjom, które z biegiem dekad stają się coraz bardziej surowe i kompleksowe. Chociaż irańska gospodarka cierpi i stale się pogarsza, szczególnie w ciągu ostatnich dwóch dekad, embargo nie doprowadziło do upadku ani nawet nie zachwiało państwem irańskim. Prawdą jest, że embarga są w istocie kwestią komunikacji politycznej i marketingu i często mają niewiele wspólnego ze skutecznością dyplomacji czy rzeczywistym zrozumieniem sytuacji. Służą one uspokojeniu opinii publicznej lub grup lobbingowych, ale mają tę wadę, że nie towarzyszą im skuteczne ani kompetentne działania polityczne.

Embargo wobec Iranu to przede wszystkim balet hipokryzji i przejaw cynizmu. Stany Zjednoczone przyznały sobie wyjątki za pośrednictwem firm fasadowych, jednocześnie zakazując innym krajom (europejskim czy azjatyckim) handlu z Iranem. Co więcej, szkodliwe skutki embarga dotykają ludność, a nie rząd czy elity, które zachowują dostęp do ropy naftowej, gazu i dochodów celnych. Stwarza ono również formę przewrotnej solidarności między izolacjonistami w państwie irańskim, którzy chcą zerwać wszelkie więzi z Zachodem, a zachodnimi lobbystami lub politykami, którzy dążą do izolacji Iranu na arenie międzynarodowej. Co więcej, utrwala ono samolubny układ między państwem i organizacjami półpaństwowymi w Iranie, które dzięki embargu kontrolują czarny rynek i szarą strefę, a kręgami biznesowymi, zwłaszcza w USA, które dyskretnie gromadzą bogactwo za pośrednictwem równoległych kanałów i zwalniają firmy handlujące z Iranem z sankcji. Ostatecznie embargo zaszczepiło w Irańczykach mentalność, która zmusza ich do obchodzenia przepisów, kłamania i oszukiwania, aby uzyskać dostęp do usług, do których są oni odmówieni zarówno na poziomie indywidualnym, jak i państwowym. Te nawyki, utrwalone przez dziesięciolecia, będą niezwykle trudne do wykorzenienia, jeśli stosunki gospodarcze między Iranem a krajami Zachodu kiedykolwiek się unormują.

Kilka wniosków (do końca wojny)

Czterdzieści siedem lat presji, wojny i propagandy Zachodu przeciwko Iranowi ostatecznie przyniosło rezultaty odwrotne od tych, na które liczyli i których pragnęli mieszkańcy Zachodu. Wzmocniły one izolacjonistyczną i ultrakonserwatywną oś w rządzie irańskim, zmilitaryzowały go kosztem dywersyfikacji politycznej, zradykalizowały nawet najbardziej umiarkowane grupy, sprowokowały jedność narodową w podzielonym politycznie kraju, zaszkodziły gospodarce ze szkodą dla ludności, a z korzyścią dla czarnego rynku i ukrytych lub mafijnych układów gospodarczych, a także zraziły irańską ludność, która jest generalnie pozytywnie nastawiona do kultury Zachodu i często ulega jej wpływom.

Iran nigdy nie miał możliwości rozwoju w pokojowym środowisku. Uznając Iran za część „osi zła” w 2002 roku, prezydent George W. Bush podważył politykę reform prezydenta Chatamiego i wzmocnił siły w Iranie sprzeciwiające się normalizacji lub stosunkom dyplomatycznym z Zachodem. Niewytłumaczalne wycofanie się Donalda Trumpa z JCPOA w 2018 roku zniweczyło politykę gospodarczą prezydenta Rouhaniego i zmusiło Iran do zwrócenia się ku Chinom i Rosji, co jeszcze bardziej utwierdziło go w geopolitycznej rekonfiguracji, widocznej we wzroście znaczenia państw BRICS. Iran został zaatakowany w czerwcu 2015 roku i ponownie w lutym tego roku, pomimo trwających negocjacji. Ataki te, prawnie nielegalne, moralnie naganne i militarnie tchórzliwe, w połączeniu z oświadczeniami kluczowych państw zachodnich (Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii), które popierały kłamstwa USA i łamanie prawa międzynarodowego, dawno temu zniszczyły wszelkie możliwości dialogu, a nawet wszelkie perspektywy rozwiązania.

Obecna wojna jedynie nasili nastroje antyzachodnie w Iranie, wzmocni suwerenny nacjonalizm i ostatecznie potwierdzi zwrot w stronę Wschodu (Rosja, Chiny), który rozpoczął się po 2018 roku. Spowoduje również, że Irańczycy rozważą rozwój lub nabycie broni jądrowej, mimo że irańska doktryna odstraszania tego nie wymaga: pociski są wystarczającą i odpowiednią odpowiedzią na agresję, ale jak pokazuje przykład Korei Północnej, broń jądrowa może odstraszyć agresora samym swoim istnieniem.

