Dyplomaci posługują się terminami „realpolitik”, „idealpolitik” i „interes narodowy”. Nie jestem dyplomatą, ale poznałem te i inne koncepcje, czytając dzieła dyplomatów, w tym klasyczną książkę Henry’ego Kissingera pt. „ Dyplomacja”.
Całe życie poświęciłem wdrażaniu w życie konsekwencji dyplomacji, w szczególności porozumień o kontroli zbrojeń, rzekomo mających na celu uczynienie świata bezpieczniejszym miejscem do życia. Zaczynałem od traktatu o całkowitej likwidacji pocisków rakietowych pośredniego zasięgu (INF), a później, działając na mocy rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ, kierowałem zespołami inspekcji uzbrojenia w Iraku. Dla mnie porozumienia o kontroli zbrojeń stanowią najwyższy wyraz ludzkiej racjonalności, łącząc intelektualną zdolność rozumienia i doceniania inherentnej wartości życia z moralnym kompasem, który zobowiązuje do działania zgodnie z tym zrozumieniem.
Traktat INF był dla mnie kwintesencją kontroli zbrojeń — złotym standardem, jeśli tak można powiedzieć, łączącym „idealpolitik” ery Reagana, europejską „realpolitik” i radziecki „interes narodowy” w jedno, co po raz pierwszy w erze nuklearnej ustanowiło porozumienie, które nie miało na celu ograniczenia wzrostu arsenałów nuklearnych poszczególnych stron zaangażowanych w konflikt, ale ich faktyczne wyeliminowanie — logiczny wniosek ze wspólnego przekonania, że wojen nuklearnych nie da się wygrać, a zatem nigdy nie powinno się ich toczyć, eliminując w ten sposób potrzebę utrzymywania tej śmiercionośnej broni.
Traktat INF odniósł sukces, ponieważ leżało to we wspólnym interesie Stanów Zjednoczonych i Związku Radzieckiego. Nie było to porozumienie narzucone jednej stronie przez drugą, lecz raczej wymuszone wzajemnym zrozumieniem, że warunki porozumienia są niezbędne dla podtrzymania samego życia. Z punktu widzenia dyplomacji prewencyjnej traktat INF stanowił racjonalny przejaw unikania ryzyka, w którym strony rozumiały, że ścieżki, które obrały podejmując się rozwoju i rozmieszczania systemów uzbrojenia INF, nieuchronnie doprowadzą do konfliktu, który może zakończyć się jedynie nuklearnym Armagedonem, i w związku z tym nie miały innego wyboru, jak tylko podjąć surowe, ale konieczne kroki w celu wyeliminowania tej broni na warunkach akceptowalnych dla obu stron.
Rozbrojenie Iraku miało rzekomo naśladować model traktatu INF, porozumienia opartego na deklaracjach dotyczących materiałów podlegających rozbrojeniu, które następnie podlegałyby weryfikacji zgodności w drodze inspekcji. Tym, co odróżniało doświadczenia Iraku od doświadczeń z traktatem INF, był fakt, że odzwierciedlało ono zbiorową wolę świata wyrażoną w formie wiążącej rezolucji Rady Bezpieczeństwa, narzuconej państwu członkowskiemu w wyniku działań zbrojnych. Rozbrojenie nie było wynikiem sprawiedliwej dyplomacji prewencyjnej, lecz dyplomacji popartej nieodłączną groźbą użycia siły.
Doświadczenia ONZ w Iraku powinny być początkiem ewolucyjnego procesu rozbrojenia, wielostronnego porozumienia wynikającego ze wspólnego zrozumienia, że broń masowego rażenia stanowi zagrożenie dla całej ludzkości, zwłaszcza gdy znajduje się w rękach strony, która wykazała chęć jej użycia, i jako taka musi zostać usunięta, zniszczona lub unieszkodliwiona.
W przypadku Iraku jednak ten szlachetny ideał został podważony przez działania jednej strony — Stanów Zjednoczonych — które wykorzystały proces przymusowej kontroli zbrojeń nie dla dobra całej ludzkości, lecz raczej w celu realizacji narodowych celów zmiany reżimu w Iraku, co znacznie wykraczało poza cztery rogi ram rozbrojeniowych uzgodnionych przez Radę Bezpieczeństwa.
