Zbliża się epokowy przewrót

 


Kontrola nad Cieśniną Ormuz może doprowadzić do końca opartych na długu rządów oligarchii finansowych z City of London i Wall Street.

Każdy, kto przygląda się obecnej sytuacji na świecie, kręci głową z niedowierzaniem: anglosaski „wystający z worka” po raz kolejny zostaje wciągnięty w wojnę, w której może tylko przegrać. Na Ukrainie już teraz napotyka przeciwnika, który pokazuje jej prawdziwą skalę jej potęgi, a teraz przeciera oczy ze zdumienia, że ​​„podludzie” w Persji, w obliczu nadciągającej armady USA, nie poddadzą się dobrowolnie i nie poddadzą się niewoli.

Biorąc pod uwagę aktualny układ sił (stan technologiczny irańskiego uzbrojenia w dziedzinie technologii wywiadowczej i rakietowej, warunki topologiczne i demograficzne kraju, jedność i determinację narodu irańskiego oraz aktywne wsparcie tak potężnych sił jak Rosja i Chiny), wielu racjonalnych doradców wojskowych ostrzegało USreal , że ten atak na Iran, będący pod każdym względem naruszeniem prawa międzynarodowego, doprowadzi do poważnych niepowodzeń w realizacji ich planu dalszego podporządkowania sobie regionu.

Przypomina to Herodota, który opowiada, że ​​Krezus (którego imię jest omenem), król Lidii (ok. 595–546 p.n.e.), skonsultował się z wyrocznią delficzną przed atakiem na imperium perskie pod wodzą Cyrusa II: „Czy mam wyruszyć na wojnę z imperium perskim?”. Odpowiedź wyroczni brzmiała: „Jeśli przekroczysz rzekę Halys, zniszczysz wielkie imperium”. Krezus zinterpretował niejednoznaczną wypowiedź wyroczni zgodnie z własnymi życzeniami. W rezultacie jednak Lidia została podbita przez Persów, a nie odwrotnie.

Dlaczego ta wojna i dlaczego teraz?

Istnieje wiele teorii dotyczących przyczyn i czasu trwania wojny prowadzonej przez USA i Izrael przeciwko Iranowi. Chcielibyśmy dodać tu jeszcze jeden niuans.

Wielu słusznie zauważyło, że propagandowe uzasadnienia ataków militarnych na Iran są nie do utrzymania: Iran nie stanowi żadnego zagrożenia militarnego dla Zachodu, a tym bardziej dla Stanów Zjednoczonych – jego sprzęt wojskowy ma charakter wyłącznie defensywny. Iran nie jest też eksporterem ataków terrorystycznych na Zachód. O ile wspiera Hezbollah, Ansarallah w Jemenie, irackie milicje i inne ugrupowania, nie są to terroryści, lecz siły wyzwoleńcze stawiające opór zachodniej kolonizacji swoich krajów. Argument, że Stany Zjednoczone musiały zaatakować Iran prewencyjnie, ponieważ spodziewany irański kontratak na zbliżającą się agresję izraelską wymierzony byłby również w amerykańskich żołnierzy stacjonujących w bazach w regionie, jest z natury sprzeczny i całkowicie niejasny. Izraelski atak na Iran jest możliwy tylko za zgodą Ameryki. Nie ma mowy o samoobronie USA. Wszystkie te „uzasadnienia” są ewidentnie naciągane.

Ale w tym geostrategicznym świecie nic nie dzieje się przypadkiem. Co więc tak naprawdę się dzieje?

Podejścia wyjaśniające

Brian Berletic słusznie zauważył na swoim blogu „ The New Atlas” 12 lutego 2026 roku , że plany tej wojny były gotowe od dziesięcioleci. Fakt, że Stany Zjednoczone wysyłają Izrael, aby „przyszedł mu z pomocą”, również był zaplanowany. Decyzja o ataku na Iran była utrwalona od dziesięcioleci. Gdy tylko Iran obalił amerykański reżim marionetkowy w latach 70. XX wieku, Stany Zjednoczone były zdeterminowane, aby to odwrócić. I właśnie do tego dążą od tamtej pory. I właśnie to obecnie kieruje decyzjami administracji Trumpa. Nie podejmują oni tych decyzji nagle od nowa. Raczej ta administracja jest jedynie polityczną twarzą ciągłości programu w tym konkretnym czasie. Berletic, jak już wcześniej, odwołuje się do odpowiednich dokumentów strategicznych amerykańskich think tanków. Szczegółowo omówiliśmy tę ciągłość programu w naszym trzyczęściowym artykule „Strategia bezpieczeństwa narodowego – werbalne zabiegi kosmetyczne i brak zmiany kierunku” ( część I , część II , część III ).

