Podróże dyplomatyczne podejmowane w ostatnich dniach przez pakistańskich urzędników — od szefa armii po premiera i ministra spraw wewnętrznych — w celu przekazywania wiadomości ze Stanów Zjednoczonych ujawniają gorączkową choreografię hegemona, który ucieka się do wszystkich dostępnych pośredników, w tym Islamabadu, aby uratować ile się da z wojny, którą już przegrał na froncie militarnym, politycznym i moralnym.
Iran z kolei działa z pozycji jasnej strategii, wykazując się cierpliwością, aby zapewnić, że żadne porozumienie nie zostanie zaakceptowane, dopóki nie ochroni ono interesów Iranu i nie spełni wszystkich warunków ustalonych przez Teheran w celu trwałego zakończenia narzuconej trzeciej wojny.
Celem Republiki Islamskiej w negocjacjach mających na celu zakończenie ostatniej narzuconej wojny agresywnej nie jest po prostu zawiszenie broni. Chodzi o trwałe przerwanie błędnego koła wojny, negocjacji i nowej wojny – cyklu, który przez dziesięciolecia definiował wrogość między Stanami Zjednoczonymi i reżimem syjonistycznym wobec narodu irańskiego.
Faktem jest, że Imperium Amerykańskie kruszy się pod ciężarem własnych niepowodzeń; opór Iranu zmienia zasady odstraszania, więc ustępstwa muszą przyjść ze strony Ameryki.
Wbrew demonstracjom siły i groźbom Trumpa, Stany Zjednoczone szybko zbliżają się do punktu krytycznego na froncie gospodarczym, politycznym i strategicznym. Upadek pozycji politycznej Stanów Zjednoczonych po porażce militarnej w wojnie z Iranem, w połączeniu z pogorszeniem globalnych wskaźników gospodarczych – za które odpowiada Waszyngton – stopniowo podważa ideę amerykańskiego supermocarstwa, pozostawiając jej sojuszników na całym świecie i w regionie bezbronnymi i narażonymi na ataki.
Po pierwsze, sfera gospodarcza, którą Waszyngton uważał za kontrolowaną, stała się pułapką, w którą sam wpadł. Sam kryzys gospodarczy, który dotknął planetę, został w dużej mierze przedstawiony jako katastrofa spowodowana przez USA.
Sankcje, lekkomyślna polityka fiskalna i manipulacja dolarem przyniosły spektakularne skutki. Zamiast izolować Iran, Stany Zjednoczone przyspieszyły globalną dedolaryzację i podważyły zaufanie do zarządzania gospodarką tego kraju. Wskaźniki, które kiedyś wskazywały na amerykańską supremację gospodarczą – kontrola inflacji, zaufanie światowego rynku, niezawodne łańcuchy dostaw – teraz dają sygnały ostrzegawcze. A świat słusznie obwinia za to Waszyngton.
Po drugie, po katastrofalnej porażce militarnej następuje rozpad polityczny. Amerykańska machina wojenna przystąpiła do tego konfliktu, spodziewając się szybkiej kapitulacji Iranu, jak w Wenezueli. Napotkała jednak niezłomny opór, który zniweczył wszelkie jej kalkulacje.
Teraz pozycja amerykańskiego „supermocarstwa” jest na bieżąco podważana. Sojusznicy w regionie i poza nim, którzy niegdyś szukali schronienia pod amerykańskim parasolem bezpieczeństwa, teraz widzą cesarza z opuszczonymi spodniami. Widzą potęgę, która nie była w stanie złamać Iranu, która nie była w stanie ochronić własnych aktywów i która teraz błaga – za pośrednictwem pakistańskich pośredników, kapitału Zatoki Perskiej i pośrednich emisariuszy – o wyjście z sytuacji z twarzą.
Po trzecie, i co najważniejsze, Waszyngton za wszelką cenę stara się wymusić choćby minimalne ustępstwa polityczne w kwestii broni nuklearnej. Dlaczego? Ponieważ przetrwanie globalnej wiarygodności Ameryki – tego, co z niej pozostało – zależy od mitu irańskiej bomby atomowej.
Trump i jego stratedzy wiedzą, że jeśli wrócą z negocjacji bez rezultatów — nie mogąc nawet ogłosić symbolicznego zwycięstwa — to szkody dla pozycji Stanów Zjednoczonych będą nieodwracalne.