Doświadczenia z Iraku powinny stanowić fundament, na którym zbudowano przyszłość kontroli zbrojeń – zbiorowe przekonanie, że broń masowego rażenia stanowi nieodłączne zagrożenie dla całej ludzkości i powinna zostać wyeliminowana w oparciu o wspólne rozumienie rodziny narodów. Zamiast tego, skończyło się to ostatecznym wyrazem hegemonii Stanów Zjednoczonych, gdzie interesy jednego narodu zostały postawione ponad dobrem wspólnym. Krótko mówiąc, doświadczenie rozbrojenia w Iraku stanowi ostateczny wyraz wypaczenia dyplomacji prewencyjnej, w której rządy prawa zostały zastąpione rządami jednego.
Przenieśmy się do czasów obecnych.
Amerykańskiemu hegemonowi udało się stworzyć świat bez kontroli zbrojeń. Iracki model jednostronności położył kres idei obopólnie korzystnych porozumień, a zamiast tego stworzył środowisko, w którym Stany Zjednoczone wykorzystywały kontrolę zbrojeń jako narzędzie do zdobywania i utrzymywania strategicznej przewagi nad Rosją. A gdy porozumienie o kontroli zbrojeń stało się niewygodne, Stany Zjednoczone po prostu się wycofały – traktaty o pociskach przeciwbalistycznych (ABM) i INF są tego dowodem.
Podczas gdy Stany Zjednoczone dążyły do utrzymania swojej dominującej pozycji, nalegając, by reszta świata przestrzegała ram dobrowolnego podporządkowania, znanych jako „porządek międzynarodowy oparty na regułach”, reszta świata przekształciła się w nową, wielostronną rzeczywistość, niechętną uczestniczenia w tej grze. W rezultacie Stany Zjednoczone uwolniły się od jakiejkolwiek idei rządów prawa, funkcjonując jako państwo zbójeckie, dążące do utrzymania dominacji za pomocą brutalnej siły. Polityka „America First” stała się wyrazem polityki „America only”. Kontrola zbrojeń jako taka nie ma sensu, ponieważ w tej amerykańsko-centrycznej konstrukcji jedyne wartościowe życie to życie Amerykanów. Krótko mówiąc, amerykański kompas moralny przestał działać.
Sytuację komplikuje pojawienie się Europy jako konstruktu, który przestał funkcjonować wyłącznie pod nadzorem Stanów Zjednoczonych. Od zakończenia II wojny światowej Europa Zachodnia funkcjonowała jako niewiele więcej niż zbiór osłabionych, pokonanych narodów, których przetrwanie i znaczenie zależały od ich relacji gospodarczych i bezpieczeństwa ze Stanami Zjednoczonymi. Organizacja Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO) stanowiła przedłużenie amerykańskiego aparatu bezpieczeństwa narodowego. Wraz z upadkiem Związku Radzieckiego Europa wkroczyła w nowy, wspaniały świat, w którym dążyła do przekształcenia jedności militarnej osiągniętej dzięki NATO w nową jedność polityczną znaną jako Unia Europejska. Jednak ten nowy byt jedynie uczynił z Europy zbiór nicości – tożsamość narodowa, która niegdyś definiowała kontynent europejski, została wymazana, zastąpiona nową europejską konstrukcją, pozbawioną jakichkolwiek podstaw, jeśli chodzi o zasady definiujące, które zazwyczaj jednoczą narody. W rezultacie dzisiejsza Europa jest niewiele więcej niż zbiorem narodów, które zapomniały, kim są, a które zjednoczyły się, by stworzyć fikcyjną unię, która nigdy nie istniała i nigdy nie będzie istnieć.
Europa dosłownie nic nie znaczy.
A teraz ten niebyt został wyrwany z orbity swojego dawnego pana i pozostawiony sam sobie. W panice, wynikająca z tego walka o znaczenie zmusza rozproszone byty narodowe tworzące Europę do desperackiej próby reidentyfikacji. Biorąc pod uwagę fakt, że utraciły wszelki autentyczny pretekst do autentycznej ekspresji narodowej opartej na ich obecnej konstrukcji, narody te zmuszone są spojrzeć wstecz, do czasów, gdy posiadały autentyczną tożsamość narodową. Rezultat jest jeszcze groźniejszy niż ten, który wywołało pojawienie się zbuntowanego amerykańskiego hegemona.
