Zrozumieć Iran. Brzeziński ostrzegał...

 


Wynik wojny można łatwo przewidzieć na podstawie lekcji z przeszłości. Dlaczego Iran jest dzisiaj tym, czym jest?

Na przestrzeni tysiącleci było sześć cywilizacji, które na przemian pojawiały się i zderzały na irańskiej ziemi: cywilizacja elamicka, perska (założona przez Ariów i przez Cyrusa Wielkiego), grecka (powstała w wyniku wschodniej kampanii Aleksandra Wielkiego), arabska (islamizacja), turecka (Seldżuków i inne dynastie) oraz mongolska (rządy potomków Czyngis-chana).

Przełomowe momenty w dziejach Iranu przypadają na okres średniowiecza, kiedy to nastąpiła inwazja arabska w VII wieku , która zapoczątkowała islamizację Iranu, a także podbój zachodni przez Mongołów w XIII wieku , przeprowadzony przez Hulagu Chana.

Inwazja obcych sił spowodowała ogromne zniszczenia, jednak kultura perska nie została wykorzeniona – wręcz przeciwnie, „iranizowano” islam i Mongołów.

Dynastia Safawidów (XVI-XVIII wiek) założyła pierwsze państwo szyickie, osiągnęła złoty wiek pod rządami szacha Abbasa I i uczyniła Isfahan stolicą. Dynastia Kadżarów (XVIII-XX wiek) odbudowała imperium.

Pomimo wielokrotnych podbojów dokonywanych przez Greków, Arabów, Turków i Mongołów, naród perski pozostał protagonistą historii; zdobywcy zostali natomiast zasymilowani przez kulturę irańską.

Geografia determinuje przeznaczenie. Położenie Iranu na „eurazjatyckim moście lądowym” i „korytarzu powietrznym Wschód-Zachód” sprawiło, że od czasów starożytnych był to teren sporny, kształtując historię zarówno burzliwą, jak i prężną.

Powiązanie religii z polityką jest uświęconą tradycją cechą Iranu. Od zoroastryzmu po szyicki islam, religia zawsze była kluczowym czynnikiem w irańskiej polityce, co możemy zaobserwować do dziś.

Jeśli umieścić inwazję USA i Izraela w kontekście 4000-letniej historii Iranu, to jest ona jedynie najnowszą zagraniczną ingerencją w ten geostrategiczny region.

To również dziwne zderzenie cywilizacji z religią w czasach współczesnych, które większość świata uważała, że ma już za już za sobą. Po jednej stronie jest cywilizacja perska i wiara islamska; po drugiej judaizm syjonistyczny i nowi ewangeliccy krzyżowcy (chrześcijańscy syjoniści), których uosobieniem jest pokryty tatuażami sekretarz wojny USA, Pete Hegseth. Wierni historii Irańczycy wykazali się tradycyjną odpornością i siłą w walce z obcymi najeźdźcami. W rzeczywistości atak Saddama Husajna na Iran w latach 80., wspierany przez USA, był o wiele bardziej krwawy niż obecna inwazja USA. W tamtej wojnie Irańczycy utrzymali swoją pozycję i zwyciężyli, ponosząc ciężkie straty. Mówiąc o wojnie iracko-irańskiej, Henry Kissinger cynicznie zauważył o obu stronach: „Szkoda, że ​​obie nie mogą przegrać”.

Przeprowadzony w 1953 roku przez CIA zamach stanu w Iranie, w wyniku którego obalony został demokratycznie wybrany premier Mohammed Mossadegh to jeden z punktów zwrotnych we współczesnej historii Iranu.

To przełomowe wydarzenie, zaaranżowane przez Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię, zakończyło krótki irański eksperyment z demokracją i zasiało ziarno przyszłego chaosu na Bliskim Wschodzie oraz rewolucji islamskiej z 1979 roku. Dzisiejsza wojna jest owocem tego zatrutego drzewa.