5 marca 2026 roku Wolfgang Bittner zwrócił również uwagę na naszym blogu na legendarny wywiad z czterogwiazdkowym generałem Wesleyem Clarkiem z 2007 roku w programie Democracy Now!, w którym Iran został wymieniony jako siódmy kraj na liście krajów przeznaczonych do zniszczenia na Morzu Śródziemnym. Clark stwierdził, że bezpośrednio po ataku na World Trade Center 11 września 2001 roku istniał plan zmiany reżimu i wojen na Bliskim Wschodzie i w Afryce. Oprócz Afganistanu na liście znalazło się siedem innych państw: Irak, Syria, Liban, Libia, Somalia, Sudan i ostatecznie Iran. Interwencje przeciwko sześciu z tych państw były przeprowadzane stopniowo; pozostał tylko Iran, a wojna ta toczy się teraz po latach intryg, podżegania i sankcji.

Listę tę sporządzili Donald Rumsfeld (Sekretarz Obrony Stanów Zjednoczonych w rządzie prezydenta George’a W. Busha do grudnia 2006 r.) i Paul Wolfowitz (Zastępca Sekretarza Obrony ds. Polityki Bezpieczeństwa Międzynarodowego w rządzie George’a H.W. Busha; w latach 80. był szefem sztabu Pentagonu w rządzie Sekretarza Obrony Caspara Weinbergera. Zajmował również kilka stanowisk w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego USA).

Emerytowany pułkownik armii amerykańskiej i były szef sztabu Departamentu Stanu pod przewodnictwem sekretarza stanu Colina Powella, Lawrence Wilkerson, zwrócił uwagę w rozmowie z Nimą R. Alkhorshidem (Dialogue Works) 10 marca 2026 roku, że Winston Churchill był już zagorzałym zwolennikiem ruchu syjonistycznego. Postrzegał utworzenie żydowskiej kolonii w Palestynie jako szansę na promowanie brytyjskich interesów na Bliskim Wschodzie, a jednocześnie polityczne pozyskanie diaspory żydowskiej. Dzięki bliskim kontaktom z politykami amerykańskimi, a zwłaszcza z prezydentem Harrym S. Trumanem, udało mu się wpłynąć na klimat polityczny w USA w kwestii Mandatu Palestyny. Również w tym przypadku Wilkerson dostrzega ciągłość programu wykraczającą poza ten kontekst historyczny – choć tym razem nie wyłącznie ze strony Stanów Zjednoczonych. W tej rozmowie wymienia nazwiska prawdziwych inicjatorów obecnych działań wojennych w Azji Zachodniej. To „zwykli podejrzani” są zainteresowani destabilizacją: oligarchia lichwiarska w Londynie i gdzie indziej. I nazwisko Rothschildów wciąż się tam pojawia.

Modele biznesowe Rothschildów

Można je w rzeczywistości sprowadzić do dość prostej formuły. W całej historii potencjalni potentaci napotykali problem: aby zbudować armię i umocnić swoją władzę, przekształcali produktywną część populacji w nieproduktywnych wojowników (lub najemników), którzy nie wnosili nic do realnej gospodarki kraju. Tych wojowników trzeba było wyposażyć, zapewnić im mieszkanie i wyżywienie – kosztem reszty populacji. To wyposażenie, mieszkanie i żywność były drogie (Napoleon: „Armia maszeruje na żołądkach”). Podatki nie wystarczały na ich pokrycie. Co robić?

Panowie z Czerwonej Tarczy chętnie pomagali. Ale oczywiście nie za darmo. Najpierw dobroczyńca pobiera zniżkę. Wypłaca tylko część nominalnej kwoty pożyczki – na przykład 90% – a pozostałą część (10%) zatrzymuje. Pożyczkobiorca musi jednak zapłacić odsetki od pełnej kwoty nominalnej. Następnie pojawia się kwestia zabezpieczenia. Tak więc potencjalny potentat zastawia wszystkie swoje zasoby lichwiarzowi. Ponieważ naturalnie nie może spłacić pożyczki (którą lichwiarz uwzględniał od samego początku), lichwiarz staje się następnie właścicielem wszystkich zasobów kraju (w tym sił wytwórczych, takich jak zdolność robocza ludzi, ich wiedza specjalistyczna, szkolenie, doświadczenie i umiejętności, a także organizacja pracy kraju) na zawsze – i, oczywiście, odsetki nadal naliczane.

