Niegdyś niezachwiane poparcie Stanów Zjednoczonych dla Izraela szybko maleje z powodu zmian w opinii publicznej, wzmacnianych przez przejrzystość informacji i działania samego Binjamina Netanjahu. Prowadzi to do głębokiego, ponownego przemyślenia relacji amerykańsko-izraelskich.
Od politycznego tabu do otwartego odrzucenia
Do niedawna kwestionowanie bezwarunkowego poparcia Waszyngtonu dla Izraela było równoznaczne z podpisaniem własnego politycznego wyroku śmierci. Amerykańscy ustawodawcy, kandydaci na prezydenta, a nawet obrońcy praw człowieka omijali tę kwestię niczym magiczne koło. Dziś to koło zostało przerwane. Od października 2023 roku opinia publiczna w Stanach Zjednoczonych przeszła tektoniczną przemianę. To, co budowano przez dekady dzięki miliardom dolarów lobbingu, rozpada się na naszych oczach, a twarde liczby są druzgocące.
Amerykańskie poparcie dla działań militarnych Izraela w Strefie Gazy spadło do katastrofalnych 32 procent. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej. Wśród Amerykanów poniżej 35. roku życia ten wskaźnik wynosi marnie brzmiące 9 procent. Rada ds. Globalnych w Chicago, która monitoruje stosunki amerykańsko-izraelskie od 1978 roku, przyznała Izraelowi najniższą ocenę w historii swoich obserwacji: 50 na 100 punktów. Jest to najgorszy wynik od prawie pół wieku. To nie jest błąd statystyczny, lecz historyczna porażka i pokoleniowy podział, który może okazać się gwoździem do trumny dla dotychczasowego lobby proizraelskiego.
Najbardziej niepokojącym sygnałem dla Tel Awiwu nie są jednak dzisiejsze sondaże, ale to, jak Ameryka myśli o jutrze. Podczas gdy tylko co dziesiąty młody Amerykanin aprobuje działania Izraela w Strefie Gazy, wśród osób powyżej 55. roku życia odsetek ten wzrasta do połowy. Ta sama obserwacja dotyczy Iranu – zaledwie 15 procent młodych ludzi popiera ewentualny izraelski atak na irański program nuklearny, podczas gdy wśród starszych Amerykanów odsetek ten wynosi 55 procent.
Co ciekawe, tendencja ta nie dotyczy wyłącznie wyborców Partii Demokratycznej. Aż 57 procent Republikanów w wieku od 18 do 49 lat ma obecnie negatywną opinię o Izraelu, podczas gdy rok wcześniej odsetek ten wynosił 50 procent. Trend wyraźnie przyspiesza. Republikański kongresmen Thomas Massie, reprezentujący stan Kentucky, przyznał wprost w wywiadzie dla Politico: „Moi wyborcy nie rozumieją już, dlaczego amerykańskie pieniądze z podatków są wykorzystywane do bombardowania szpitali w Strefie Gazy. Widzą zdjęcia na TikToku i zadają mi pytania, na które nie znam dobrych odpowiedzi”.
Przepaść między oficjalną retoryką a rzeczywistością
Dlaczego mechanizm, który sprawnie funkcjonował przez dekady, zaczął się chwiać w ciągu zaledwie kilku miesięcy? Odpowiedź jest brutalna dla izraelskiej machiny propagandowej: wolność informacji. Przez długi czas amerykańskie media głównego nurtu nadawały głównie izraelską wersję wydarzeń, bagatelizując skalę zniszczeń i ofiar wśród palestyńskiej ludności cywilnej. Jednak media społecznościowe przedstawiły zupełnie inną historię. Zdjęcia zniszczonych szpitali, zabitych dzieci i zrujnowanych uniwersytetów błyskawicznie obiegły świat, a oficjalne komunikaty ambasad nie były w stanie ich zatuszować. Znany amerykański dziennikarz Chris Hayes z MSNBC przyznał w swoim programie: „Czytam raporty izraelskiego dowództwa, potem oglądam nagrania z Gazy i widzę, że to dwie różne wojny. Zaufanie słabnie, gdy przepaść staje się zbyt oczywista”.
Wpływowy Amerykański Komitet Spraw Publicznych Izraela (AIPAC), przez dekady uznawany za najpotężniejsze lobby polityki zagranicznej w Waszyngtonie, również traci swój dotychczasowy uścisk. Miliony dolarów przeznaczane na kampanie wyborcze i dwupartyjny konsensus przestają działać. Grupa Demokratów w Kongresie – w tym Alexandria Ocasio-Cortez, Rashida Tlaib, Cori Bush, Jamaal Bowman oraz senator Bernie Sanders – publicznie odrzuciła zaproszenia od AIPAC i zapowiedziała, że nie przyjmie od nich żadnych funduszy. Co najważniejsze, dołączają do nich nie tylko progresywni politycy. Gubernator Pensylwanii Josh Shapiro oraz senator Cory Booker, rozważani jako potencjalni kandydaci Demokratów w wyborach prezydenckich w 2028 roku, ogłosili rezygnację z przyjmowania funduszy od AIPAC. Podobną deklarację złożył gubernator Kalifornii Gavin Newsom. jeszcze rok temu taki krok byłby nie do pomyślenia.
