Każde imperium nosi w sobie zalążki własnej zagłady



 Amerykańskie imperium od dawna kreuje się na obrońcę demokracji, praw człowieka, pokoju i dobrobytu. Jednak rosnąca przepaść między tym wizerunkiem a rzeczywistością szybko podważa jego legitymację.

W centrum konfrontacji między Stanami Zjednoczonymi a Iranem leży kontrola nad Cieśniną Ormuz, kluczowym punktem zwrotnym w globalnych dostawach energii. Jeśli Waszyngton nie zdoła zabezpieczyć tego kluczowego korytarza, poważnie podważy to jego wiarygodność jako jednego z filarów porządku międzynarodowego.

Sytuacja ta przypomina kryzys Kanału Sueskiego z 1956 roku, kiedy Wielka Brytania, nie mogąc narzucić swojej woli Egiptowi Nasera i pod presją Stanów Zjednoczonych, ujawniła granice swojej potęgi.

Władza i legitymacja

Liczne wskaźniki są regularnie przytaczane w celu oceny względnego upadku amerykańskiej potęgi: nadmierna rozbudowa sił zbrojnych , upadek przemysłu, rosnące nierówności, spadająca średnia długość życia, ogromne zadłużenie , niepowodzenia militarne czy wzrost potęgi Chin. Imperium nie jest jednak utrzymywane wyłącznie siłą.

Opiera się na połączeniu władzy i legitymacji – ideologicznej, kulturowej, a nawet religijnej. Utrata legitymacji jest jednym z najgłębszych i decydujących czynników upadku imperium.

Aby utrzymać się, imperium takie jak Stany Zjednoczone musi jawić się jako szanowana potęga w oczach społeczeństw, nad którymi dominuje, elit na peryferiach i części własnego społeczeństwa – jako gwarant pewnego porządku, względnego dobrobytu i uniwersalnych wartości.

Dopóki ta legitymacja trwa, władzę można sprawować stosunkowo niewielkim wysiłkiem. Ale gdy zaczyna się rozpadać, użycie siły staje się coraz bardziej kosztowne i nieskuteczne. Dzieje się tak, ponieważ narasta opór, tworzą się wrogie koalicje, a wewnętrzna krytyka się nasila.

Kiedy imperium jest postrzegane jako aroganckie, drapieżne lub dekadenckie, jego autorytet chyli się ku upadkowi. Można powiedzieć, że utrata legitymacji jest jak bankructwo: początkowo powolna i stopniowa, a ostatecznie nagła i nieodwracalna. Wygląda na to, że Stany Zjednoczone weszły właśnie w tę drugą fazę.

Ukryta strona „sankcji gospodarczych”

Jednym z najważniejszych instrumentów amerykańskiej potęgi są sankcje gospodarcze, możliwe dzięki kontroli nad dolarem i systemowi płatności SWIFT. Długo przedstawiane jako „bezprzemocowa” alternatywa dla wojny, ich niszczycielskie żniwo w ludziach zaczyna teraz docierać do świadomości społecznej.

Badanie opublikowane w zeszłym roku w czasopiśmie „The Lancet Global Health” przeanalizowało dane dotyczące śmiertelności w podziale na grupy wiekowe ze 152 krajów w okresie pięćdziesięciu lat (1971–2021). Wskazuje ono na istotny związek przyczynowo-skutkowy między jednostronnymi sankcjami gospodarczymi nałożonymi przez Stany Zjednoczone i Unię Europejską a znacznym wzrostem śmiertelności. Autorzy szacują, że środki te były związane z około 38 milionami dodatkowych zgonów w badanym okresie.

Środki te, często określane jako „instrumenty dyplomatyczne” lub „ukierunkowane naciski”, w rzeczywistości funkcjonują jako autentyczne jednostronne embarga nakładane poza wszelkimi legalnymi ramami wielostronnymi, takimi jak ONZ. Ich skutki są głęboko destrukcyjne: ograniczają dostęp do żywności, niezbędnych leków, sprzętu medycznego, wody pitnej i infrastruktury zdrowotnej, powodując w ten sposób ogromne i bezpardonowe cierpienie ludności cywilnej.

Pomimo wielokrotnych politycznych niepowodzeń, środki te nigdy nie są kwestionowane. Kuba odczuwa konsekwencje tych działań od ponad 65 lat, podczas gdy Iran i Wenezuela zmagają się z nimi od dziesięcioleci.

Pierwszymi ofiarami są systematycznie najbardziej narażone osoby: dzieci poniżej piątego roku życia i osoby starsze. Badanie pokazuje, że ta grupa wiekowa odpowiada za największy odsetek zgonów, a skutki są szczególnie widoczne wśród niemowląt. Szacuje się, że od początku XXI wieku sankcje doprowadziły do ​​śmierci ponad miliona tych małych dzieci na całym świecie, pogłębiając niedożywienie, promując choroby zakaźne, którym można zapobiec, i ograniczając dostęp do podstawowej opieki pediatrycznej.

Jednostronne sankcje gospodarcze nie są bynajmniej środkiem „łagodnym” ani humanitarnym, lecz raczej formą pośredniej broni masowego rażenia, której straty ludzkie są porównywalne z kosztami wojny konwencjonalnej. Fakt ten, poparty rzetelnymi danymi, wymaga pilnej debaty na temat moralnej i prawnej zasadności tych środków.