Według historii rodziny sporządzonej pro domo przez historyka Nialla Fergusona („The House of Rothschild – Money's Prophets”, tomy I i II; oryginał w języku angielskim: „The House of Rothschild – Money's Prophets – I, II”), który był wówczas zatrudniony i opłacany w tym celu, pierwotnie był to ich główny model biznesowy.

Dobrze ilustruje to wzrost znaczenia Nathana Rothschilda na początku XIX wieku, kiedy to był najważniejszym „kanałem pieniężnym” między rządem brytyjskim a polami bitewnymi kontynentu, gdzie w latach 1814 i 1815 decydowały się losy Europy (Niall Ferguson, ibid., s. 111 i nast.).

Warto dokładnie przeanalizować to wielkie dzieło Fergusona – pomimo wszelkich upiększeń i tuszowania (zwłaszcza w kontekście współczesności), można z niego dowiedzieć się wielu istotnych informacji, które pomagają wyjaśnić obecną sytuację na świecie – na przykład, że pożyczkodawca niekoniecznie musi pożyczać własne pieniądze. Wręcz przeciwnie: pożyczanie cudzych pieniędzy pomaga w dywersyfikacji ryzyka – wystarczy zaistnieć jako pośrednik na „rynku pieniężnym”. Oprócz istotnej anonimowości („rynek pieniężny” zamiast nazwisk i adresów), prowadzi to do dodatkowych zysków: tylko część odsetek otrzymanych od pożyczkobiorcy jest przekazywana ostatecznym wierzycielom. Co więcej, obligacjami rządowymi można handlować z każdej strony, kupując je tanio i sprzedając drożej.

W tym kontekście globalna sieć informacyjna, która przyćmiewa sieci poszczególnych państw, jest naturalnie pomocna – „neutralny” wierzyciel, obsługujący wszystkie strony, otrzymuje również niezbędne informacje ze wszystkich stron (dyskrecja jest oczywiście warunkiem koniecznym). Wspomniane dzieło ujawnia również, w jaki sposób doszło do tej prywatnej operacji wywiadowczej. Nie dziwi zatem fakt, że pewien pan Epstein utrzymywał doskonałe stosunki ze służbami wywiadowczymi wszystkich stron, że pewien pan Macron był zatrudniony przez Rothschild & Co., a pewien pan Merz był przewodniczącym rady nadzorczej  BlackRock Asset Management Germany w latach 2016–2020 .

Najgorszy wróg globalnych lichwiarzy

Ten krótki przegląd złożonych modeli biznesowych tych lichwiarzy pokazuje, że są oni zasadniczo uzależnieni od znalezienia państw lub ich przywódców chętnych do zaciągnięcia długoterminowego długu na „rynku pieniężnym” – tak jak Niemcy, obecnie z ich tzw. „funduszami specjalnymi”. Jednakże, gdy ważne państwa przechodzą do tworzenia suwerennej (tj. nieuzależnionej trwale od długu) realnej gospodarki, aby zapewnić byt swoim obywatelom, podważa to pozycję pożyczkodawców. To właśnie leży u podstaw wojen na Ukrainie, a teraz także z Iranem: Rosja, Chiny i Iran są niedostępne dla tych krwiopijców. Dlatego muszą zostać przez nich przejęci, zanim ich polityka, ukierunkowana na suwerenną realną gospodarkę, rozprzestrzeni się na cały świat.

Historycznym przykładem tego, jak walka o władzę między światem finansów a realną gospodarką została „skutecznie” rozegrana na korzyść własnego narodu, są Stany Zjednoczone.

Przykład USA

Po II wojnie światowej Stany Zjednoczone były zdecydowanie największym wierzycielem na świecie. Dziś jednak są największym dłużnikiem. Oligarchowie finansowi mogą więc powiedzieć: misja wykonana.