W 2003 roku inwazja USA na Irak była motywowana kłamstwem sponsorowanym przez państwo, rozpowszechnianym przez współwinne media – rzekomym posiadaniem przez Saddama Husajna broni masowego rażenia. Wynikające z tego amerykańskie bagno wynikało nie tyle z braku zasobów militarnych, co ze strukturalnej niezdolności do zrozumienia historii i kultury innych państw oraz odpowiedniego dostosowania polityki. W rezultacie Iranowi udało się zyskać przewagę i, dzięki amerykańskim błędom, reinwestować w praktycznie każdy szczebel irackiego establishmentu. Możemy wnioskować, że tak będzie również w tej wojnie: Iran wyjdzie zwycięsko, wypędzając Amerykanów z Zatoki Perskiej, dostarczając krajom niezaangażowanym (Globalnemu Południu, państwom BRICS) model oporu i kontrwładzy wobec zachodniego neoimperializmu oraz narzucając geopolityczną reorganizację Bliskiego Wschodu, która ukształtuje nadchodzące dekady. Nie ma wątpliwości, że niektóre kręgi irańskie, od dawna przygotowujące się do tej konfrontacji, postrzegają tę wojnę również jako szansę na ustanowienie nowego porządku geopolitycznego na Bliskim Wschodzie. Błędy Izraela i USA wydają się być „boskim” narzędziem do potwierdzenia imperialnej potęgi Iranu i rozliczenia się ze wszystkimi (jawnymi lub ukrytymi) aktorami w regionie.

Gdy przewaga w konflikcie leży w równowadze między siłą a wiedzą, widzimy już, że kraje zachodnie padły ofiarą zarówno kompleksu wyższości militarnej, jak i zachodniocentrycznego podejścia. Przesiąknięte izraelsko-amerykańską siłą ognia, nie potrafią i nie chcą uznać, że to ich świat i ich światopogląd ulegają zniszczeniu. To nie tylko porażka dyplomatyczna, ale także polityczna, akademicka, a nawet epistemologiczna. Europejscy i zachodni dyplomaci są zaślepieni amerykańskim paradygmatem geostrategicznym, niezdolnym do zrozumienia społeczeństw niezachodnich. Iran jest przedmiotem badań na uniwersytetach, ale wiedza ta ewidentnie nie ma wpływu na decyzje polityczne, ujawniając niebezpieczną przepaść między wiedzą specjalistyczną a procesem decyzyjnym. Problem leży również w niektórych środowiskach akademickich i instytutach badawczych, które – pośród pretensjonalnych twierdzeń i prac anegdotycznych – nie potrafią przekazać trafnego i wielowymiarowego spojrzenia na Iran, postrzegają go jedynie przez pryzmat przestarzałych, niewłaściwych lub wąskich ram analitycznych, a co gorsza, po prostu podążają za partyjnymi programami i ideologicznymi nakazami.

Żyjemy w paradoksalnych czasach. Nigdy wcześniej nie mówiło się tak wiele o inteligencji (sztucznej czy innej), i nigdy wcześniej nie dysponowaliśmy tak ogromną ilością danych i informacji. Jednocześnie w większości krajów zachodnich przywódcy polityczni i wojskowi, wraz z doradcami i dyplomatami, nigdy nie byli tak niebezpiecznie ignoranccy, nieświadomi i nieodpowiedzialni. Rzadko kiedy nienawiść do jednego kraju – Iranu – podsycana dekadami propagandy podszywającej się pod informację, tak bardzo zaciemniła osąd i popchnęła media i polityków w stronę irracjonalności. Równowaga sił i nadzwyczajna konstelacja (Bliski Wschód po 7 października 2023 r. i polityka Donalda Trumpa, polegająca na podążaniu za przywódcą, w polityce wobec Izraela) umożliwiły zaistnienie obecnych wydarzeń. Jednakże pożądane byłoby, aby wcześniej poszczególni aktorzy sprostali moralnym standardom swoich stanowisk: wypracowali zrównoważony i pluralistyczny pogląd na realia Iranu w szczególności i na złożoność Bliskiego Wschodu w ogóle, który stanowi podstawę każdego podejścia naukowego; przestrzegać prawa międzynarodowego, co jest podstawowym obowiązkiem każdego państwa uczestniczącego w danym porządku światowym; a także dawać priorytet odpowiedzialnej dyplomacji opartej na wszechstronnej i stosownej wiedzy, co stanowi podstawowy wymóg stosunków międzynarodowych i międzykulturowych.

Wojna w tym przypadku nie jest kontynuacją polityki innymi środkami (Carl von Clausewitz), lecz po prostu tragicznym rezultatem ludzkiej porażki. Możemy się tego nauczyć z wielowiekowej kultury Iranu, a zwłaszcza z „Księgi Królów” (Szahname) Ferdowsiego, irańskiego eposu z XI wieku: nie ma nic gorszego niż upadek inteligencji; wiedza jest bezwartościowa bez mądrości; ten, kto chce żyć, musi wiedzieć, jak umrzeć; a bez sprawiedliwości świat nie może przetrwać.


Patrick Ringgenberg


Źródło oryginalne  https://forumgeopolitica.com/de/artikel/warum-hat-der-iran-den-krieg-bereits-gewonnen

Opracowanie Jarek Ruszkiewicz

------------------------------------------------------------------


Jeśli doceniasz to co robię i uważasz, że to potrzebne możesz postawić małe piwo albo dużą kawę :)


07 1020 3352 0000 1602 0343 3562

Dopisek - "Wsparcie bloga"

Z góry dziękuję :)




Komentarze