Czy Europa dąży do nowej wielkiej wojny?


 

Wojna na Ukrainie nie jest już tylko konfliktem regionalnym na terytorium Ukrainy. Napięcie między NATO a Rosją na linii rozciągającej się od Bałtyku po Morze Czarne, od Polski po Kaliningrad, weszło w nową fazę strategiczną. Wojna rosyjsko-ukraińska ponownie weszła w ostatnich dniach w bardzo niebezpieczną fazę eskalacji. Intensywne ataki rakietowe i bezzałogowe przeprowadzone przez Rosję na Ukrainę, zwłaszcza w ciągu ostatnich dziesięciu dni, pokazują, że wojna weszła w nową fazę nie tylko na linii frontu, ale także w głębi strategicznej. Intensywne ataki na Kijów, Charków, Odessę, Dniepr i infrastrukturę energetyczną zaczęły nadwyrężać potencjał obrony powietrznej Ukrainy.

W tym samym procesie, podczas gdy Rosja zwiększała presję na ofensywę na linii frontu, zwłaszcza na osi Donbas, godne uwagi są oznaki rosnących strat w ludziach i amunicji po stronie ukraińskiej. Nieprzypadkowo nawet w zachodnich mediach coraz częściej pojawiają się analizy, że Ukraina doświadcza obecnie zmęczenia obroną strategiczną. Pisząc te słowa, należy wziąć pod uwagę rosyjską radę skierowaną do państw NATO, aby ewakuowały Kijów. Putin i państwo rosyjskie zdają się nie pozwalać, by Ukraina stała się nowym Afganistanem – czyli polem bitwy na wyniszczenie. Jednocześnie pojawiły się doniesienia o ataku Rosji na budynek mieszkalny w Rumunii za pomocą bezzałogowego statku powietrznego.

Putin z kolei zasugerował, że była to operacja pod fałszywą flagą i obwinił zachodnie media. (Jeśli przyjrzymy się niedawnym operacjom pod fałszywą flagą przeprowadzonym przez USA i Wielką Brytanię i przypomnimy sobie wyznanie, że admirał Cooper z CENTCOM dokonał inżynierii wstecznej i wykorzystał irańskie siły bezpieczeństwa Shaheed SİHA w wojnie izraelsko-amerykańskiej, możemy stwierdzić, że to samo można zrobić z Rosją).

Równolegle z tymi wydarzeniami Europa doświadcza najgroźniejszego kryzysu bezpieczeństwa okresu pozimnowojennego. Prawdziwym problemem nie jest jednak wzrost ryzyka wojny, lecz erozja zdolności stron do zarządzania kryzysowego. Tak jak Europa była wciągana w wielkie wojny w otoczeniu systemów sojuszniczych, wyścigu zbrojeń, propagandy medialnej i wzajemnej nieufności przed 1914 i 1939 rokiem, tak obecnie wyłania się podobny klimat psychologiczny i strategiczny. Jednak dzisiejsza różnica polega na tym, że proces ten ma miejsce w epoce nuklearnej, w otoczeniu bezzałogowych statków powietrznych, pocisków hipersonicznych i technologii wojennych wspieranych przez sztuczną inteligencję. Ryzyko błędnej oceny sytuacji osiągnęło obecnie poziom egzystencjalny dla ludzkości. W szczególności przestrzeń powietrzna Morza Czarnego i Korytarz Suwalski, stanowiący jedyną możliwość transportu pod kontrolą NATO, kontrolujący obwód kaliningradzki sąsiadujący z Litwą, granicę białoruską sąsiadującą z Ukrainą, Polską i Litwą, a także przestrzeń powietrzną państw bałtyckich, stały się jednymi z najniebezpieczniejszych obszarów kontaktowych na świecie.

Malejące możliwości Europy i rosnąca zdolność prowokacji

Pomimo tych doświadczeń, sprzeczność między sytuacją gospodarczą w Europie a językiem wojny jest ogromna. Europa nie dysponuje dziś infrastrukturą produkcyjną, zapasami amunicji ani odpornością społeczną, by przetrwać wojnę na dużą skalę. Mimo to jej zdolność do wywoływania kryzysów i eskalacji rośnie. Podczas gdy gospodarki europejskie znajdują się pod silną presją deindustrializacji, rosnących kosztów energii, utraty produkcji, długu publicznego i załamania demograficznego, zastanawiające jest, że kręgi atlantyckie przyjmują coraz bardziej agresywną linię wobec Rosji i postrzegają zbrojenia jako rozwiązanie. W szczególności Merz, Macron, Starmer i bałtyckie kręgi bezpieczeństwa przesuwają się w kierunku coraz bardziej agresywnej linii wobec Rosji, pomimo narodów, które reprezentują, i wciągają Europę w coraz bardziej ryzykowną linię strategiczną.