Transformacja ta następowała stopniowo, poprzez szereg wydarzeń gospodarczych i politycznych oraz w wyniku odpowiednich decyzji podmiotów krajowych. Po 1945 roku Stany Zjednoczone zajmowały wyjątkową pozycję: Europa i Japonia zostały zdewastowane przez wojnę, USA posiadały około połowy światowej produkcji przemysłowej, posiadały największy udział w światowych rezerwach złota, a wiele krajów było im winnych pieniądze. Wraz z międzynarodowym systemem z Bretton Woods (1944) dolar stał się główną walutą światową. Inne waluty zostały powiązane z dolarem, a dolar z kolei ze złotem. Umożliwiło to Stanom Zjednoczonym udzielanie międzynarodowych pożyczek i programów finansowych, takich jak Plan Marshalla.

Zmiany strukturalne rozpoczęły się w latach 60. XX wieku: wysokie koszty wojny w Wietnamie (wojna koreańska odegrała tu już pewną rolę) oraz szeroko zakrojone programy socjalne wdrażane przez administrację Lyndona B. Johnsona. Rosnące inwestycje zagraniczne amerykańskich firm sprawiły, że więcej dolarów wypływało za granicę niż wracało z eksportu.

W 1971 roku prezydent Richard Nixon, w obliczu ogromnego już długu publicznego, został zmuszony do porzucenia standardu złota na rzecz dolara. To doprowadziło do upadku systemu z Bretton Woods, a w rezultacie dolar stał się walutą czysto fiducjarną. Stany Zjednoczone mogły teraz znacznie łatwiej finansować deficyty. Inne kraje nadal utrzymywały rezerwy dolarowe, ponieważ dolar pozostał wiodącą walutą świata.

W latach 80., za prezydentury Ronalda Reagana, wprowadzono znaczne obniżki podatków i gwałtownie zwiększono wydatki wojskowe. W rezultacie dług publiczny ponownie znacząco wzrósł. Jednocześnie pogłębił się utrzymujący się deficyt handlowy: Stany Zjednoczone importowały więcej niż eksportowały. Różnica została sfinansowana napływem kapitału z Europy, a później zwłaszcza z Japonii i Chin, ponieważ kraje te nadal nabywały duże ilości amerykańskich obligacji skarbowych.

Globalizacja i deindustrializacja rozpoczęły się już w latach 50. XX wieku, a później narastały w kilku falach (na przykład podczas recesji w latach 70.). Znaczna część produkcji przemysłowej została przeniesiona za granicę, najpierw do Meksyku, a następnie do Chin i Azji Południowo-Wschodniej. Stany Zjednoczone przekształciły się z gospodarki realnej w gospodarkę opartą niemal wyłącznie na finansach.

Rozwój kapitału finansowego w latach 70., a zwłaszcza 80. (nie tylko w USA), oznaczał, że zyski i władza w coraz większym stopniu wynikały nie z produkcji dóbr, lecz z transakcji finansowych, kredytów, obrotu giełdowego i przepływów kapitału. Sprzyjały temu na przykład decyzje polityczne prezydenta Ronalda Reagana, który zniósł wiele ograniczeń dotyczących banków i przepływów kapitału (łagodząc regulacje bankowe, znosząc wiele kontroli kapitałowych i liberalizując rynki akcji). Ułatwiło to znacznie inwestowanie kapitału na arenie międzynarodowej. Duże instytucje finansowe, takie jak Goldman Sachs, JPMorgan Chase i Morgan Stanley, zaczęły inwestować globalnie. Instytucje takie jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy promowały liberalizację i swobodny przepływ kapitału na całym świecie.

Dolar jako waluta światowa

Mimo wszystko dolar pozostał najważniejszą walutą globalną. Wiele krajów nadal inwestuje swoje nadwyżki eksportowe – choć w znacznie mniejszych kwotach – w amerykańskie obligacje skarbowe.

„Rynek finansowy” (kto to właściwie był?) doprowadził do skupu coraz bardziej bezwartościowych obligacji rządowych. Wiele banków i instytucji finansowych na całym świecie musi lub chce posiadać obligacje rządu USA, aby spełnić wymogi regulacyjne. Na przykład system bazylejski, międzynarodowe ramy dla banków, określa, ile kapitału własnego i płynności muszą posiadać banki, aby zabezpieczyć się przed ryzykiem. Publicznie deklarowanym celem jest zapobieganie kryzysom bankowym i zwiększenie stabilności systemu finansowego.