Stany Zjednoczone, w przeciwieństwie do Europy, posiadają tożsamość narodową opartą na jasno określonych zasadach i wartościach zapisanych w Konstytucji. Ostatecznie Stany Zjednoczone, funkcjonując jako republika konstytucyjna, odzyskają równowagę, ich kompas moralny zostanie zresetowany i ponownie podejmą działania w ramach dyplomacji prewencyjnej, reprezentowanej przez kontrolę zbrojeń i rozbrojenie.
Europa jednak nie ma takiego fundamentu w postaci zbiorowych zasad. Zamiast tego Wielka Brytania i Francja dążą do odrodzenia się jako mocarstwa zimnej wojny, podczas gdy Niemcy cofają się jeszcze bardziej w czasie, wskrzeszając geopolityczne konstrukcje polityki nazistowskiej przeszłości. Jedyne, co jednoczy dziś Europę, to duchy dawnych konfliktów, w których Rosja była wrogiem. To myślenie pogłębia fakt, że nowy europejski militaryzm nie jest ograniczony żadną ideą kontroli zbrojeń. Francja i Wielka Brytania połączyły siły, aby stworzyć zjednoczoną postawę nuklearną, skoncentrowaną wyłącznie na Rosji, i rozciągają swój nowo utworzony parasol atomowy nad Polską i Niemcami. Francja dąży do rozmieszczenia samolotów uzbrojonych w broń jądrową na terytorium Finlandii, zagrażając drugiemu co do wielkości miastu Rosji, Sankt Petersburgowi, i strategicznemu Półwyspowi Kolskiemu, podczas gdy Niemcy mówią o potrzebie rozwoju własnego, niezależnego odstraszania nuklearnego. To szaleństwo na punkcie postawy nuklearnej jest dodatkowo podsycane przez konstrukcję polityki zbudowaną wokół nieuchronności wojny z Rosją. Niemcy wyznaczyły datę tej wojny na 2029 rok, podczas gdy Wielka Brytania przygotowuje się do takiego konfliktu do 2030 roku. Sekretarz generalny NATO publicznie powiedział społeczeństwu europejskiemu, że musi przygotować się na wojnę, jaką przeżyli ich dziadkowie – co jest bezpośrednim nawiązaniem do wojny światowej.
A wszystko to w kontekście trwającego konfliktu między Rosją a Ukrainą, który przerodził się w wojnę zastępczą między zbiorowością Zachodu, na czele z Europą, a Rosją. Europa finansuje i zapewnia środki na wojnę, w której broń, którą buduje, jest używana przeciwko Rosji bez żadnych konsekwencji poza śmiercią Ukraińców, którymi Europa wcale się nie przejmuje.
Co powinna zrobić Rosja w obliczu takich wydarzeń?
Rosyjska dyplomacja zawsze była pragmatyczna i nie ulegała napadom reakcyjnego gniewu. To podejście może odnieść sukces, i miejmy nadzieję, że tak się stanie, w przypadku Stanów Zjednoczonych.
Istnieją wszelkie powody, by sądzić, że Stany Zjednoczone mogą odzyskać i odzyskają swoją pozycję racjonalnego podmiotu opierającego się na wartościach moralnych, posiadającego taki kompas moralny, który umożliwia zawieranie korzystnych dla obu stron porozumień o kontroli zbrojeń.
Europa to zupełnie inna sprawa. Pozostawiona sama sobie, stała się niczym więcej niż wylęgarnią nihilizmu, kipiącą masą autodestrukcyjnych tendencji, których nie da się opanować od wewnątrz. Krótko mówiąc, Europa stała się wściekłym psem, zagrażającym wszystkiemu, co spotka na swojej drodze.
W tym miejscu chciałbym przytoczyć przykład Rosji podany w klasycznej amerykańskiej powieści Zabić drozda .