Istnieje jednak poważny rozdźwięk między realnym potencjałem militarnym Europy a jej dyskursem politycznym. Z tego powodu najpotężniejszym elementem, jakim dysponuje obecnie Europa, nie jest siła militarna, lecz zdolność do prowokowania działań strategicznych. To właśnie tu pojawia się największe zagrożenie. Ponieważ podmioty, których potencjał słabnie, często zaczynają działać bardziej ryzykownie. W takim przypadku szukają państw, które przeleją za nich krew.

Rosja zmienia paradygmat

W tej atmosferze jeden z najważniejszych komunikatów strategicznych Moskwy nadszedł wraz z pociskiem rakietowym Oresznik. Komunikat wysłany przez Rosję w zeszłym tygodniu w ataku na Kijów pociskiem Oresznik jest skierowany do NATO, a nie tylko do Ukrainy. Kreml otwarcie deklaruje, że wojna nie ograniczy się do ukraińskiego pola bitwy, ale że może uruchomić nową generację systemów wysokiej precyzji, które w razie potrzeby będą mogły dotrzeć głęboko do Europy.

Przesłanie Oresznika to przesłanie psychologicznego odstraszania wykraczające poza klasyczny pokaz rakietowy. Moskwa wysyła w ten sposób Polsce, Niemcom i Linii Bałtyckiej sygnał, że jeśli Ukraina będzie kontynuować ataki dronów na Rosję z ich pomocą, NATO stanie się de facto stroną wojny, a Europa nie będzie już bezpieczna. Połączenie tych wydarzeń z eskalacją na linii Bałtyk-Białoruś-Polska wyłania niezwykle niebezpieczny obraz. Ćwiczenia nuklearne z Rosją na Białorusi, rozbudowa sił zbrojnych wokół Kaliningradu, antyrosyjskie ataki dronów i oskarżenia o sabotaż, które wyszły na jaw na Łotwie, oraz retoryka odstraszania nuklearnego Polski i Francji, prowadzą Europę w najbardziej ryzykowny okres po zimnej wojnie.

W szczególności fakt, że Kaliningrad stał się bezpośrednim celem planowania NATO, jest postrzegany jako egzystencjalne zagrożenie dla Moskwy. Ponieważ Kaliningrad jest nie tylko bazą wojskową, ale także strategiczną bramą do bałtyckiego dostępu Rosji. Proces ten w dzisiejszej Europie wykroczył daleko poza klasyczny odruch obronny. Wyłaniający się obraz przekształca się w wielowarstwową walkę geopolityczną, w której kontrolowana produkcja kryzysowa, wojna hybrydowa, wyniszczanie gospodarcze, konkurencja energetyczna, wojna psychologiczna i odstraszanie nuklearne są stosowane jednocześnie. Dzisiejsza Europa postrzega Rosję przez te same okulary, przez które Wielka Brytania widziała Niemcy w 1914 roku. Okrążenie państwa z największym na świecie potencjałem nuklearnym, ogromnymi zasobami energetycznymi, krytycznymi rezerwami mineralnymi i głębią euroazjatycką i zmuszenie go do wojny z NATO będzie miało nie tylko regionalne, ale i globalne konsekwencje.

Moskwa z kolei dostrzega rosnącą wrogość i intencje Europy. Odchodzi od początkowej opcji ograniczonej operacji (SOW). W pierwszym okresie Rosja realizowała strategię kontrolowanej presji, która miała zmusić Ukrainę do zawarcia umowy o neutralności. Jednak ostatnie komunikaty Kremla pokazują, że sytuacja uległa zmianie. Fakt, że rosyjscy dyplomaci otwarcie poruszają kwestie europejskie, pośrednio atakują elementy NATO w Kijowie i przekazują komunikaty, publikując nazwy fabryk i instytucji produkujących broń i drony dla Ukrainy w krajach NATO, jest oznaką nowego paradygmatu. Moskwa pokazuje teraz, że wojna może nie ograniczać się tylko do Ukrainy. Europa twardnieje politycznie, ale nie wszyscy członkowie NATO są gotowi na totalną wojnę z Rosją.