Zgodnie z regulacjami Bazylei I, Bazylei II i Bazylei III aktywa banku są ważone według ryzyka. W przypadku wielu obligacji rządowych krajów o wysokim ratingu – zwłaszcza Stanów Zjednoczonych – waga ryzyka wynosi około 0%. Oznacza to, że bank może posiadać duże ilości amerykańskich obligacji skarbowych bez konieczności rezerwowania dodatkowego kapitału własnego. Z kolei banki muszą posiadać kapitał własny na pożyczki korporacyjne lub osobiste. Dlatego obligacje rządu USA są bardzo atrakcyjne dla banków z perspektywy regulacyjnej. Należy zauważyć, że waga ryzyka wynosząca około 0% dla takich papierów dłużnych nie ma żadnego uzasadnienia w realnej gospodarce – wręcz przeciwnie. Każdy, kto nie może spłacić swoich długów z powodu braku produktywności, powinien być w rzeczywistości uznany za pożyczkobiorcę obarczonego absolutnym ryzykiem. W ten sposób „rynek finansowy”, poprzez swoje regulacje i propagandę, udaje się sprzedać taki fantom jako realne aktywa. To jedyny sposób na stworzenie trwałego popytu na amerykański dług rządowy.

W tym kontekście nie można pominąć petrodolara. Po tym, jak Arabia Saudyjska obiecała Stanom Zjednoczonym 8 czerwca 1974 roku , że handel ropą naftową w Azji Zachodniej będzie możliwy wyłącznie w dolarach, wszystkie kraje świata, które opierały swoją energię na ropie naftowej, musiały najpierw nabyć dolary, aby móc kupić ropę. To w dużej mierze zabezpieczyło wiarygodność kredytową państwa-dłużnika, jakim są Stany Zjednoczone, do dziś.

Spekulanci i naciągacze jednocześnie

Jaki jest cel tego długu publicznego (poza tym, że służy on do spłacania aparatu państwowego – czyli osób politycznych, które organizują państwo)?

W ostatnim w pełni zakończonym roku fiskalnym USA (FY 2025) można stosunkowo dokładnie oszacować: Dochody rządu wyniosły około 5,23 biliona dolarów. Płatności odsetek od długu publicznego wyniosły około 970 miliardów dolarów. Udział dochodów przeznaczonych na obsługę długu (tylko odsetki – z wyłączeniem spłaty kapitału!) stanowił zatem około 18–19% całkowitych dochodów rządu USA. A kto otrzymuje te pieniądze?

To prowadzi nas z powrotem do modelu biznesowego, który Niall Ferguson szczegółowo opisuje w swojej liczącej około 1200 stron biografii rodziny Rothschildów. Przywodzi nas to również na myśl stare niemieckie przysłowie: „Kto płaci, ten dyktuje!”. Potencjał szantażowania lichwiarzy wobec klasy politycznej – obecnie często nazywanej klasą Epsteina – jest praktycznie nieograniczony. Wykorzystują to nie tylko osoby takie jak magnatka kasyn Adelman, która prawdopodobnie może wywierać przynajmniej pewną presję na prezydenta Trumpa swoimi pieniędzmi. AIPAC i podobne organizacje, kontrolujące Kongres USA, również korzystają z tego w szerokim zakresie. Ostatecznie wpływa to również na finanse publiczne jako całość. Wystarczy spojrzeć na coroczne widowisko związane z „zamknięciem rządu federalnego Stanów Zjednoczonych”, gdzie toczy się zacięta walka o łupy. Jednocześnie, jak wspomniano, cały zachodni sektor bankowy również jest dotknięty.

Dopóki będzie istniał globalny system szantażu, w krajach dotkniętych tą sytuacją trudno będzie wyobrazić sobie rzeczywistą zmianę polityki.

Widmo nawiedza zbiorowość Zachodu (luźno oparte na Marksie i Engelsie)

Słynny początek Manifestu komunistycznego Karola Marksa i Fryderyka Engelsa brzmi: „Widmo krąży po Europie – widmo komunizmu”. W pierwszym akapicie czytamy dalej: „Wszystkie potęgi starej Europy połączyły siły w świętej kampanii, by upolować to widmo: papież i car, Metternich i Guizot, francuscy radykałowie i niemieccy policjanci”.

Dziś widmo to nie nazywa się komunizmem, lecz suwerenną gospodarką realną opartą na modelu BRICS.