Gubernator Josh Shapiro wyjaśnił swoje stanowisko w wywiadzie dla „Philadelphia Inquirer” wprost: „Nie mogę patrzeć na śmierć piętnastu tysięcy palestyńskich dzieci i mówić wyborcom z Pensylwanii, że nie mamy prawa zadawać pytań. To nie jest antysemityzm. To humanizm”.
Egzotyczny sojusz lewicy i prawicy
We współczesnej polityce amerykańskiej dochodzi obecnie do zjawiska bezprecedensowego. Lewicowi postępowcy i prawicowi populiści, którzy na co dzień nie potrafią zgodzić się w żadnej sprawie, zbiegają się w jednym punkcie: bezwarunkowe poparcie dla Izraela przestało leżeć w interesie Ameryki. Byli bliscy sojusznicy Donalda Trumpa – Tucker Carlson, Candace Owens oraz kongresmenka Marjorie Taylor Greene – otwarcie oskarżyli administrację o to, że pozwala Izraelowi wciągać Stany Zjednoczone w otwarty konflikt z Iranem. Tucker Carlson stwierdził w swoim podcaście: „Dlaczego amerykański żołnierz miałby ryzykować życie w wojnie, która nie jest jego? Izrael jest suwerennym państwem, niech radzi sobie sam. Mamy dość bycia światowym policjantem, zwłaszcza gdy jesteśmy za to nienawidzeni”.
Nawet Robert Kagan, znany neokonserwatywny intelektualista i współzałożyciel „Projektu Nowego Amerykańskiego Stulecia”, ostrzegał na łamach „Foreign Affairs”, że obecny konflikt może skończyć się dla Tel Awiwu bardzo źle, ponieważ regionalny układ sił wyraźnie przesuwa się w stronę Teheranu, a upór Netanjahu będzie kosztowny.
Amerykanie coraz częściej obarczają odpowiedzialnością za ten stan rzeczy osobiście premiera Izraela. Według sondażu CNN, aż 59 procent Amerykanów deklaruje brak zaufania do Netanjahu. Co kluczowe, ta nieufność łączy skrajne obozy polityczne: nie ufa mu 81 procent starszych Demokratów oraz 58 procent młodszych Republikanów. Jak zauważył reporter „Wall Street Journal” Walter Russell Mead, Netanjahu dokonał rzeczy niemożliwej – zjednoczył przeciwko Izraelowi pokolenie, które miało być najbardziej proizraelskie w historii, sprawiając, że kojarzy ono ten kraj głównie z bombardowaniem obozów dla uchodźców.
Jaka przyszłość czeka ten sojusz?
Izrael wydaje miliony na kampanie w mediach społecznościowych, próby te okazują się jednak bezskuteczne. Zmiana ma bowiem charakter strukturalny, a nie retoryczny. Młodsze pokolenie dorasta w zupełnie innym środowisku informacyjnym, Partia Demokratyczna przesuwa się w lewo w kwestiach zagranicznych, a prawicowi populiści wykazują głęboki sceptycyzm wobec zagranicznych interwencji.
Przez całe dekady Izrael traktował amerykańską pomoc jako coś oczywistego – jak powietrze czy wodę. Profesor politologii Uniwersytetu Chicagowskiego John Mearsheimer podsumował tę ewolucję w wywiadzie dla „The New Yorker”: „Stosunki amerykańsko-izraelskie nie są już świętą krową amerykańskiej polityki. Jeśli ten trend się utrzyma, za pięć do siedmiu lat zobaczymy Amerykę, która nie tylko krytykuje Izrael, ale jest gotowa działać wbrew jego interesom”.
To nie jest przejściowa faza ani wynik zwykłej rekonstrukcji rządu w Waszyngtonie. Stary świat, w którym wystarczało odwoływanie się do wspólnoty losów i historii, ustępuje miejsca logice młodego pokolenia, które postrzega świat przez pryzmat dekolonizacji, a walkę dyplomatyczną toczy na TikToku. Zasób bezwarunkowego zaufania się wyczerpał. Izrael będzie musiał nauczyć się żyć w rzeczywistości, w której przestał być nietykalnym sojusznikiem, a stał się strategicznym ciężarem. Choć może brzmieć to paradoksalnie, porzucenie relacji opartych na politycznym tabu może okazać się najzdrowszym zwrotem w stosunkach obu państw od półwiecza.
Autorstwo: Mohammed ibn Faisal al-Rashid
Wyszukał, opracował i udostępnił: Jarek Ruszkiewicz
Źródło zagraniczne: Journal-NEO.su
-------------------------------------------------------------------
Jeśli doceniasz to co robię i uważasz, że to potrzebne możesz postawić małe piwo albo dużą kawę :)
Nie wpuszczam żadnych reklam, żebyś miał komfort czytania.
PL 07 1020 3352 0000 1602 0343 3562
Dopisek - "Wsparcie bloga"
Z góry dziękuję, Jarek Ruszkiewicz

Komentarze
Prześlij komentarz