Deklarację Trumpa na jego własnym portalu społecznościowym, że rozmawia z Irańczykami, należy postrzegać w komicznym świetle – jako prezydenta USA, który wywodzi się z reality show, jest płodnym kłamcą i nie ma pojęcia o polityce międzynarodowej, a tym bardziej o wojnie. Wiele osób uznało jego akcje za upadek, więc nie powinno dziwić, że teraz desperacko szuka krótkoterminowego rozwiązania.
Będąc obsesyjnie zafascynowanym medialnym relacjonowaniem i uzależnionym od ciągłego nagłaśniania, Trump ma krótkoterminowe cele, aby zyskać na czasie. W obliczu tej idiotycznej sztuczki z okłamywaniem Amerykanów o rozmowach z Irańczykami, czemu oni stanowczo zaprzeczają, widzimy, że narasta panika, ponieważ cena ropy oscyluje wokół 100 dolarów, a on nie ma żadnego planu, jak wydostać się z plątaniny błędów i kiepskiego planowania militarnego. Trump nie planuje. Czuje się bezbronny wobec planów, które go ograniczają, gdzie inni mogą go wyprzedzić i nim manipulować. Trump jest jak magik, który nieustannie tworzy iluzje z dymu, luster i kurzu. W całej tej mgle wyciąga królika z kapelusza i uchwyca moment. Reality TV doskonale nadaje się dla kogoś, kto lata temu dowiedział się, że kłamanie przed kamerami telewizyjnymi jest jeszcze łatwiejsze niż robienie tego partnerom biznesowym, przyjaciołom i rodzinie.
Niedawny artykuł w „New York Timesie” zwrócił uwagę na to, jak szef Mossadu przekonał zarówno Netanjahu, jak i Trumpa, że irański reżim jest niczym domek z kart, który wystarczy, że ktoś w niego dmuchnie, a runie w mgnieniu oka. Dał się więc nabrać na pomysł, który obecnie wywołuje nową debatę w USA na temat relacji z Izraelem i tego, że cele Netanjahu wobec Iranu i regionu są sprzeczne z amerykańskimi.
Niektórzy uważają, że nadszedł czas, by zaostrzyć stosunki z Netanjahu. Niewielu zauważyło ironię, że jedną z niewielu rzeczy, które łączą Trumpa i Bibiego, jest to, że obaj walczą o własną polityczną długowieczność, a po opuszczeniu urzędu grozi im kara więzienia.
Dla tych w USA, którzy mają czas, aby się temu przyjrzeć, jest jasne, że niemal wszystko, co udało się osiągnąć dzięki kampanii amerykańsko-izraelskiej, doprowadziło do katastrofy na skalę, której nikt, nawet najwięksi wrogowie Trumpa, nie mógł przewidzieć. Złagodził sankcje naftowe nie tylko wobec Rosji, ale także wobec samego Iranu, w desperackiej, szaleńczej próbie utrzymania ceny ropy poniżej 100 dolarów i powstrzymania paniki na rynku. Pozwolił Irańczykom przejąć kontrolę nad Cieśniną Ormuz, co nie tylko pozwoliło im na jej monetyzację z dużym zyskiem, ale także na wykorzystanie jej jako dźwigni, podczas gdy reszta świata zastanawia się, jak poradzi sobie z ceną ropy sięgającą 150 dolarów za baryłkę za tydzień lub dwa, gdy ceny nawozów zaczną gwałtownie rosnąć, a nawet gdy produkcja płytek drukowanych stanie się niemożliwa. Cieśnina to coś więcej niż tylko ropa.
Możemy się tylko modlić, że Trump szykuje się do wycofania z Iranu i pozbawiony jakiegokolwiek rozsądnego pomysłu zrobił to, co zawsze robi, czyli zaproponował jakieś idiotyczne, fikcyjne terminy (których nikt nie respektuje), które w tym przypadku oznaczają pięć dni na poddanie się Iranu.
Ale Iran nie zamierza nic takiego zrobić. Żąda ogromnych rekompensat, wycofania amerykańskiej obecności wojskowej z całego regionu oraz utrzymania kontroli nad cieśninami. W raporcie zasugerował, że może okazać wyrozumiałość wobec USA i zaoferować symboliczny gest w postaci ograniczenia produkcji wzbogaconego uranu i ograniczenia programu rakietowego – w zamian za zniesienie wszystkich sankcji.