Z tego powodu Moskwa ogłosiła, że ​​ograniczone, ale skuteczne ataki na wybrane cele NATO automatycznie doprowadzą do naruszenia Artykułu Piątego NATO. Uważa, że ​​nie będzie stosować tego artykułu. Teza ta staje się coraz bardziej widoczna w rosyjskiej myśli strategicznej. Według Moskwy, w przypadku ograniczonego kryzysu skoncentrowanego wokół krajów bałtyckich lub Polski, Turcja, Niemcy, Włochy, Słowacja, a nawet niektóre państwa Europy Zachodniej mogą być niechętne do bezpośredniego przystąpienia do wojny. W szczególności, kwestia, czy Waszyngton zaryzykuje wojnę nuklearną dla Europy, jest obecnie dyskutowana nawet w Europie.

Pęknięcia w NATO pogłębiają się

Podczas gdy system globalny jest coraz bardziej podzielony na silniejsze bloki, jednobiegunowa struktura skupiona wokół Ameryki, ustanowiona w ramach dyskursu opartego na regułach porządku międzynarodowego po zimnej wojnie, straciła obecnie swoją trwałość. Jednak system atlantycki, który nie chce utracić swojej hegemonii i tradycji kolonialnej, zamiast się wycofywać, stosuje bardziej agresywne strategie powstrzymywania. Strategia NATO, polegająca na osłabianiu Rosji poprzez Ukrainę, nie ogranicza się już tylko do obrony tego kraju. Proces ten ma na celu osłabienie strategicznej głębi Rosji, wywarcie na nią presji na linii rozciągającej się od Morza Czarnego do Bałtyku oraz rozbicie alternatywnej architektury sił skupionej na Eurazji. Z drugiej strony, Moskwa wykracza poza klasyczne odstraszanie konwencjonalne i uwidacznia kartę progu nuklearnego. Rosyjscy stratedzy, tacy jak Karaganow, argumentują, że w razie potrzeby należy użyć przeciwko Europie taktycznej broni jądrowej, co zmniejszy europejską wrogość poprzez zapewnienie wysokiego poziomu odstraszania.

Ta sytuacja sprawia, że ​​dyplomacja staje się dysfunkcjonalna. W takiej psychologii stół negocjacyjny przestaje być realnym polem do rozwiązywania problemów, staje się jedynie narzędziem zyskania na czasie. Dla NATO odmowa ustępstw ze strony Rosji jest postrzegana jako rewizjonistyczna agresja, podczas gdy dla Moskwy strategia rozszerzenia NATO jest postrzegana jako bezpośrednie zagrożenie egzystencjalne. To postrzeganie wzajemnego zagrożenia przenosi klasyczny dylemat bezpieczeństwa na znacznie bardziej niebezpieczny poziom. W punkcie, do którego doszliśmy dzisiaj, systemy sojusznicze niszczą strategiczną elastyczność państw. Ten proces prowadzi państwa do reakcyjnych zachowań w zakresie bezpieczeństwa zamiast racjonalnych kalkulacji. Większość wielkich wojen w historii narodziła się właśnie w tym środowisku.

Dziś NATO nie jest tak jednorodne, jak mogłoby się wydawać z zewnątrz. Podczas gdy państwa bałtyckie, Polska i Wielka Brytania opowiadają się za bardziej agresywną linią, wiele krajów europejskich obawia się kosztów gospodarczych i społecznych. Stopniowe przesuwanie priorytetów USA w stronę Chin i Azji Zachodniej również zwiększa niepewność w Europie. Waszyngton najwyraźniej nie zamierza już forsować ukraińskiej polityki, dysponując nieograniczonymi środkami. To sprawia, że ​​Europa staje się bardziej agresywna, ale jednocześnie bardziej krucha. Moskwa uważa zatem, że polityczna integralność NATO jest bardziej krucha niż jego potencjał militarny. Rosyjskie podejście strategiczne nie opiera się już wyłącznie na osłabianiu militarnym, ale także na dezintegracji politycznej w NATO.