Napięcie zaczęło się, gdy Mossadegh znacjonalizował Anglo-Iranian Oil Company (obecnie BP), kontrolowaną wówczas przez Wielką Brytanię. Brytyjczycy, odmawiając sprawiedliwego podziału zysków, zareagowali embargiem gospodarczym i skutecznie przekonali Stany Zjednoczone, że Mossadegh stanowił zagrożenie "prokomunistyczne", czym nie był. Mossadegh był w rzeczywistości klasycznym umiarkowanym nacjonalistą, takim jak Naser.

Pod przewodnictwem agenta Kermita Roosevelta, dalekiego kuzyna Franklina Delano Roosevelta, CIA i MI6 rozpoczęły operację Ajax, w ramach której użyto łapówek, sfingowano zamieszki i zastosowano propagandę, aby wywołać chaos, co ostatecznie doprowadziło do aresztowania Mossadegha i przywrócenia władzy Mohammeda Rezy Szacha.

Zamach stanu zapoczątkował 25-letni okres represyjnych rządów szacha, egzekwowanych przez jego tajną policję SAVAK. Ta tyrania ostatecznie doprowadziła do rewolucji z 1979 roku, przekształcając Iran w państwo fundamentalistyczne, wrogie Zachodowi.

Zamach stanu z 1953 r. był pierwszym nowożytnym zamachem stanu CIA i stał się wzorem dla późniejszych interwencji USA w Gwatemali, Chile, Wietnamie i innych miejscach.

Tak zwane „kolorowe rewolucje”, które Zachód sponsoruje dziś na całym świecie, wywodzą się z obalenia Mossadegha. „Kolorowe rewolucje” to nic innego jak neokolonialne sztuczki mające na celu pozyskanie wasali i klientów dla zachodnich interesów. Bardzo dobrym przykładem jest tutaj historia Solidarności, stworzonej przez CIA we współpracy z Watykanem. W tym przypadku Polska miała być taranem przeciwko ZSRR co, obiektywnie patrząc, udało się. Tylko Polska wyszła na tym jak Zabłocki na mydle...

Istnieje ścisły związek między zniszczeniem irańskiej demokracji  a współczesnym antyamerykanizmem, kryzysem związanym z zakładnikami w USA, a nawet powstaniem grup ekstremistycznych, takich jak talibowie.

Z tych wydarzeń możemy wywnioskować historyczne korzenie irańskiej strategii wojennej przeciwko USA i Izraelowi –

1. „Mentalność oblężenia” i kultura strategiczna.

Podejście Iranu do konfliktu jest w dużej mierze ukształtowane przez „wielką strategię oporu”, która ma swoje korzenie w historycznej traumie. Na tę mentalność mają wpływ dwa główne źródła historyczne: starożytne dziedzictwo imperialne i traumatyczna wojna iracko-irańska (1980–1988).

Iran był centrum rozległych imperiów (Achemenidów, Partów, Sasanidów), które wielokrotnie stawiały czoła najazdom Greków, Arabów, Turków i Mongołów. Pomimo podbojów, kultura perska zasymilowała zdobywców, tworząc trwałą „irańskość”, która przetrwała do dziś.

Ośmioletni konflikt iracko-irański, który rozpoczął się tuż po rewolucji z 1979 roku, do 1988 roku pochłonął setki tysięcy ofiar i dwie trzecie dochodu narodowego Iranu. Stworzyło to narrację o „świętej obronie” i zinstytucjonalizowało kulturę militarną skoncentrowaną na wytrzymałości i wojnie asymetrycznej. Rezultatem jest, jak opisali to irańscy urzędnicy, „wyrachowana i pragmatyczna” polityka, której celem jest „przedłużenie wojny i wyczerpanie Ameryki”, a nie dążenie do szybkich zwycięstw.