Jak wiadomo, grupa BRICS to sojusz gospodarek wschodzących, dążący do wielobiegunowego porządku świata i stanowiący przeciwwagę dla systemu zachodniego. Początkowo składająca się z Brazylii, Rosji, Indii, Chin i Republiki Południowej Afryki, grupa została rozszerzona 1 stycznia 2024 roku i obecnie obejmuje również Egipt, Etiopię, Iran, Zjednoczone Emiraty Arabskie, a od 2025 roku także Indonezję. Reprezentują one ponad 45% światowej populacji i mają znaczący udział w globalnej produkcji gospodarczej – a liczba ta stale rośnie.

Turcja złożyła wniosek o członkostwo w BRICS 3 września 2024 r.

Inne zainteresowane strony to: Azerbejdżan, Bangladesz, Bahrajn, Burkina Faso, Salwador, Gabon, Irak, Kamerun, Kolumbia, Demokratyczna Republika Konga, Republika Konga, Komory, Kuwejt, Laos, Libia, Mali, Birma, Nikaragua, Korea Północna, Pakistan, Palestyna, Senegal, Zimbabwe, Sri Lanka, Sudan Południowy, Syria, Tunezja, Wenezuela, Republika Środkowoafrykańska.

To, co przyciąga wszystkie te kraje, to koncepcja BRICS, ponieważ idea suwerenności narodowej – również w wymiarze gospodarczym – jest centralnym elementem wizerunku BRICS. W deklaracjach ze szczytów wielokrotnie podkreślano, że państwa powinny móc samodzielnie kształtować swój rozwój gospodarczy, bez presji zewnętrznej.

Na przykład Deklaracja BRICS z Johannesburga (2023) stanowi:

„Potwierdzamy nasze przywiązanie do zasad Karty Narodów Zjednoczonych, w tym suwerenności, integralności terytorialnej i niezależności politycznej wszystkich państw. Podkreślamy wagę sprawiedliwego i inkluzywnego porządku międzynarodowego, w którym wszystkie kraje mogą podążać własnymi ścieżkami rozwoju, zgodnie z uwarunkowaniami krajowymi”.
Deklaracja BRICS-Johannesburg (2023)

Kolejna sekcja wyraźnie podkreśla aspekty ekonomiczne:

„Popieramy otwartą gospodarkę globalną, która umożliwia wszystkim krajom osiągnięcie zrównoważonego rozwoju i transformacji gospodarczej. Sprzeciwiamy się jednostronnym działaniom gospodarczym, które nie są zgodne z prawem międzynarodowym”.
Deklaracja BRICS-Johannesburg (2023)

W tym kontekście zrównoważony rozwój i transformacja gospodarcza oznaczają, że zasoby ludzkie i materialne danego kraju są rzeczywiście wykorzystywane do zapewnienia bytu własnej ludności, a nie przekazywane w formie daniny kolonialnym władcom i lichwiarzom.

Suwerenność gospodarcza wymaga alternatywnych struktur finansowych. Na przykład Nowy Bank Rozwoju finansuje projekty bez udziału Banku Światowego ani MFW. Waluty narodowe są coraz częściej wykorzystywane w handlu. Rozwijane są niezależne systemy płatnicze i mechanizmy finansowe, takie jak Transgraniczny Międzybankowy System Płatności (CIPS) chińskiego partnera BRICS.

Kraje powinny sprawować kontrolę nad własnym rozwojem gospodarczym i mieć prawo do określania własnej polityki gospodarczej, realizowania własnych strategii przemysłowych i rozwojowych oraz niezależnego regulowania swoich surowców i rynków.

Jest to pośredni atak na tzw. porządek Zachodu oparty na regułach, w którym „reguły gry”, takie jak Konsensus Waszyngtoński, są stale dostosowywane i zmieniane, aby pasowały do ​​mocarstw kolonialnych. Reguły te lub instytucje są postrzegane jako ograniczające te uprawnienia. Na przykład BRICS regularnie wzywa do reform Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW), Banku Światowego i międzynarodowych regulacji finansowych, ponieważ gospodarki wschodzące mają zbyt mały wpływ na decyzje dotyczące ich gospodarek. Dokumenty BRICS krytykują również takie środki, jak jednostronne sankcje, presja polityczna za pośrednictwem systemów finansowych i eksterytorialne przepisy gospodarcze. W ten sposób BRICS stają się głosem Globalnego Południa i platformą sprawiedliwej współpracy gospodarczej – wszystko jako kontrmodel globalnego porządku gospodarczego, w którym jednostronnie dominują zachodni lichwiarze.