Niepokojące jest to, że Trump wpędza się w wąskie pole, gdzie wygląda na jeszcze głupszego i niekompetentniejszego niż kiedykolwiek, i zaczyna być negatywnie relacjonowany w amerykańskiej telewizji przez swoich wyborców. Próżny, niepewny siebie i głęboko zaślepiony, może zostać zmuszony do stworzenia kolejnej iluzji, która pozwoli mu odzyskać upragniony prestiż.
Czy wszyscy byliśmy naiwni wobec wpisu na Truth Social, który twierdzi, że trwają rozmowy? Czy możliwe, że pięciodniowe ultimatum to w rzeczywistości kolejny brudny podstęp, a w rzeczywistości planuje on inwazję amerykańską piechotą morską wzdłuż wybrzeża Iranu – a idealnym momentem na to byłoby późne popołudnie w piątek, 27 marca? Z powodu zamknięcia rynków w weekend, mógł on uznać, że to jedyny sposób na uspokojenie rynków: zwycięski desant 2500 amerykańskich marines, którzy zdobędą lub zniszczą część irańskiej infrastruktury obronnej, która wytrzymałaby zaledwie godzinę lub dwie walki, zanim zabezpieczyłaby fragment wybrzeża, a wszystko to przed otwarciem rynków ropy w poniedziałek rano.
Jedyny problem z tym pomysłem polega oczywiście na tym, że jest skazany na porażkę i że wielu, jeśli nie wszyscy, zostanie wymordowanych, a wtedy Trump będzie musiał się zmierzyć ze scenariuszem politycznego samobójstwa, który dziesięciokrotnie przyćmiewa obecny. Czy móże być tak głupi i tak zdesperowany, by kontynuować tak śmiały nalot? Czy po wymordowaniu setek z nich, uwzględnił w swojej strategii obwiniania? Czy ma przygotowanego generała, który weźmie odpowiedzialność za popełnione zbrodnie? Czy jest gotów zaryzykować życie tych ludzi, by odzyskać resztki wiarygodności nie tylko w kraju, ale i na całym świecie? Nie możemy zignorować możliwości, że przytłaczająca liczba Amerykanów wierzy, że wyśle tam wojska lądowe, a USS Boxer wraz z innymi okrętami, zmierzający już w tamtym kierunku, jest złowieszczym sygnałem, że Trump może być gotowy na militarną opcję inwazji na część wybrzeża położoną dalej na południe niż cieśniny i bliżej granicy z Pakistanem. Fakt, że nigdy nie zostanie wysłany żaden izraelski żołnierz Sił Obronnych Izraela, podkreśla szaleństwo takiego pomysłu, ale trzeba zrozumieć poziom desperacji i izolacji Trumpa.
Kolejnym niepokojącym czynnikiem w tych burzliwych czasach jest odważniejsza decyzja Netanjahu o przeprowadzeniu ataku nuklearnego, nawet na mniejszą skalę, którą pasjonaci wojskowości lubią nazywać „taktyczną”. Może to zrobić wbrew Trumpowi, który jest zafascynowany rynkami i cenami ropy. Bibi z radością zniszczy całą globalną gospodarkę, byle tylko zabezpieczyć swoje interesy w Iranie, i dlatego jest wyraźnie bardziej wrogiem niż sojusznikiem, jeśli chodzi o bezpieczeństwo Zachodu, a nawet polityczne dziedzictwo Trumpa. A jednak Bibi potrzebuje również Trumpa, ponieważ prezydent USA jest jedynym, który może przekonać prezydenta Izraela do wycofania wszystkich zarzutów wobec Netanjahu. Obaj gracze czekają na właściwy ruch, by wykorzystać swoją przewagę, choć Trump może ostatnio myśleć o tym, że wykorzysta własne pieniądze, by wygrać wybory uzupełniające i zmniejszyć zależność od kontrolowanego przez Żydów państwa głębokiego i jego bogatych przyjaciół.
Martin Jay
Źródło https://strategic-culture.su/news/2026/03/25/trump-five-day-ultimatum-to-iran-is-no-joke-does-he-have-final-ace-play/
Opracowanie Jarek Ruszkiewicz
--------------------------------------------------------------
Jeśli doceniasz to co robię i uważasz, że to potrzebne możesz postawić małe piwo albo dużą kawę :)
Nie wpuszczam żadnych reklam, żebyś miał komfort czytania.
PL 07 1020 3352 0000 1602 0343 3562
Dopisek - "Wsparcie bloga"
Z góry dziękuję, Jarek Ruszkiewicz

Komentarze
Prześlij komentarz