Rywale i wrogowie zinterpretowaliby ten wynik jako ostateczny dowód na to, że Stanom Zjednoczonym można rzucić wyzwanie, pokonać i osłabić bez realnych konsekwencji. Dlatego Stany Zjednoczone dążą do każdego porozumienia, nawet pustego, nie po to, by poprawić bezpieczeństwo, ale by odwlec swój polityczny i strategiczny upadek. Przechodzą przez „piekło” nie w imię pokoju, lecz dla iluzji znaczenia.
Cofnijmy się i zobaczmy, jak zaczęła się ta agresywna wojna. Stany Zjednoczone i reżim izraelski nie rozpoczęły jej z powodu drobnego sporu o poziom wzbogacania uranu czy protokoły inspekcji. Ich deklarowanym celem było unicestwienie Republiki Islamskiej, podział Iranu i grabież jego zasobów naturalnych. Taki był cel i Amerykanie przyznali się do niego bez zastrzeżeń.
Ale pole bitwy ma moc rozwiewania złudzeń. W miarę jak oznaki porażki stawały się coraz bardziej widoczne, żądania wroga zmieniały się diametralnie. Domagali się kapitulacji Iranu. A kiedy sam Trump usilnie wezwał do zawieszenia broni, definicja „kapitulacji” stała się jednoznaczna: publiczne wyrzeczenie się broni jądrowej, przekazanie Stanom Zjednoczonym całego uranu wzbogaconego do 60%, zerowe wzbogacanie i całkowity demontaż irańskich obiektów jądrowych.
W tym tkwi pierwsze wielkie zwycięstwo irańskiego oporu. Iran się nie poddał, lecz stawiał opór z całej siły. Pod wpływem tej presji wróg został zmuszony do odwrotu. Żądanie zerowego wzbogacania zostało zredukowane do tymczasowego zawieszenia. Żądanie przekazania materiałów jądrowych Stanom Zjednoczonym zostało całkowicie zignorowane. Oto historia kraju, który zmusił rzekome „supermocarstwo” do wycofania się. Ale nie ma co się łudzić: nawet minimalne osiągnięcie celów USA, spotęgowane przez ogłuszającą medialną propagandę zwycięstwa Trumpa, będzie miało katastrofalne skutki w dłuższej perspektywie.
Gdyby Waszyngton mógł twierdzić, nawet fałszywie, że uratował świat przed „nuklearnym Iranem”, osiągnąłby dwa cele: po pierwsze, tymczasowe wyjście polityczne z całkowitego załamania; po drugie, co bardziej niebezpieczne, zalegalizowałby wojnę jako narzędzie pozbawienia Republiki Islamskiej jej suwerennych praw.
Sam akt wymuszania ustępstw poprzez wojnę – nawet minimalnych – potwierdza logikę agresji. Wysyła sygnał przyszłym przywódcom amerykańskim i izraelskim, że bombardowanie Iranu prowadzi do korzyści. To potwierdzenie oznacza, że groźba wojny pozostanie w nieskończoność.
Główny cel Iranu To przerwanie błędnego koła. To kluczowy punkt, który zachodni analitycy konsekwentnie pomijają. Iran nie uczestniczy w tych negocjacjach wyłącznie po to, by zakończyć obecną wojnę. To byłoby krótkowzroczne. Celem Iranu jest zapobieżenie kolejnej wojnie i uniknięcie niekończącego się cyklu wojen, negocjacji i nowych wojen, który nęka region od dziesięcioleci.
Schemat był prosty, brutalny i przewidywalny: wojna, wyczerpanie, negocjacje, ustępstwa. Potem, nieuchronnie, nowy pretekst do wojny. Wróg odpoczywa, dozbraja się i powraca z większymi żądaniami. Iran zdecydował, że to błędne koło musi się zakończyć na stałe, a nie tymczasowo.
Jest to konieczne, ponieważ każde ustępstwo na rzecz aroganckiego wroga w cieniu wojny i strachu przed jej wznowieniem może doprowadzić do chwilowego zawieszenia broni, ale kosztem przyszłości. To forma krótkoterminowego zysku politycznego, który poświęca podstawowe prawa przyszłych pokoleń. Nie byłoby słuszne zapewnianie obecnemu pokoleniu wygodnej teraźniejszości, a jednocześnie gwarantowanie niszczycielskich wojen przyszłym pokoleniom. To jest sedno moralnego i strategicznego rachunku, przed którym stoją dziś decydenci w Iranie.