Nowa era odstraszania i ślepota Europy

Kryzys, którego doświadczamy dzisiaj, nie jest klasycznym przygotowaniem do wojny, w którym strony wyznaczają racjonalne cele i zarządzają nimi w sposób kontrolowany. Głównym zagrożeniem jest zużycie mechanizmów kontroli. Z tego powodu obecny proces nie jest tak bardzo zaplanowaną wojną totalną, co fazą niekontrolowanego dryfu z rosnącym ryzykiem eskalacji łańcuchowej. Rosyjski potencjał hipersoniczny, rozległa infrastruktura produkcyjna amunicji, zasoby energetyczne i głębia euroazjatycka zmieniły model wojny, do którego przyzwyczajona jest Europa. Przesłanie Oresznika to nie tylko techniczny, ale i psychologiczny próg. Moskwa daje teraz sygnał, że jest gotowa do wojny z Europą. Najważniejszym aspektem systemów hipersonicznych jest to, że radykalnie skracają czas podejmowania decyzji. Scenariusze kryzysowe, które przywódcy mogli ocenić w ciągu kilku godzin podczas zimnej wojny, dziś skróciły się do minut, a nawet sekund. To właśnie tutaj zaczyna się prawdziwe zagrożenie.

Europa, z drugiej strony, wciąż działa zgodnie z jednobiegunową psychologią lat 90. To jest prawdziwa strategiczna ślepota. Ponieważ mocarstwem, z którym ma dziś do czynienia, nie jest ani Irak Saddama, ani Jugosławia. Ma do czynienia z euroazjatyckim mocarstwem z największym na świecie potencjałem nuklearnym, ogromnymi rezerwami energii i wsparciem Chin. Rosja wyraźnie pokazuje teraz, że nie wierzy w nieograniczoną zdolność odstraszania Stanów Zjednoczonych po klęsce w Iranie i NATO po wydarzeniach na Ukrainie w ciągu ostatnich 4,5 roku. Z tego powodu psychologia wojny staje się bardziej niebezpieczna. Strony działają bowiem z założeniem, że każda z nich cofnie się o krok. W tych warunkach linia Bałtyk-Białoruś-Polska stała się jednym z najbardziej ryzykownych obszarów kontaktów w dzisiejszej Europie. Region ten nie jest już klasycznym obszarem koncentracji militarnej, ale geopolityczną linią pęknięcia, gdzie psychologia progu nuklearnego jest bezpośrednio odczuwalna. Obwód kaliningradzki ma w tym względzie kluczowe znaczenie. Ponieważ nie jest to tylko baza wojskowa. Jest kluczem do dostępu Rosji do Bałtyku. Jest to również główny obszar nacisku NATO. Korytarz Suwalski jest najsłabszym punktem fizycznego kontaktu między NATO a Rosją. Niewielki kontakt militarny w tym miejscu mógłby uruchomić mechanizm eskalacji łańcuchowej.

W lipcu 2025 roku generał Christopher Donahue, dowódca sił zbrojnych USA w Europie i Afryce, oświadczył, że Kaliningrad stał się regionem otoczonym przez państwa NATO i że sojusz może zneutralizować ten region w krótszym czasie niż kiedykolwiek wcześniej. Stwierdzenie Donahue, że można kontrolować morze z lądu, zostało zinterpretowane przez Rosję nie tylko jako ocena militarna, ale także jako otwarta deklaracja blokady i realnych scenariuszy interwencji przeciwko Kaliningradowi. Taka dyskusja na temat Kaliningradu, jednego z ważnych elementów moskiewskiego odstraszania nuklearnego, została uznana za oznakę niebezpiecznej eskalacji napięć między NATO a Rosją.

Dlatego intensywność ćwiczeń nuklearnych na granicy Białorusi i Litwy jest niezwykle ryzykowna. Granica między odstraszaniem a przygotowaniem do ataku staje się coraz bardziej niewyraźna. W tym kontekście atmosfera ciągłej wojny nuklearnej, tworzona na europejską opinię publiczną, wywiera również ogromną presję na decydentów. Takie otoczenie zwiększa ryzyko popełnienia błędu. W rezultacie świat przechodzi dziś nie tylko przez wojny regionalne, ale także przez globalny kryzys systemowy. Podczas gdy amerykański, jednobiegunowy porządek rozpada się na Pacyfiku, w Azji Zachodniej, na Morzu Śródziemnym i w Europie Wschodniej, nowy układ sił kształtuje się poprzez krwawy proces transformacji. To właśnie te fazy przejściowe były najniebezpieczniejszymi okresami w historii. W tym otoczeniu największym zagrożeniem jest automatyczny mechanizm generowania kryzysu, a nie irracjonalni przywódcy. Ryzyko błędnej oceny sytuacji jest zatem największym niebezpieczeństwem, przed którym stoi ludzkość.