2. Rewolucja z 1979 roku i jej ideologiczne uwarunkowania

Rewolucja islamska radykalnie zmieniła strategiczne zachowanie Iranu, wprowadzając ideologię antyzachodnią. Rewolucja Chomeiniego zastąpiła prozachodnią monarchię republiką teokratyczną, która wyraźnie określiła USA jako „Wielkiego Szatana”, a Izrael jako nielegalnego okupanta, co było bezpośrednią reakcją na zamach stanu CIA i Wielkiej Brytanii w 1953 r., w wyniku którego obalony został demokratycznie wybrany premier Mossadegha. Wsparcie USA dla autorytarnego reżimu szacha i jego brutalnej tajnej policji (SAVAK). Kryzys zakładniczy z 1979 r., który zerwał stosunki dyplomatyczne i zapoczątkował dekady zimnej wojny

3. Strategia „Osi Oporu”

Historyczne doświadczenia Iranu jako cywilizacji na rozdrożu („eurazjatyckiego mostu lądowego”) nauczyły go, że bezpośredni konflikt z przeważającymi siłami jest samobójstwem. Zamiast tego Iran zbudował sieć pełnomocników, odzwierciedlających starożytne perskie tradycje dyplomatyczne, w tym Hezbollah w Libanie, Hamas w Strefie Gazy, Huti w Jemenie i szyickie milicje w Iraku/Syrii. Ci pełnomocnicy zapewniają Iranowi przestrzeń buforową i liczne punkty nacisku wobec przeciwników.

4. Niezależność strategiczna

Iran od dawna wyznaje doktrynę „Bez Wschodu, bez Zachodu”. Odzwierciedla to historyczną pozycję Iranu między konkurującymi imperiami (rzymsko-partyjskim, brytyjsko-rosyjskim, amerykańsko-radzieckim). Obecnie Iran utrzymuje stosunki z Rosją i Chinami, zachowując jednocześnie niezależną postawę, demonstrując ciągłość tradycji niezaangażowania. Ten filar strategii może stać się mniej trwały, ponieważ pojednanie z Zachodem wydaje się obecnie niemożliwe.

5. Psychologia kulturowa konfliktu

Zdobywcy Iranu zawsze zostali zasymilowani z kulturą irańską. To tworzy unikalną psychologię strategiczną, myślenie długoterminowe: cywilizacja perska mierzy czas tysiącami lat, a nie cyklami wyborczymi. Jak zauważył jeden z irańskich urzędników, są gotowi „przetrwać” amerykańską hegemonię.

Upokorzenie i prestiż: Zamach stanu w 1953 r. i wsparcie Zachodu dla szacha stworzyły narodową narrację o naruszeniu suwerenności, która podsyca antyamerykanizm wśród wszystkich frakcji politycznych.

Kultura męczeństwa: Wojna iracko-irańska ugruntowała kult męczeństwa (szahada), czyniąc poświęcenie prawowitym narzędziem strategicznym – co jest dziś widoczne w gotowości do ponoszenia ciężkich ofiar.

Zbigniew Brzeziński, wielki mistrz amerykańskiej strategii imperialnej z czasów zimnej wojny, przedstawił kilka niezwykle wnikliwych analiz, które pozwalają nam zrozumieć fałszywość wojny Trumpa z Iranem.

W swojej książce z 1997 r. pt. Wielka szachownica Brzeziński określił Iran jako jeden z „krytycznie ważnych geopolitycznych punktów zwrotnych” na obszarze, który nazwał „Eurazjatyckimi Bałkanami” – regionie próżni władzy rozciągającym się od Azji Środkowej po Zatokę Perską. Brzeziński napisał: „Iran dominuje na wschodnim wybrzeżu Zatoki Perskiej, a jego niepodległość, niezależnie od obecnej wrogości Iranu wobec Stanów Zjednoczonych, stanowi barierę dla wszelkich długoterminowych zagrożeń ze strony Rosji dla amerykańskich interesów w regionie Zatoki Perskiej”.

W 1997 roku Iran stanowił jednocześnie zagrożenie dla interesów USA i geopolityczny bufor chroniący przed ekspansją Rosji. Brzeziński nigdy nie pomyślałby, że amerykańscy decydenci będą na tyle nierozsądni, by popychać Iran w stronę Rosji, co jest sprzeczne ze strategicznymi interesami USA i przeczy wszelkiej logice strategicznej. Oczywiście, nigdy nie przypuszczał, że interesy żydowskie przejmą całkowitą kontrolę nad amerykańską polityką zagraniczną do tego stopnia, jak to ma miejsce obecnie, poprzez przekupstwo (darowizny polityczne) i szantaż (akta Epsteina).