Wróg już ujawnił swoje prawdziwe intencje. W ciągu niecałego roku, poprzez dwie zakrojone na szeroką skalę, niesprowokowane wojny, pokazał, że jego ostatecznym celem jest nic innego jak zniszczenie systemu Republiki Islamskiej. Wszystkie inne kwestie – wzbogacanie uranu, wpływy regionalne, siła rakietowa – są drugorzędne w stosunku do tego głównego celu.
Wroga, który bez wahania wszczął dwie wojny totalne w ciągu niecałych dziesięciu miesięcy, nie da się opanować za pomocą drobnych ustępstw. Należy go zdecydowanie odstraszyć od rozważania wojny jako opcji w przyszłości. A jedynym sposobem na osiągnięcie takiego odstraszenia jest całkowite pokrzyżowanie jego deklarowanych celów.
Iran musi dopilnować, aby Stany Zjednoczone i reżim syjonistyczny wyszły z tej narzuconej wojny z niczym: bez zwycięstwa, bez symbolicznego ustępstwa, bez trofeów propagandowych. W tym tkwi najpilniejsza rzeczywistość operacyjna. Dopóki nie zostanie ogłoszony ostateczny, trwały i definitywny koniec wojny, wszelkie rozmowy, obietnice i porozumienia dotyczące praw Iranu – zwłaszcza w sferze nuklearnej – są przedwczesne i niebezpieczne.
Nawet zobowiązanie do nierozwijania broni jądrowej, podjęte w kontekście trwających działań wojennych ze strony USA i przed zawarciem ostatecznego, wiążącego porozumienia, ma paradoksalny skutek – legitymizuje wojnę. Wysyła wrogowi sygnał, że agresja jest skutecznym narzędziem wymuszania ustępstw ze strony Iranu.
Irański opór na tym etapie już pokazał głęboką prawdę: wojna nie tylko nie zmusiła Iranu do kapitulacji, ale wręcz zapewniła Republice Islamskiej korzyści, których nigdy nie uzyskałaby w czasie pokoju. To nie retoryka, ale stały schemat historyczny.
Każda wojna wymierzona Iranowi osłabiała wroga i wzmacniała Iran. Cele wroga nigdy nie zostają osiągnięte. Zamiast tego Iran zyskuje nowe możliwości odstraszania, większe wpływy polityczne i większą głębię strategiczną. Wojna nie osiąga żadnego z celów wroga; jedynie czyni go bardziej podatnym na zagrożenia w relacjach z Iranem.
Ten ugruntowany model nakłada obecnie na Stany Zjednoczone określone koszty za narzucenie wojny Iranowi. Nie są to gesty podlegające negocjacjom ani symboliczne ustępstwa. Cena agresji obejmuje zdecydowane umocnienie irańskiej kontroli nad Cieśniną Ormuz, całkowite uwolnienie zamrożonych za granicą irańskich aktywów, odszkodowania i reparacje za szkody wojenne, całkowite wycofanie sił amerykańskich rozmieszczonych wokół Iranu w regionie oraz ochronę Frontu Oporu przed wszelkimi działaniami wroga. Jeśli irańska dyplomacja pozostanie nieugięta, ten model się zmaterializuje. I stworzy najsilniejszy środek odstraszający przed jakąkolwiek przyszłą myślą o wojnie.
Iran stoi teraz na historycznym i decydującym rozdrożu. Z jednej strony groźby USA i możliwe wznowienie wojny. Z drugiej strony, nieuchronność przyszłych, jeszcze dotkliwszych, wojen, jeśli Iran przedwcześnie ustąpi. Nie ma trzeciej opcji na trwały pokój bez ponoszenia kosztów.
Utrzymywanie oporu wobec presji USA na tym etapie może doprowadzić do wznowienia konfliktu lub do pełnego zaakceptowania przez Iran jego warunków. Ta niepewność jest niepokojąca, ale jest rzeczywistością strategicznej konfrontacji.
Jedno jest jednak absolutnie pewne: ustępstwa w sprawie praw nuklearnych przed ostatecznym, definitywnym i wiążącym zakończeniem wojny nie zapobiegną kolejnemu konfliktowi, a wręcz zagwarantują znacznie bardziej niszczycielskie wojny w przyszłości. Wróg zinterpretuje każde ustępstwo jako potwierdzenie słuszności swoich metod: że wojna działa. I powróci z większą siłą, większymi wymaganiami i większą brutalnością.