Nic więc dziwnego, że byłe mocarstwa kolonialne obawiają się tego rozwoju sytuacji niczym widma i robią wszystko, co w ich mocy, aby osłabić BRICS – a zwłaszcza ich główne filary: Rosję, Chiny i Iran – lub, jeśli to możliwe, całkowicie wyeliminować ich z gry, jeśli nie uda im się ich przejąć.

Czy MAGA chciała wyrwać się z błędnego koła?

Bystre i dobrze poinformowane osoby, takie jak Alex Krainer, wysnuły teorię, że w administracji Trumpa (i w kręgach pociągających za sznurki) istniały i istnieją siły, które przewidują rychły upadek obecnego, opartego na zadłużeniu systemu finansowego i próbują wyrwać się z tego błędnego koła. Pierwotny program Donalda Trumpa, hasło „Make America Great Again” (MAGA), koncentrował się głównie na wzmacnianiu realnej gospodarki – przynajmniej w retoryce ekonomicznej i kilku kluczowych działaniach jego pierwszej kadencji (2017–2021). Dotyczyło to przede wszystkim krajowego przemysłu, produkcji, infrastruktury i miejsc pracy – obszarów realnej gospodarki, a nie spekulacji finansowych.

Kluczowym aspektem była relokacja produkcji przemysłowej do USA i krytyka deindustrializacji od lat 80. XX wieku. Przedsiębiorstwa miały zostać zachęcone do wznowienia produkcji w USA. Strategia MAGA w swojej retoryce wyraźnie sprzeciwiała się globalizacji lat 90. i 2000., czerpiąc ze starszych tradycji amerykańskiej polityki gospodarczej, takich jak promocja przemysłu Alexandra Hamiltona (XVIII wiek), nacjonalizm gospodarczy i protekcjonizm.

W tym kontekście przywołuje się na przykład przemówienie Donalda Trumpa w Rijadzie (Arabia Saudyjska), które wygłosił na szczycie z przywódcami państw arabskich i muzułmańskich. Szczególnie znane jest przemówienie wygłoszone na szczycie Arab Islamic American Summit 21 maja 2017 roku w Rijadzie. Trump nie skrytykował w nim wprost terminu „globalizacja”, lecz zachodnią politykę interwencjonizmu i budowania narodu, którą od lat 90. XX wieku wiązał z globalistycznym podejściem USA.

14 lutego 2026 r. sekretarz stanu USA Marco Rubio wygłosił przemówienie na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa , w którym oprócz niezwykle niejasnych wypowiedzi na temat odbudowy świata neokolonialnego, znalazły się również krytyczne uwagi dotyczące dotychczasowej globalizacji:

„W tej iluzji (że żyjemy w świecie bez granic), przyjęliśmy dogmatyczną ideę całkowicie wolnego handlu – nawet gdy inne kraje chroniły swoje rynki i dotowały swoje firmy, aby systematycznie podkopywać nasze. Doprowadziło to do zamykania fabryk, deindustrializacji znacznej części naszego społeczeństwa, outsourcingu milionów miejsc pracy i przejęcia kluczowych łańcuchów dostaw przez rywali i adwersarzy”.
(...)
„Deindustrializacja nie była nieunikniona.
Był to świadomy wybór polityczny – trwający dekady projekt gospodarczy, który ograbił nasze narody z bogactwa, produktywności i niezależności.
Utrata kontroli nad łańcuchami dostaw nie była wynikiem zdrowego globalnego systemu handlowego.
To była niemądra i dobrowolna transformacja naszej gospodarki, która uczyniła nas zależnymi”.
Marco Rubio, 14 lutego 2026 w Monachium

Nie jest przypadkiem, że ten fragment przemówienia nie został przytoczony w doniesieniach prasy zachodniej.

Praktyczna polityka pierwszej i drugiej administracji Trumpa nie przyniosła zauważalnego postępu w rozwiązywaniu wspomnianych wyżej krytycznych kwestii. Wydaje się jednak, że przynajmniej autorzy przemówień od czasu do czasu trafnie do nich nawiązywali.

Rosyjska polityka zagraniczna próbowała także przez pewien czas, za pomocą tzw. Procesu Anchorage, zachęcić tę część amerykańskich kręgów finansowych do zmiany dotychczasowego kursu – lecz bez powodzenia.

Jakkolwiek by było, jeśli w kręgach wspomnianej oligarchii finansowej istniał spór o kierunek działań, to wydaje się, że został on definitywnie rozstrzygnięty w świetle wojny z Iranem.