Najbardziej prorocze ostrzeżenie Brzezińskiego pojawia się w książce "Wielka szachownica": „Potencjalnie najbardziej niebezpiecznym scenariuszem byłaby wielka koalicja Chin, Rosji i być może Iranu, koalicja „antyhegemoniczna”, zjednoczona nie ideologią, lecz uzupełniającymi się żalami. Aby uniknąć tej ewentualności konieczne będzie jednoczesne pokazanie przez USA umiejętności geostrategicznych na zachodnich, wschodnich i południowych rubieżach Eurazji”.

Przesuńmy się o 30 lat do przodu. Obecna rzeczywistość jest taka, że:

- Chiny i Rosja utworzyły „partnerstwo bez ograniczeń”

- Iran dołączył do Szanghajskiej Organizacji Współpracy (SCO) w 2022 roku

- Trzy kraje regularnie prowadzą wspólne ćwiczenia morskie w Zatoce Perskiej

- Iran dostarcza Rosji drony na wojnę na Ukrainie

- Chiny i Rosja zapewniają Iranowi wsparcie dyplomatyczne, materiałowe i wywiadowcze w wojnie przeciwko USA i Izraelowi

Ostrzeżenie Brzezińskiego się zmaterializowało. Jeden z czołowych chińskich komentatorów zauważył: „Wojna Trumpa z Iranem może być najgłupszym błędem strategicznym w historii Ameryki”, ponieważ przyspiesza rozwój tej antyhegemonicznej koalicji.

Brzeziński bezpośrednio odniósł się do irańskiego programu nuklearnego:

W zachowaniu Iranu nie ma nic, co sugerowałoby, że Iran natychmiast podjąłby próbę samobójczą, przeprowadzając atak nuklearny na Izrael lub inne państwo Bliskiego Wschodu. Przyjęliśmy takie stanowisko wobec Japonii i Korei Południowej w odpowiedzi na potencjalne zagrożenie nuklearne ze strony Korei Północnej. Uniknęliśmy starcia z Chinami, gdy Chiny zdobywały broń jądrową, i udało nam się utrzymać stabilny system odstraszania w naszych trudnych relacjach ze Związkiem Radzieckim”.

Brzeziński opowiadał się za odstraszaniem a nie wojną prewencyjną, argumentując, że rozpoczęcie wojny mającej na celu zapobiegnięcie uzyskaniu broni nuklearnej „z całą pewnością wpędzi region w przedłużające się i nieprzewidywalne działania wojenne”. Stanowi to ostry kontrast z obecną strategią Izraela i USA polegającą na zmianie reżimu za pomocą zabójstw i niesprowokowanej wojny – a to jest dokładnie ten rodzaj eskalacji, przed którym ostrzegał Brzeziński.

Brzeziński zdiagnozował fundamentalny problem, przed którym stoją Stany Zjednoczone: „Do 2025 roku Stany Zjednoczone mogą utracić pozycję dominującej potęgi na świecie, co doprowadzi do jeszcze bardziej chaotycznego i pełnego konfliktów systemu międzynarodowego”. Pomimo całej swojej dalekowzroczności, pominął prognozę, że same Stany Zjednoczone będą źródłem globalnego chaosu i konfliktów.

Już w 2012 r. Brzeziński przypisywał potencjalny spadek amerykańskiemu militaryzmowi (wojny w Iraku i Afganistanie), unilateralizmowi (znacznie pogorszonemu pod rządami Trumpa), kryzysowi finansowemu z 2008 r. oraz polaryzacji polityki wewnętrznej (która również znacznie się pogorszyła od tamtego czasu).