Strategiczny impas Turcji

Świat przechodzi nowy okres transformacji władzy. Podczas gdy porządek atlantycki ulega erozji, powstają nowe, euroazjatyckie centra władzy. W miarę jak Europa traci swój potencjał gospodarczy, zmierza w kierunku twardszej linii w swoim dyskursie bezpieczeństwa. Ten obraz stawia Turcję, klucz do Morza Czarnego, w centrum geopolitycznych turbulencji. Oceniając wydarzenia poprzedzające szczyt NATO, który odbędzie się w Turcji w dniach 7-8 lipca 2026 r., widać, że przeciwko Ankarze wdrażana jest wielofrontowa strategia nacisku, rozciągająca się od Morza Egejskiego po Morze Czarne. Chociaż Turcja jest formalnie członkiem NATO, to w wielu kwestiach na tym polu konfrontuje się z niektórymi podmiotami w NATO.

W tym kontekście wspólne ćwiczenia EFES-2026, które odbyły się na Morzu Egejskim i wschodniej części Morza Śródziemnego, były nie tylko działaniami szkoleniowymi, ale także kompleksowym pokazem siły, w którym Turcja zademonstrowała wolę odstraszania zagrożeń i ryzyka na Morzu Egejskim i wschodniej części Morza Śródziemnego, wykorzystując swój potencjał militarny i siłę przemysłu obronnego. Inicjatywa „Błękitnej Ojczyzny” oraz oświadczenia Ministerstwa Obrony Narodowej dopełniły tego przekazu. Jednak to właśnie w tym okresie Grecja zintensyfikowała zbliżenie wojskowe z Izraelem, ogłosiła nowe programy zbrojeniowe i zintensyfikowała działania prowokacyjne wokół Meis.

Konkurencja energetyczna we wschodniej części Morza Śródziemnego również wpisuje się w ten sam obraz presji. Pozyskanie przez Chevron nowych koncesji bez uwzględnienia libijskiego szelfu kontynentalnego i praw TRNC pokazuje, że walka energetyczna w regionie nabiera tempa. Podczas gdy zasoby wschodniej części Morza Śródziemnego stały się dla Zachodu bardziej krytyczne z powodu kryzysu wokół cieśniny Ormuz i obaw o bezpieczeństwo dostaw energii, główną zmienną geopolityczną w tym równaniu pozostaje Turcja.

Rozwój sytuacji na Morzu Czarnym należy oceniać w tym samym kontekście. Ataki na statki handlowe bezzałogowymi statkami morskimi noszącymi ukraińskie oznaczenia u wybrzeży Kilios (u wybrzeży Morza Czarnego w Stambule) nie mogą być postrzegane jako sygnał skierowany wyłącznie do Rosji. Atak ten uderza w bezpieczeństwo morskie w jurysdykcji i odpowiedzialności Turcji. Biorąc pod uwagę atak na tankowiec Altura w marcu 2026 roku, nasilają się obawy, że wojna na Morzu Czarnym przesunie się w kierunku wybrzeży Turcji. Jednym z celów jest skłonienie Ankary do zaostrzenia polityki NATO i osłabienia polityki równowagi. (Chociaż nasze media, Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Ministerstwo Obrony Narodowej nie potępiły ani nie wyjaśniły ataków w Kilios, warto zauważyć, że potępienie tureckiego statku, który rzekomo został trafiony przez rosyjski bezzałogowy statek powietrzny w Odessie, pojawiło się z ogromną prędkością).

Obecnie Turcja stoi w obliczu jednoczesnej presji na Morzu Egejskim, wynikającej z osi Grecji, administracji grecko-cypryjskiej i Izraela, oraz na Morzu Czarnym, wynikającej z wojny na Ukrainie i wpływów kręgów jastrzębi w NATO. Z tego powodu należy patrzeć na te wydarzenia nie indywidualnie, lecz jako na elementy tego samego obrazu strategicznego. Ponadto istnieje ryzyko reaktywacji podziałów etnicznych, wyznaniowych i tożsamościowych, które mogą osłabić jedność i solidarność narodową Turcji. Kryzysy wewnętrzne i tendencje do fragmentacji głównej partii opozycyjnej również powinny być uważnie monitorowane w tym kontekście. W czasach silnej presji geopolitycznej najsłabszym punktem państw nie jest bowiem ich front zewnętrzny, lecz ich wewnętrzna integralność. Nie ma nawet komentarza na temat wkładu głównej opozycji, nie mówiąc już o niezwykle istotnych i poważnych problemach polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, z którymi boryka się dzisiaj.