Spróbuj odpowiedzieć na pytanie początkowe

Jak więc podżegaczom wojennym udało się wciągnąć Stany Zjednoczone w tę wojnę z Iranem? Od 11 września każda amerykańska administracja unikała faktycznego jej rozpoczęcia. Skupiały się na propagandzie i sankcjach, okazjonalnie zachęcając do ataków militarnych lub je przeprowadzając. Ale wojna totalna, taka jak ta, którą widzimy teraz, nigdy nie nadeszła, mimo że Netanjahu od dziesięcioleci fantazjuje, że Iran jest „na krawędzi” zbudowania bomby atomowej i podpalenia świata.

Czy Donald Trump był szantażowany (aktami Epsteina, przez swoich głównych darczyńców lub przez AIPAC)? To nie jest wiarygodne wyjaśnienie. System taki jak amerykańska machina polityczna nie może być poważnie zagrożony ciosem dekapitacyjnym. Co stało się z Kennedym? Co stało się z Nixonem? System po prostu wymienił przywódcę i kontynuował działalność jak zwykle. Zatem, nawet gdyby Trump upadł, ciągłość programu i tak by się utrzymała.

Szantaż w tym przypadku musiał zatem mieć zupełnie inny wymiar. Przedstawiona tu teoria zakłada, że ​​dominująca oligarchia finansowa przystawiła pistolet do głów dysydentów w amerykańskich kręgach decyzyjnych: albo rozpoczniecie tę wojnę teraz, albo ją zakończymy – co oznacza, że ​​na kolejnej aukcji amerykańskich obligacji skarbowych nie będzie żadnej oferty z naszej strony.

Powodem tego jest prawdopodobnie rosnące widmo systemu BRICS, w którym Iran odgrywa kluczową rolę. Jeśli Iran, z pomocą Chin i Rosji, zdoła przejąć zdecydowaną kontrolę nad światowym zaopatrzeniem w energię, zachodnie rekiny finansowe stracą swoją kluczową pozycję. Dlatego Iran musi zostać zniszczony.

To odpowiedni moment, ponieważ Rosja wciąż jest zaangażowana w sprawy Ukrainy, a czas odgrywa kluczową rolę, gdyż Chiny zyskują coraz większe wpływy w Iranie, a tym samym w całej Azji Zachodniej.

Jeśli USA i Izrael nie wygrają tej wojny (co było przewidywalne od początku i teraz staje się coraz bardziej oczywiste), tym rekinom finansowym jest to zupełnie obojętne. Europa dwukrotnie popełniła zbiorowe samobójstwo i za każdym razem finansowała rzeź ze wszystkich stron. Śmierć całych narodów czy regionów ich nie obchodzi – w końcu mogą podnieść gruzy, zaoferować się jako pożyczkodawcy na odbudowę i jednocześnie dyktować warunki finansowe i polityczne. Zbliżający się upadek państwa Izrael w jego obecnej, kolonialnej formie, zniszczenie amerykańskich baz i arabskich państw wasalnych są bezdusznie akceptowane. Znaczne zniszczenia w Iranie są celowe.

Jak będzie wyglądał wynik?

Nikt nie ma szklanej kuli, by przewidzieć przyszłość. Ale staje się jasne, że amerykańsko-izraelska potęga w Azji Zachodniej słabnie. Światowe dostawy ropy naftowej z tego regionu będą w coraz większym stopniu zależeć od Iranu i jego sojuszników. Iran skutecznie utworzył już barierę celną w Cieśninie Ormuz, co może oznaczać koniec petrodolara: przepustkę mają tylko osoby płacące w juanach lub innej walucie BRICS, albo korzystające z chińskiego systemu płatności międzybankowych (CIPS).

Wygląda na to, że Iranowi może się udać osiągnięcie tego, co Jezus, według wspomnianej legendy z Nowego Testamentu, usiłował osiągnąć: definitywne wygnanie handlarzy ze Świątyni i tym samym podważenie fundamentów istniejącej starotestamentowej struktury władzy. Należy mieć nadzieję, że uda się to osiągnąć bez uciekania się przez dawnych władców do opcji Samsona.

--------------------------------------------------------------------------------

Jeśli doceniasz to co robię i uważasz, że to potrzebne możesz postawić małe piwo albo dużą kawę :)

07 1020 3352 0000 1602 0343 3562

Dopisek - "Wsparcie bloga"

Z góry dziękuję, Jarek Ruszkiewicz 

Komentarze