Zauważył: „Jeśli nie przezwyciężymy paraliżujących podziałów w naszym społeczeństwie Stanom Zjednoczonym trudno będzie zaprowadzić porządek w swoim kraju i odegrać konstruktywną rolę na świecie”. Jakże prorocze…

Ironią losu jest, że największą porażką Brzezińskiego jako doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego (1977–1981) był sam Iran — rewolucja z 1979 r. i kryzys związany z zakładnikami. 

Wywiad USA nie przewidział rewolucji z 1979 r. i upadku szacha, polegając na informacjach uzyskanych od służb bezpieczeństwa szacha. W 2026 roku, powtarzając historię, Trump błędnie ocenił przebieg wojny na podstawie informacji przekazanych mu przez Mosad. Najprawdopodobniej jest również szantażowany przez Izrael, by przystąpił do wojny.

Brzeziński naciskał na wpuszczenie szacha do USA na leczenie, co doprowadziło do zajęcia ambasady i kryzysu związanego z zakładnikami. Następnie nieudana misja ratunkowa (Operacja Orli Pazur) zabiła 8 amerykańskich żołnierzy, upokorzyła Cartera i doprowadziła bezpośrednio do jego przegranej w wyborach z Ronaldem Reaganem. Te niepowodzenia nauczyły Brzezińskiego, że militarne rozwiązania problemów Iranu są zazwyczaj katastrofalne. Jego późniejsze poparcie dla zaangażowania i odstraszania odzwierciedla tę ciężko zdobytą mądrość – mądrość ignorowaną przez amerykańskich decydentów.

W rzeczywistości kolejne rządy USA od 2012 r. realizowały działania całkowicie odwrotne od zaleceń Brzezińskiego:

– Zamiast odstraszania, a nie wojny prewencyjnej, Biden poparł ludobójstwo Izraela w Strefie Gazy, a Trump podpisał się pod maksymalistycznymi celami wojennymi Izraela i planami zamachów

– Zamiast zapobiec sojuszowi Chin, Rosji i Iranu, sankcje i wrogość Stanów Zjednoczonych wobec wszystkich trzech państw zbliżyły Pekin, Moskwę i Teheran, pomimo braku jakichkolwiek ideologicznych powiązań wykraczających poza hegemonię antyamerykańską

– Zamiast utrzymywać „geopolityczne umiejętności” na wszystkich frontach euroazjatyckich, Stany Zjednoczone przekroczyły swoje uprawnienia i prowokują konfrontację na trzech frontach: na Ukrainie, w Iranie i na Tajwanie

– Zamiast wielostronnych zaangażowań Stany Zjednoczone realizowały agresywną jednostronną politykę „Ameryka na pierwszym miejscu” i jeszcze głębszą postawę „Izrael na pierwszym miejscu” w swojej polityce wobec Bliskiego Wschodu

– Zamiast zająć się polaryzacją wewnętrzną w celu wykazania siły, pogłębiające się wewnętrzne podziały polityczne doprowadziły do ​​nieprzewidywalnych zagranicznych przygód

Ostatecznie ostrzeżenia Brzezińskiego pozostły niezauważone. Obecny kryzys potwierdza jego przepowiednię i sugeruje, że bez korekty kursu strategiczna wizja upadku Ameryki stanie się samospełniająca.

Jednym z najbardziej proroczych założeń Brzezińskiego w jego książce jest „globalne przebudzenie polityczne”. Twierdzi, że po raz pierwszy w historii cała populacja świata jest świadoma politycznie i można do niej dotrzeć za pośrednictwem prasy i mediów społecznościowych. Oznacza to, że tradycyjne „imperialne” manewry (jak zamach stanu z 1953 r.) nie są już możliwe, ponieważ miejscowa ludność nieuchronnie stawi opór i zmobilizuje się przeciwko imperialistom i neokolonializmowi. Widzimy to wyraźnie w wojnie w Iranie. Pomimo masowych protestów wywołanych trudnościami gospodarczymi i korupcją, ludność Iranu zjednoczyła się wokół flagi i sprzeciwiła się kapitulacji pod naporem bombardowań USA i Izraela.