Powtarzające się groźby ze strony Stanów Zjednoczonych i reżimu syjonistycznego dotyczące wznowienia wojny na dużą skalę wymagają zdecydowanej i znaczącej odpowiedzi. Opór dyplomatyczny jest najlepszą odpowiedzią, ale nie jedyną. Wzajemne groźby ze strony irańskich sił zbrojnych są bardzo skuteczne w zmniejszaniu prawdopodobieństwa wznowienia agresji. Wczesna i zdecydowana groźba Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) dotycząca regionalizacji wojny – rozszerzenia pola bitwy poza granice Iranu – była mistrzowskim posunięciem. Wprowadziła niepewność do kalkulacji wroga. A niepewność jest wrogiem agresji.
Co więcej, powtarzające się groźby przeciwnika dotyczące użycia broni nuklearnej, zwłaszcza po bezpośrednim ataku na irańskie obiekty nuklearne, ostatecznie wykazały, że pozostawanie w Traktacie o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT) nie przynosi Iranowi żadnych korzyści. Układ o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej nie ochronił prawnych i suwerennych praw Iranu do broni jądrowej. Nie zapobiegł atakom ani nie powstrzymał rozszalałego wroga. Po trzeciej wojnie narzuconej – która obejmowała nie tylko męczeństwo Przywódcy Rewolucji Islamskiej, ale także atak na irański azyl nuklearny – dalsze uczestnictwo w układzie nie ma żadnego logicznego ani racjonalnego uzasadnienia.
Dlatego jednym z wiarygodnych zagrożeń, jakie Iran musi przedstawić w negocjacjach, jest wycofanie się z Układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej. Znaczenie tego zagrożenia jest oczywiste dla wroga, co oznacza, że stare zasady nie mają już zastosowania. Iran poza Układem o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej to Iran, którego kalkulacje nuklearne nie są już ograniczone traktatem, który sam wróg uznał za bezsensowny.
Irańska doktryna odstraszania musi teraz przejść gruntowną reformę i transformację. Wróg dwukrotnie w ciągu jednego roku wywołał wojnę. Uparcie utrzymuje miecz wojny stale wiszący nad głową Iranu. W tych warunkach rewizja odstraszania nie jest zagrożeniem, lecz rozsądnym, racjonalnym i koniecznym środkiem ochrony bezpieczeństwa kraju przed przyszłymi wojnami.
Żadna analiza tej wojny nie może być uznana za kompletną bez uwzględnienia kolosalnej zbrodni, która leży u jej podstaw: tchórzliwego zabójstwa Przywódcy Rewolucji Islamskiej, ajatollaha Seyyeda Ali Chameneiego. To nie jest zwykły akt wojny. Ta zbrodnia wymaga ceny znacznie wyższej niż zniszczenie lub egzekucja sprawców.
Oto przerażająca prawda: nawet gdyby wszystkie żądania Iranu dotyczące zakończenia wojny zostały spełnione — nawet gdyby nie poczyniono żadnych ustępstw wobec wroga, ani minimalnych, ani symbolicznych — nie stanowiłoby to prawdziwej ceny tego morderstwa. Męczeństwo Przywódcy przekroczyło najwyższe czerwone linie Republiki Islamskiej i za przekroczenie tych linii należy się najsurowsza kara.
Działania prawne i międzynarodowe mające na celu udokumentowanie tej krwawej waśni to absolutne minimum. Poza tym, naturalne jest, że w całym świecie islamskim zostaną wydane edykty religijne (fatwy) nakazujące wymierzenie kary (qisas) przestępcy Trumpowi, mordercom, podżegaczom i sprawcom tej odrażającej zbrodni. Iran musi przewodzić w tych działaniach.
Zmuszenie Trumpa do politycznego poddania się Iranowi i narzucenie mu całkowitej ruiny politycznej to absolutne minimum środków niezbędnych do ukarania agresorów. Wszelkie sugestie, by umożliwić mu ucieczkę, są błędne w logice, sprzeczne zarówno z rozumem, jak i z prawem religijnym. Przestępca tej miary nie zasługuje na żadne wyjście.
Jarek Ruszkiewicz
-------------------------------------------------------------
Jeśli doceniasz to co robię i uważasz, że to potrzebne możesz postawić małe piwo albo dużą kawę :)
Nie wpuszczam żadnych reklam, żebyś miał komfort czytania.
PL 07 1020 3352 0000 1602 0343 3562
Dopisek - "Wsparcie bloga"
Z góry dziękuję, Jarek Ruszkiewicz
Komentarze
Prześlij komentarz