Dlatego nie można wysuwać żadnych argumentów przeciwko stanowisku rządu Turcji w kwestiach NATO i UE. Sytuacja ta stwarza okazję, której rozpadająca się hegemonia Zachodu nie będzie szukać. Jednak integralność wewnętrzna jest równie ważna, jak presja zewnętrzna. Historia pokazuje, że najbardziej kruchym punktem państw w wielkich zmaganiach geopolitycznych jest często front wewnętrzny. Kwestia Mosulu jest tego jaskrawym przykładem. W 1925 roku, gdy Turcja koncentrowała się na sprawie Mosulu, wybuch rebelii szejka Saida zwrócił uwagę Ankary na problemy bezpieczeństwa wewnętrznego, w rezultacie czego Wielka Brytania osiągnęła to, czego chciała w sprawie Mosulu. Gdy front wewnętrzny słabnie, szanse na sukces w walce zewnętrznej maleją.

Z tego powodu głównym zadaniem Turcji jest ochrona reżimu w Montreux, unikając uwikłania w prowokacje na Morzu Egejskim i Czarnym, nieangażowanie się w wojnę na Morzu Czarnym oraz utrzymanie polityki równowagi skoncentrowanej na interesach narodowych. Dla Turcji problemem nie jest wojna na Ukrainie, ale równowaga na Morzu Czarnym. Montreux to nie tylko konwencja, to fundament strategicznej autonomii Turcji. Aktywna neutralność Turcji w czasie II wojny światowej, dzięki reżimowi w Montreux, jest krytykowana przez zaprzysiężony, jastrzębi front antyrosyjski NATO, zwłaszcza przez Wielką Brytanię. Niestety, w naszym kraju trwa przeciąganie liny między frontem narodowym a NATO. Ta sprzeczność będzie się pogłębiać wraz ze zbliżaniem się szczytu NATO. Turcja ma istotne i wspólne interesy z Rosją, takie jak handel, turystyka, energetyka, Syria, Kaukaz i Morze Czarne. Dlatego głównym priorytetem Ankary nie jest bycie na pierwszej linii frontu starcia NATO-Rosja, lecz utrzymanie równowagi. Przekształcenie Morza Czarnego w jezioro NATO stworzy poważne ryzyko strategiczne nie tylko dla Rosji, ale i dla Turcji.

Głównym wyzwaniem, z jakim Turcja będzie musiała się zmierzyć w nadchodzących tygodniach, jest uniknięcie greckich i NATO-wskich prowokacji oraz spisków pod fałszywą flagą na Morzu Egejskim, Śródziemnym i Czarnym. Turcja nie powinna angażować się w eskalację napięcia na Morzu Czarnym i powinna dążyć do ochrony reżimu Montreux. Największym zagrożeniem nie jest zaplanowana wojna, ale błędna kalkulacja i niekontrolowana eskalacja. Turcja potrzebuje nie otwierania nowych frontów, ale ochrony interesów państwa. Strategiczne podejście skoncentrowane na opanowaniu, równowadze geopolitycznej i interesie narodowym pozostanie najsilniejszą tarczą bezpieczeństwa Turcji w obliczu zbliżających się globalnych turbulencji.

Admirał w st. spocz. Cem Gürdeniz

Źródło https://mavivatan.substack.com/p/is-europe-being-drawn-into-a-new?utm_source=post-email-title&publication_id=3942597&post_id=200167621&utm_campaign=email-post-title&isFreemail=true&r=24a0ei&triedRedirect=true&utm_medium=email

Wyszukał, opracował i udostępnił Jarek Ruszkiewicz

----------------------------------------------------------------------

Jeśli doceniasz to co robię i uważasz, że to potrzebne możesz postawić małe piwo albo dużą kawę :)

Nie wpuszczam żadnych reklam, żebyś miał komfort czytania.

PL 07 1020 3352 0000 1602 0343 3562

Dopisek - "Wsparcie bloga"

Z góry dziękuję, Jarek Ruszkiewicz 


Komentarze