Brzeziński twierdził, że Iran preferuje równowagę między Wschodem a Zachodem. Jednak stosując siłę militarną w 2026 roku, Zachód skutecznie zmusił Teheran do porzucenia tej równowagi i ubiegania się o „gwarancję bezpieczeństwa” ze strony Pekinu i Moskwy, spełniając koszmar Brzezińskiego o zjednoczonym, antyzachodnim bloku euroazjatyckim.

Podczas gdy USA wypowiadają wojnę Iranowi, Chiny postępują zgodnie z przewidywaniami Brzezińskiego: starają się nie rzucać w oczy, jednocześnie zabezpieczając sobie długoterminowe kontrakty energetyczne i porozumienia dotyczące bezpieczeństwa w Zatoce Perskiej. Coraz większe zaangażowanie Chin w irańską infrastrukturę naftową (np. platformę Alborz) jest fizycznym przejawem „integracji euroazjatyckiej”, którą martwił się Brzeziński. Chiny przekształcają Iran z „geopolitycznego punktu odniesienia” w „chiński przyczółek”. Chiny również korzystają na amerykańskim wyczerpaniu. Wyczerpywanie się arsenału USA dodatkowo osłabia ich pozycję u wybrzeży Chin.

Brzeziński w swojej książce celowo wskazał rok 2025 jako punkt zwrotny. Argumentował, że gdyby do tego czasu Stany Zjednoczone nie ożywiły swojej gospodarki krajowej i nie naprawiły swojej „ignoranckiej mentalności państwa garnizonowego”, straciłyby rolę globalnego arbitra. Czytając to dzisiaj, można odnieść wrażenie, że obecny konflikt wygląda mniej jak wojna lokalna, a bardziej jak „postamerykański szał”, który przewidział – okres chaosu, w którym regionalne potęgi, takie jak Iran, i globalne potęgi, takie jak Chiny, wystawiają na próbę kruszące się fundamenty starego porządku świata, sprzyjającego Stanom Zjednoczonym i ich wasalom.

Historię interwencji Zachodu na Bliskim Wschodzie często interpretuje się jako serię niepowiązanych ze sobą kryzysów geopolitycznych. Jednak gdy nałoży się „grzech pierworodny” irańskiego zamachu stanu z 1953 roku wyłania się przejmująco spójna architektura porażki.

Podobne błędy USA popełniły w Wietnamie. Stany Zjednoczone postrzegały Ho Chi Minha przez pryzmat zimnej wojny, postrzegając go jako pionka w monolitycznej ekspansji sowieckiej. Nie uznali Ho Chi Minha za przywódcę nacjonalistycznego, którego głównym celem była niepodległość jego narodu od rządów kolonialnych i zagranicznych.

Paralela z Iranem jest oczywista. Zachodnia narracja często klasyfikuje Republikę Islamską jako mocarstwo czysto ideologicznie ekspansjonistyczne. Jednak widzimy kraj, którego strategiczne DNA zostało zmienione przez wspierane przez CIA obalenie Mohammada Mossadegha w 1953 r. Dla Teheranu współczesny opór to nie tylko „terroryzm” czy „agresja”, to strategia „obrony wysuniętej”, mająca zapobiec powtórce wydarzeń z 1953 roku. Nie potrafiąc „wczuć się w sytuację wroga” mocarstwa zachodnie błędnie oceniają reakcję Iranu na presję. Podczas gdy Waszyngton widzi „odstraszanie” w postaci sankcji i ataków powietrznych, Teheran widzi egzystencjalne zagrożenie dla suwerenności, które wymaga eskalacji, a nie poddania się.

W konflikcie z Iranem w 2026 roku powróciło to ze zdwojoną siłą. Obecna „wojna z wyboru” jest często przedstawiana przez Trumpa i jego zwolenników za pośrednictwem wskaźników „zdegradowanych zdolności” – liczby zniszczonych wirówek, odsetka zneutralizowanych zakładów produkujących drony czy liczby zatopionych jednostek morskich.