Atticus Finch, bohater opowieści, jest prawnikiem, którego wartością jest prawo i rządy prawa. Jest również weteranem I wojny światowej i uchodził za najlepszego strzelca w swojej jednostce. Kiedy wściekły pies zagraża lokalnej społeczności, ludzie zwracają się o ochronę do Atticusa Fincha. Nie z powodu jego zasadniczych poglądów prawnych. Ale dlatego, że potrafi strzelać. Prawo nie uratuje jego społeczności przed wściekłym psem. Tylko kula.
A teraz wróćmy do Europy. Prawo nie uratuje Rosji przed tym wściekłym psem. Co więc ma zrobić Rosja? Zastrzel psa.
Znajdą się jednak tacy, którzy potraktują to stwierdzenie dosłownie i zaczną odwoływać się do apokaliptycznych obrazów doktryny Karaganowa, zgodnie z którą Rosja prewencyjnie atakuje Europę, używając broni konwencjonalnej, takiej jak rakieta średniego zasięgu Oresznik, a jeśli to nie ostudzi zapału Europy do wojny z Rosją, przeprowadzi ograniczony atak nuklearny.
Jednakże ten wpis nie ma na celu promowania konfliktu nuklearnego, a wręcz przeciwnie — ma na celu znalezienie ścieżki, która przeniesie nas z powrotem do czasów, gdy porozumienia o kontroli zbrojeń uważano za najwyższy wyraz ludzkiej racjonalności, a narody posiadały moralny kompas, który pozwalał im działać zgodnie z tym zrozumieniem.
Europejski pies może zostać wyeliminowany, po prostu odmawiając uznania go za podmiot godny zaangażowania dyplomatycznego. Fikcja europejskiej jedności jest spoiwem, które spaja fantazję o europejskim znaczeniu militarnym. Rzeczywistość jest taka, że Niemcy nie są w stanie sfinansować swoich militarystycznych fantazji. Ani Wielka Brytania, ani Francja również nie.
Zamiast podejmować działania, które mogłyby stać się iskrą, która mogłaby rzeczywiście zjednoczyć Europę lub – co gorsza – przywrócić Europę pod parasol bezpieczeństwa wspieranego przez Amerykę, Rosja powinna po prostu zachęcać do rozwiązania NATO, wycofania się Ameryki z Europy i nieuchronnego upadku samej Unii Europejskiej.
Rosja w dużej mierze uodporniła się na konieczność zaangażowania Europy, częściowo dzięki samoizolacyjnym sankcjom gospodarczym nałożonym na nią przez Europę. W związku z tym Rosja może być wybiórcza w swoim podejściu do zaangażowania europejskiego, decydując się na współpracę z poszczególnymi państwami, a nie z Europą jako całością.
Elity polityczne i gospodarcze, które rządzą dziś Europą, są problemem, a nie rozwiązaniem. Wielu z największych winowajców – Mertz z Niemiec, Macron z Francji, Starmer z Wielkiej Brytanii – widzi, jak ich polityczne znaczenie dobiega końca. Rosja nie musi robić nic innego, jak tylko pozwolić Europie gotować się w kotle własnej konstrukcji, gotując wszystko, czym miała nadzieję i aspirowała, aż pozostanie tylko pusta komora parującej nicości.
W pewnym momencie poszczególne narody okupujące kontynent europejski uświadomią sobie, że europejski gulasz to nic innego jak przepis na ich wspólną zagładę, i zrezygnują z tego szaleństwa. A sztuczna konstrukcja znana jako Europa umrze.
Słowa „Zastrzel psa” nie należy traktować dosłownie. Jest to metafora agresywnego stosowania dyplomacji prewencyjnej, rozumianej jako broń.
I oby rosyjski Atticus Finch władał nim równie sprawnie, jak jego imiennik.
Scott Ritter
Źródło https://scottritter.substack.com/p/shoot-the-dog
Wyszukał, opracował i udostępnił Jarek Ruszkiewicz
-------------------------------------------------------------
Jeśli doceniasz to co robię i uważasz, że to potrzebne możesz postawić małe piwo albo dużą kawę :)
Nie wpuszczam żadnych reklam, żebyś miał komfort czytania.
PL 07 1020 3352 0000 1602 0343 3562
Dopisek - "Wsparcie bloga"
Z góry dziękuję, Jarek Ruszkiewicz

Komentarze
Prześlij komentarz