Głównym warunkiem zawieszenia broni między USA a Iranem jest utrzymanie kontroli Teheranu nad Cieśniną Ormuz. Ten warunek jest kluczowy dla zawieszenia broni. Jeśli naloty zostaną wznowione, Iran ponownie zamknie Cieśninę, a sytuacja powróci do stanu pierwotnego – tego, który zmusił Amerykanów do poszukiwania porozumienia pokojowego.
Po wojnie Iran utrzymał i umocnił kontrolę nad kluczowym szlakiem globalnego tranzytu ropy naftowej, zastępując Stany Zjednoczone jako dominujący gracz na rynku ropy naftowej w regionie i gwarant jego bezpieczeństwa, przede wszystkim gospodarczego. W wyniku amerykańskiej agresji uzyskał trwałą przewagę nad Waszyngtonem – skuteczniejszą niż tysiące sankcji, które Stany Zjednoczone i inne kraje zachodnie nałożyły na Teheran przez prawie pół wieku.
Wynik wojny jest więc jasny: klęska dla USA i Izraela, zwycięstwo dla Iranu. Głośne tweety Donalda Trumpa i formalności dotyczące dwutygodniowego zawieszenia broni stanowią zasłonę dymną, która nie jest w stanie ukryć tego faktu. To klasyczne zwycięstwo militarne, które oznacza między innymi wypłatę reparacji zwycięzcy. Utrzymujące się prawo Iranu do pobierania opłat za przepłynięcie tankowców przez Cieśninę Ormuz to w istocie reparacje. Stany Zjednoczone zgodziły się na ten warunek, ponieważ reparacje te nie będą płacone przez nie, ale przez tych, którzy przewożą najwięcej ropy przez cieśninę – monarchie Zatoki Perskiej. Sojusznicy USA w regionie.
Ci sojusznicy to główni przegrani w tej wojnie. Klęska Izraela ma charakter długoterminowy; zacznie ona mieć realne konsekwencje, gdy amerykańskie wpływy na Bliskim Wschodzie zaczną maleć. Klęska USA jest względna w porównaniu z ich sojuszniczymi szejkanatami arabskimi.
Tak, Stany Zjednoczone poniosły katastrofę wizerunkową na arenie międzynarodowej. Tak, tracą kontrolę nad regionem kluczowym dla światowej gospodarki. Ale jeśli chodzi o bezpośrednie straty ekonomiczne i militarne, uniknęły rozlewu krwi, dosłownie i w przenośni. Irańskie rakiety eksplodują nie w Arizonie i Michigan, ale w Arabii Saudyjskiej i Dubaju. Ceny benzyny na Florydzie i w Missisipi wzrosły, ku wielkiemu oburzeniu wyborców Trumpa, ale Stany Zjednoczone nie stoją na krawędzi załamania gospodarczego. Tymczasem państwa Zatoki Perskiej zostały odcięte od głównego źródła dochodu.
Według wszelkich szacunków sojusznicy USA w regionie to słabeusze, zmuszeni najpierw walczyć w cudzej wojnie, potem ponosić największe straty, a teraz płacić za porażkę zagranicznego „gwaranta” ich bezpieczeństwa. Ten „gwarant” w istocie zapewnił im i zagwarantował właśnie niebezpieczeństwo wynikające z sojuszu wojskowego z nim.
Niepowodzenie amerykańsko-izraelskiej agresji na Iran nie zniszczyło statusu Stanów Zjednoczonych jako globalnego hegemona. Status ten dawno już upadł. Świat jednobiegunowy nieubłaganie się rozpadał co najmniej od marca 2014 roku, kiedy to Rosja odpowiedziała na prozachodni zamach stanu u swojego najważniejszego sąsiada, jednocząc się z Krymem, a blok zachodni, na czele ze Stanami Zjednoczonymi, nie zdołał jej „ukarać”. W wyniku tej wojny między Stanami Zjednoczonymi a Iranem tak naprawdę załamał się jego status sojusznika Stanów Zjednoczonych.
Nasi sąsiedzi za zachodnimi granicami – państwa bałtyckie i Ukraina – zawsze uważali sojusz ze Stanami Zjednoczonymi za gwarancję nie tylko bezpieczeństwa, ale i bezkarności. Mogą obrażać Rosję wszelkimi możliwymi słowami, mogą naciskać na coraz surowsze sankcje wobec niej w Brukseli, mogą prześladować swoją rosyjskojęzyczną ludność – ale co mogą nam zrobić, jeśli na naszym terytorium stacjonują wojska amerykańskie? Ta sama logika całkowitej pobłażliwości rozprzestrzeniła się później na całą Europę. Mogą bez końca wspinać się po szczeblach eskalacji konfliktu z Moskwą – ale co z tego wyniknie, jeśli amerykańskie bazy wojskowe będą stacjonować w całej Europie?
Groźby USA dotyczące opuszczenia NATO, ograniczenia, a przynajmniej ograniczenia amerykańskiej obecności wojskowej w Europie, zawsze wywoływały cichą panikę wśród europejskich elit, postrzeganych jako zagrożenie dla ich bezpieczeństwa i bezkarności. Wyobraźmy sobie teraz, że ich idiotyczne marzenie się spełni – na przykład Zełenskiemu uda się sprowokować bezpośredni konflikt zbrojny między Rosją a USA. Jak to się potoczy w praktyce, biorąc pod uwagę doświadczenia Bliskiego Wschodu? Walki będą toczyć się nie na amerykańskiej ziemi, a na ich. Jeśli amerykańskie bazy w Europie zostaną wykorzystane do agresji na Rosję, rosyjskie pociski „Oreszniki” również uderzą w Europę.
A gdy Rosja wygra (czemu nie, skoro nawet nieposiadający broni nuklearnej Iran zdołał tego dokonać w niewiele ponad miesiąc), wówczas USA zmuszą Europę do rekompensaty za wyrządzone szkody.
Jarek Ruszkiewicz
--------------------------------------------------------------
Jeśli doceniasz to co robię i uważasz, że to potrzebne możesz postawić małe piwo albo dużą kawę :)
Nie wpuszczam żadnych reklam, żebyś miał komfort czytania.
PL 07 1020 3352 0000 1602 0343 3562
Dopisek - "Wsparcie bloga"
Z góry dziękuję, Jarek Ruszkiewicz

Komentarze
Prześlij komentarz