Jednak tak jak w dżunglach Wietnamu, sprawność techniczna nie zastąpi zwycięstwa politycznego. Tak jak północnowietnamska „wola oporu” przetrwała amerykański sprzęt, tak irańskie przetrwanie wewnętrzne reżimu i jego sieć pełnomocników („Oś Oporu”) działają na częstotliwości politycznej i religijnej, odpornej na amunicję precyzyjnego rażenia.

Dziś amerykańską polityką Bliskiego Wschodu rządzi nowa teoria domina. Zakłada ona, że ​​„zmiana reżimu” lub całkowita neutralizacja Iranu doprowadzi do demokratycznego efektu domina w całym regionie, lub odwrotnie, że wszelkie wpływy Iranu tworzą „szyicki półksiężyc”, który nieuchronnie obali zachodnich sojuszników. Ten sztywny podział ignoruje złożone konflikty plemienne, wyznaniowe i lokalne, które definiują Bliski Wschód.

Traktując Iran jako jedyny „filar”, który należy zburzyć, strategia Zachodu naraża go na ryzyko „opcji Samsona” w sensie metaforycznym: zburzenia filarów stabilności regionalnej i zmiażdżenia w wyniku następującego upadku.

Wojna w Wietnamie zaczęła się jako ograniczona misja doradcza, ale rozrosła się do wojny lądowej, w której uczestniczyło pół miliona amerykańskich żołnierzy, ponieważ administracja nie chciała przyznać, że pierwotne cele były niemożliwe do osiągnięcia.

Obecny konflikt z Iranem wykazuje oznaki tego samego „rozszerzania misji”. To, co zaczęło się jako kampania na rzecz zapewnienia nierozprzestrzeniania broni jądrowej, w 2026 roku przerodziło się w wojnę mającą na celu „zmianę reżimu” i zniszczenie Iranu jako państwa narodowego („powrót do epoki kamienia łupanego”). W miarę jak cele przesuwają się z powstrzymywania broni jądrowej na obronę przeciwrakietową i demontaż arsenału nuklearnego, termin „zwycięstwa” staje się nieokreślony. Gdy już rozpocznie się „wojna z wyboru”, polityczny koszt przyznania się do porażki staje się wyższy niż ludzki koszt kontynuowania konfliktu. Prowadzi to do stopniowej eskalacji, która wystarcza, by utrzymać wojnę, ale nigdy nie jest na tyle silna, by ją wygrać, co prowadzi do grzęzawiska.

Wraz z fiaskiem negocjacji w Islamabadzie, ryzyko impasu wzrosło wykładniczo. Najprawdopodobniej będziemy świadkami odnowienia wrogości i eskalacji. Na współczesnym Bliskim Wschodzie interakcja między dążeniem Iranu do „głębi strategicznej” a izraelską „opcją Samsona” (wojną nuklearną, jeśli Izrael uzna to za egzystencjalne wyzwanie) stwarza atmosferę niepewności. Jeśli USA pójdą tą ścieżką, czyli „racjonalnej” eskalacji, nie okazując empatii kulturowej, ryzykują, że irański reżim dojdzie się do punktu, w którym poczuje, że nie ma już nic do stracenia. W takim scenariuszu „opcja Samsona” – chęć zniszczenia świątyni w celu pokonania wrogów – przestaje być teoretyczną doktryną i staje się przerażającą rzeczywistością.

„Wojny z wyboru” na Bliskim Wschodzie są prowadzone z wykorzystaniem technologii XXI wieku, ale przy użyciu błędów XX wieku. Wygląda na to, że Stany Zjednoczone są skazane na ponowne odrobienie lekcji z Wietnamu na piaskach Bliskiego Wschodu.

Jarek Ruszkiewicz

---------------------------------------------------------------------------------

Jeśli doceniasz to co robię i uważasz, że to potrzebne możesz postawić małe piwo albo dużą kawę :)

Nie wpuszczam żadnych reklam, żebyś miał komfort czytania.

PL 07 1020 3352 0000 1602 0343 3562

Dopisek - "Wsparcie bloga"

Z góry dziękuję, Jarek Ruszkiewicz 

Komentarze