Agresja militarna i chaos regionalny

Wojna, którą Stany Zjednoczone toczą obecnie z Iranem, jest częścią długiej serii agresji militarnych w regionie, trwających od ponad 25 lat. Wesley Clark, były generał i Naczelny Dowódca Sił Sojuszniczych NATO, ujawnił skalę tych agresji już w 2007 roku. Zaledwie dziesięć dni po 11 września 2001 roku odkrył w Pentagonie tajną notatkę przedstawiającą plan obalenia siedmiu państw w ciągu pięciu lat – Iraku, Syrii, Libanu, Libii, Somalii, Sudanu i wreszcie Iranu.

Wszystkie te konflikty przedstawiano opinii publicznej jako walkę o szlachetne cele: promowanie demokracji, wyzwolenie uciskanego narodu, walkę z terroryzmem, emancypację kobiet, obalenie tyrana czy eliminację zagrożenia bronią masowego rażenia. Wspaniałe narracje, starannie konstruowane i z samozadowoleniem rozpowszechniane. Ale za tymi usprawiedliwieniami kryje się zawsze ta sama rzeczywistość: chaos, zniszczenie, śmierć i miliony przesiedleńców.

Dziś mało kto wierzy, że bombardowanie Iranu ma na celu wyzwolenie irańskich kobiet, wymuszenie prozachodniej zmiany reżimu lub uniemożliwienie Teheranowi zdobycia bomby atomowej. Iran rzekomo jest o krok od zdobycia bomby: groźba Netanjahu wysuwana jest od ponad trzydziestu lat.

Rezygnacja Joe Kenta z funkcji dyrektora Narodowego Centrum Antyterrorystycznego z 17 marca potwierdza kryzys zaufania i niepokój wywołany tą nową wojną. W swoim liście stwierdził, że Iran nie stanowi bezpośredniego zagrożenia dla Stanów Zjednoczonych. Dodał, że konflikt ten, podobnie jak inwazja na Irak, został wywołany pod presją Izraela i jego potężnego lobby w Waszyngtonie. Teheran jest jednym z ostatnich aktorów regionalnych zdolnych powstrzymać izraelski ekspansjonizm i jego projekt „Wielkiego Izraela”.

Choć zdefiniowanie interesów USA jest trudne, oświadczenia Białego Domu są zdumiewające. Donald Trump wielokrotnie twierdził, że wojsko „czerpie przyjemność” z zatapiania irańskich okrętów. Sekretarz obrony Pete Hegzeth z kolei wygłasza coraz bardziej agresywne oświadczenia – mówiąc o „dziesiątkowaniu”, „bezprecedensowych zniszczeniach” lub o irańskich urzędnikach „ukrywających się jak szczury” – niektóre z nich naruszają międzynarodowe prawo humanitarne.

Oficjalne konto Białego Domu w mediach społecznościowych publikuje zdjęcia ataków na irańskie cele, przeplatane fragmentami z gier wideo. Grupa docelowa tego typu treści pozostaje niejasna; jednak ich dyplomatyczne reperkusje są katastrofalne. Tradycyjni sojusznicy USA wyrażają za zamkniętymi drzwiami swoje zaniepokojenie tą eskalacją i komunikacją Waszyngtonu, którą uważają za nieodpowiedzialną.

Każde imperium nosi w sobie zalążki własnej zagłady.

Każde imperium jest skazane na upadek z samej swojej natury. W przeciwieństwie do narodu czy społeczności, które opierają się na wzajemnym porozumieniu, imperium opiera się na rządach siły. Utrzymuje się dzięki okupacji wojskowej, uciskowi, wyzyskowi i naciskom dyplomatycznym.

Ta logika wywołuje nieustanne napięcie. Imperium próbuje legitymizować się ideologią wyższości, mimo że jego działania systematycznie przeczą tej narracji. Ten dysonans podważa jego legitymizację i stanowi jedną z fundamentalnych przyczyn jego upadku.

Katastrofalna polityka zagraniczna prowadzona przez Stany Zjednoczone na Bliskim Wschodzie przez ponad dwadzieścia pięć lat i znaczne szkody wyrządzone przez „sankcje gospodarcze” nałożone przez Waszyngton są tego niedawnym przykładem. Stały się one nie do zniesienia i nie do obrony, nawet w imię amerykańskiej wyjątkowości.

Imperium stoi przed fatalnym dylematem: tolerowanie sprzeciwu osłabia jego władzę centralną i niszczy jego spójność, a represje, choć chwilowo skuteczne, niszczą jego pozostałą legitymację. Radykalizują ludność, alienują sojuszników i partnerów oraz powodują gwałtowny wzrost kosztów ludzkich, ekonomicznych i moralnych.

Paradoks polega na tym, że im bardziej imperium próbuje zapobiec upadkowi siłą, tym bardziej przyspiesza swój upadek. Utraconej legitymacji – niewidzialnego spoiwa władzy – nie da się przywrócić przymusem. Każda próba ratunku grozi zaostrzeniem problemu i upadkiem imperium.

Polityka Trumpa podąża śladami jego poprzedników, ale jego styl i nadużycia niewątpliwie przyspieszają utratę wiarygodności Ameryki na arenie międzynarodowej.

------------------------------------------------------------------------------------


Jeśli doceniasz to co robię i uważasz, że to potrzebne możesz postawić małe piwo albo dużą kawę :) Nie wpuszczam żadnych reklam, żebyś miał komfort czytania.


PL 07 1020 3352 0000 1602 0343 3562

Dopisek - "Wsparcie bloga"

Z góry dziękuję, Jarek Ruszkiewicz 

Komentarze